Zbłąkana duszyczka

 

Danie miesiąca polecają

 

 

Michał Głowiński

Jest to książka oryginalna i piękna, autor znalazł nowy język, by opowiadać o jednej ze straszności XX. wieku – o świecie stalinowskich gułagów i zesłań, umieszczonych tam, gdzie temperatura spada poniżej 40 stopni. W nim właśnie dojrzewa chłopiec i wchodzi w życie przedwcześnie dorosłe, w nim poznaje zarówno okrucieństwo, jak wartości, a w jego świadomości kłębią się mity, obsesyjne wyobrażenia, symbole, niepokojące obrazy. Bohater patrzy na to, co go otacza, tak jak to uczynić może dziecko i dostrzega zdumiewająco dużo. W naszym stuleciu powstało sporo powieści o dojrzewaniu, ta jest bodaj pierwsza, która dzieje się w stalinowskiej rzeczywistości koncentracyjnej.
Nie znam poprzednich powieści Piotra Bednarskiego. Sięgnę po nie. I czekam na następne.

Piotr Bednarski, „Błękitne śniegi”, Warszawa 1996, nagroda Fundacji Kultury.




 

 





Janina Ochojska-Okońska

To pierwszy album, który – oprócz tego, że oglądałam go z podziwem i fascynacją – przeczytałam od deski do deski. Nie chcę pisać o malarstwie Andrzeja, choć intryguje mnie ono swoimi pytaniami o miejsce człowieka w świecie współczesnym, towarzyszy zmianom cywilizacyjnym i politycznym epoki, a nade wszystko – uczłowiecza to, co zdaje się nas osaczać: „gadżety” cywilizacji, komputery, telefony, budynki itp. O tym wypowiedzą się fachowcy. Mnie fascynuje, towarzyszące projektom malarskim i graficznym Andrzeja Dudzińskiego, zawarte w albumie świadectwo epoki. Bajecznie kolorowe życie Magdy i Andrzeja w szarości PRL-u i w czasach emigracji, opowiedziane miejsce po miejscu, fotografia po fotografii. A do tego spotkania z przyjaciółmi i ich wypowiedzi – wśród nich niemało tych, którzy – tak samo jak Andrzej – naznaczyli epokę. Znani aktorzy i reżyserzy, Jerzy Turowicz, Czesław Miłosz i Stanisław Barańczak.
Poznałam Andrzeja i Magdę razem i tak też kojarzę ich twórczość. Nie „Dudziński”, ale „Dudzińscy”. I cieszę się, że ten album jest właśnie ich wspólny. Szkoda tylko, że jest w pewnym sensie nie istniejący – bo proszę pokazać mi księgarnię w Warszawie, która go rozprowadza. Szkoda, że takie niezwykłe bogactwo – grafiki, rysunki satyryczne, ptak Dudi i Pokrak, obrazy i rysunki kredką olejową, której Andrzej jest mistrzem – mogą pozostać własnością tylko „krewnych i znajomych” Dudzińskiego. Jest w tym albumie niezwykłe bogactwo: bogactwo jego samego, jego duszy, dążności do poznania i ciekawości świata, wreszcie bogactwo poezji. Zacytujmy Stanisława Barańczaka z albumu „Dudziński”: „Bo czym jest poezja? Jest zdawaniem sprawy z materialnego istnienia świata i zarazem z jego materialnej nietrwałości. Jest sztuką jednoczesnego mówienia o tym, że świat namacalnie i konkretnie istnieje, oraz o tym, że nieuchronnie i nieprzerwanie przemija”.

„Andrzej Dudziński”, Warszawa 1996





 




Joanna Pollakówna

Czytam zbiór esejów Zygmunta Kubiaka „Brewiarz Europejczyka” i raz po raz napełnia mnie gwałtowne uczucie wdzięczności; za otwieranie olśniewających prześwitów na czasy i twory ludzkiego ducha, za uważne podchwytywanie wątków, które splatają tkaninę śródziemnomorskiej kultury i ogarnianie jej w rozległym horyzoncie, jakby z lotu ptaka. 
Za wsłuchiwanie się w rozmowy pisarzy prowadzone poprzez epoki i przestrzenie. 
Za wynalazczość rozumienia.
A to wszystko z tą swobodą, którą daje erudycja, z godnością, którą daje niezłomna prawość, i z tą cudowną trafnością słowa, jaką daje talent. Nie mogę się oprzeć myśli, że takie pisanie, to ratowanie świata.

Zygmunt Kubiak, „Brewiarz Europejczyka”, Warszawa 1996.

 











 





 

 

 

     

     

     

     

     

     

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl