|
Zbłąkana duszyczka
Dla gnostyka zwolennicy „New Age” byliby zdrajcami prawdziwego Boga,
którzy bezmyślnie, na swoją zgubę, kolaborują z Archontami!
Spadkobiercy gnostyków?
Bartłomiej Dobroczyński
Twierdzi się zazwyczaj, iż
„Ruch Nowej Ery” to nic innego, jak współczesna i zdecydowanie uproszczona wersja starożytnej gnozy, a nawet że
„New Age” to właściwie „neognoza”, z charakterystyczną dla niej formułą samozbawienia. W rzeczywistości jednak mentalność
„gnostycka” jest niemal całkowicie obca umysłowości typowej dla wyznawcy
„Ery Wodnika”.
Temin „gnostycyzm” stosuje się zazwyczaj jako swoiste hasło wywoławcze w odniesieniu do – jak pisze Hans Jonas –
„doktryn, głoszonych przez rozmaite sekty, które pojawiły się w obrębie chrześcijaństwa i wokół niego w ciągu pierwszych przełomowych wieków jego istnienia. Wywodzi się on z greckiego słowa gnosis, oznaczającego »wiedzę«. Nacisk położony na wiedzę jako środek osiągnięcia zbawienia, a nawet jako formę samego zbawienia, a także przypisywanie sobie posiadania takiej wiedzy w formie własnej określonej doktryny, to cechy wspólne rozlicznych sekt, w których wyrażał się historycznie ruch gnostycki”. Pierwsze teorie gnostycyzmu, które zawdzięczamy jego chrześcijańskim polemistom, a także na przykład Plotynowi, traktowały gnozę wyłącznie jako herezję, powstałą w wyniku poddania się
„raczkującej” doktryny chrześcijańskiej wpływom koncepcji greckich, przede wszystkim błędnie rozumianej filozofii Platona. Jednak – twierdzi Jonas –
„badania współczesne stopniowo poszerzały ten obszar, udowadniając istnienie gnostycyzmu przedchrześcijańsko-żydowskiego oraz hellenistyczno-pogańskiego, i zaznajamiając świat ze źródłami mandejskimi, najbardziej uderzającym przykładem wschodniego gnostycyzmu pozostającego poza orbitą hellenistyczną”. Wszystko wskazuje na to, że do konstytutywnych momentów doktryny gnostyckiej należały grecka filozofia, babilońska astrologia, irański (perski) dualizm, heterodoksyjny judaizm okultystyczny (Kabała) czy różnorodne wierzenia pochodzące ze starożytnego Egiptu.
świat – więzienie
Na doświadczenie podstawowe dla umysłowości gnostyckiej składały się po równi poczucie obcości, doznanie bycia rzuconym w nieprzyjazny świat oraz przekonanie o tym, że jesteśmy otoczeni przez potężne i wrogie siły (Kosmos, natura, nasze ciała oraz psychiki, ale także wszelki porządek, zarówno w przyrodzie, jak społeczny czy religijny), które ograniczają nas i upokarzają.
Bóg jest obcy światu, w którym żyjemy; świat nie jest Jego dziełem, nie podlega Jego kierownictwu – jest wręcz Jego zaprzeczeniem. Bóg jest ukryty, nie sposób poznać Go i opisać przy pomocy naturalnych władz rozumu czy zwykłych pojęć. Świat z kolei to dzieło sił niższych – zwanych Archontami – najczęściej nie znających prawdziwego Boga, choć często, przynajmniej pośrednio, z Niego się wywodzących, swego rodzaju więzienie, przygotowane przez Archontów dla człowieka. Równocześnie prawa natury, prawo mojżeszowe – a nawet wszelkie normy regulujące życie społeczne – to sposoby na jego zniewolenie i niedopuszczenie, by powrócił do Boga.
Człowiek ujmowany jest jako niespójny konglomerat ciała, duszy oraz ducha
(„pneumy”). Ciało i dusza to twory Archontów – którzy ukształtowali je używając do tego celu swych
„niszczycielskich” i „demonicznych” sił psychicznych: żądzy i namiętności – łączą człowieka ze światem i poddają go panowaniu Losu. Z kolei pneuma, jak Bóg, pochodzi spoza świata, ale – otoczona przez ciało i duszę – jest nieświadoma swojej prawdziwej natury, uśpiona i odurzona trucizną świata. Celem życia jest więc uwolnienie jaźni z więzów Losu i tego świata, aby powrócić do Boga. Potrzebna do tego wiedza jest jednak ukryta przed zwykłymi śmiertelnikami. Gnostycy proponowali moralność opartą na pogardzie wobec świata, z czego wynikają dwa możliwe ucieleśnienia: wzorzec ascetyczny i libertyński. Zaleca się więc albo zredukowanie związku ze sprawami tego świata do minimum, albo też wolność absolutną, skierowaną przeciwko
„będziesz” i „nie będziesz”, „nie wolno ci” i „musisz”, które są formami kosmicznej tyranii Stwórców-Archontów.
kosmiczny taniec życia
Również wyznawcy „Ery Wodnika” przekonani są o istnieniu globalnego kryzysu, a własne życie uważają za niepełne, wymagające odnowienia i uświęcenia. Jednak ich zdaniem kryzys nie wynika z faktu, że świat jest nam obcy, lecz raczej z tego, iż utracił on równowagę. Przez ostatnie dwa tysiąclecia panował na Ziemi – uwarunkowany astrologicznie – jednostronny porządek, którego filarami były judeo-chrześcijański patriarchalizm, mechanistyczna fizyka stworzona przez Newtona, kartezjański dualizm ontologiczny oraz przesadnie racjonalna, etnocentryczna, antyfeministyczna i kolonialna świadomość zdobywcy – ucieleśniona w postaci oraz poglądach białego anglosaskiego protestanta (WASP).
Celem aktywności zwolenników „Ruchu Nowej Ery” jest nie tyle odrzucenie wszelkiego porządku, ile znalezienie porządku lepszego. Nie wchodzi w grę żadne wycofywanie się z tego świata. Przeciwnie – wymaga się zaangażowania we wszystkie istotne sprawy naszego globu. Wskazują na to liczne pomysły reform religii, ekologii, medycyny, psychologii czy ekonomii. Jednym z podstawowych terminów pojawiających się w tekstach z kręgów Nowej Ery jest określenie
„well-being” – które można przełożyć jako „dobrostan” – oznaczające zainteresowanie harmonią w sferze cielesnej, psychicznej i duchowej. Harmonię tę należy zaprowadzać, aby naszą egzystencję na ziemi uczynić jak najbardziej szczęśliwą. Zwraca uwagę troska poświęcona zdrowemu odżywianiu się, psychoterapii, niekonwencjonalnej medycynie, długowieczności, harmonijnemu współistnieniu z naturą i kosmosem. Na ogół odrzuca się przekonanie o istnieniu prawdy obowiązującej wszystkich ludzi, sądząc, że istnieje wiele równoprawnych dróg rozwoju duchowego, które prowadzą człowieka do spełnienia czy też samorealizacji. Bóstwo Nowej Ery najczęściej jest po prostu Kosmosem – doskonałym, dobrym, godnym miłości, szacunku i podziwu. Świat z jego rzekami, górami, gwiazdami i zwierzętami, to miejsce pobytu wielu istot przyjaznych człowiekowi oraz niekiedy mu pokrewnych. Sam człowiek nie jest nikim wyjątkowym, lecz raczej jednym z wielu uczestników kosmicznego tańca życia. Wystarczy, że nawiąże pozytywny kontakt z duchowymi istotami zamieszkującymi jego bliższe i dalsze otoczenie – a na pewno będzie prawidłowo spełniał swoją rolę we Wszechświecie.
duchowy wehikuł seksu
W kręgach „Nowej Ery” nie znajdziemy idei Boga transcendentnego, obcego tak człowiekowi, jak i naturze. Gnostyckie rozumienie Boga jako Kogoś dla tego świata całkowicie obcego, jest z tej perspektywy niemal zupełnie niezrozumiałe. Z kolei, wszystkie koncepcje
„Nowej Ery” o wyzwalającej czy zbawczej mocy własnej aktywności są sprzeczne z intuicją gnostycką. Gnostycyzm podkreślał bowiem – wbrew rozpowszechnionym obecnie sądom – konieczność interwencji z zewnątrz, obecności Zbawiciela, który musi przybyć ze zbawczą misją, obudzić duszę z uśpienia i wskazać jej drogę do wolności; uznawał za fałszywe przekonanie, że można się zbawić dzięki li tylko własnym wysiłkom.
W większości koncepcji pochodzących z kręgów „Wodnika” materia jest święta, uduchowiona, twórcza, ewoluująca, rozwijająca się, mądra i czująca, co jest zupełnie obce ideom gnostycznym. Jeżeli zaś chodzi o duchy, istoty z innych planów astralnych czy ponadludzkie energie duchowe, to w gnostycyzmie ich prototypem byli Archonci, traktowani z nieufnością jako wrogowie człowieka i prawdziwego Boga. Archontów się bano, ale równocześnie rozmyślano, jakby ich przechytrzyć. Tymczasem zwolennicy
„New Age” – uznający koncepcję Gai, planetarnej istoty duchowej zarządzającej Ziemią – z ufnością oddają się pod przewodnictwo
„opiekuńczych duchów”. Dla gnostyka byliby oni po prostu tymi, którzy zdradzili prawdziwego Boga i bezmyślnie, na swoją zgubę, kolaborują z Archontami!
W gnostycyzmie mandejskim i chrześcijańskim mamy do czynienia z totalną wrogością wobec ciała. Równie nieufnie traktowana jest miłość, seksualizm oraz zmysłowa przyjemność. Według gnostyckiej mentalności, seksualizm i cielesność, obojętne czy zakazane – jak w wersji ascetycznej, czy też dopuszczane do wyniszczenia ciała – jak w wersji libertyńskiej, będą zawsze oceniane negatywnie. Albo bowiem prowadzą do rozkoszy, a w konsekwencji do przywiązania do rzeczy ziemskich oraz uznania się za
„mieszkańca tego świata”, albo też do prokreacji, a więc dalszego rozpraszania pneumy, co cały proces zbawienia – czyli przywracania
„pneumatycznej jedności” – czyni jeszcze trudniejszym i bardziej skomplikowanym. Natomiast wśród zwolenników
„Nowej Ery” cielesność oraz seksualizm nie tylko są oceniane pozytywnie, ale równocześnie traktowane jako swoiste
„wehikuły duchowe”, instrumenty, dzięki którym – zupełnie przeciwnie niż w wierzeniach gnostyckich – możemy rozpoznać swą prawdziwą naturę, dotrzeć do twórczej siły życiowej czy spotkać się z Bóstwem. Shakti Gawain, znana nauczycielka z kręgów
„Ery Wodnika”, uważa nawet, iż „umiejętność wyrażania miłości poprzez seks jest prawdopodobnie jednym z najważniejszych doświadczeń Boga jakie istnieje”.
W myśli gnostyckiej nie tylko ciało jest przekleństwem, ale również i dusza jest źródłem zła. W trakcie swojej wędrówki przez kosmiczne sfery, a więc
„upadku” w materię, dusza „obrasta” niegodziwymi cechami i właściwościami, które czynią ją
„o wiele gorszą”. Natomiast nieprzypadkowo uważa się, iż organizacją głoszącą typowe poglądy dla bardziej wyrafinowanej gałęzi
„New Age” był „Ruch Ludzkich Możliwości” („Human Potential Movement”), którego credo musiałoby zawierać przekonanie, iż psyche jest źródłem dobra, kreatywności i rozwoju. W wyniku niewłaściwego postępowania człowiek zatraca te zdolności, ale odpowiednia terapia oraz wytężona praca nad sobą powinny przywrócić korzystny stan rzeczy.
jedyna postać wieczności
Wspólnym momentem „Ruchu Nowej Ery” i gnozy jest przekonanie, iż przeciętny człowiek znajduje się w stanie uśpienia czy odrętwienia, żyje życiem mechanicznym i uwarunkowanym i na co dzień przebywa niejako w stanie zwierzęcym, odurzony własnym cierpieniem bądź też złudnym powabem tego świata. Jednak
„przebudzony” gnostyk dowiaduje się – dzięki objawieniu – że jego najgłębsza natura jest całkowicie poza-światowa, zaś człowiek
„Nowej Ery” odkrywa, iż jest ona z owym światem czy wręcz Wszechświatem – tożsama, a nawet – że nie istnieje żadne odrębne
„ja”, jakaś prawdziwa wewnętrzna istota, którą można by przeciwstawić Wszechświatowi. Poczucie odrębności – będące punktem wyjścia do spekulacji gnostyckich, jako gwarancja nadziei na istnienie innego lepszego świata – jest zatem przeszkodą na drodze do oświecenia. Tracąc odrębność – twierdzą zwolennicy
„Ery Wodnika” – zyskuje się jedność z Wszystkim. Należy odrzucić punkt widzenia dążący do dominacji i doskonałości, zaś skoncentrować się na akceptacji tego, co jest. Nie należy żyć czasem przyszłym czy jakimś hipotetycznym zbawieniem, lecz teraźniejszością, gdyż jest to jedyna postać wieczności, która istnieje.
Tekst powyższy jest skróconą wersją referatu wygłoszonego na sympozjum
„Gnostycyzm antyczny i neognoza współczesna”, które odbyło się w Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie, w październiku br.. Pełny tekst zostanie opublikowany w „Studia Antiquitatis
Christiana”.
|