Muzyka: wieczna i ulotna



„Bóg dał ci rock and rolla”


Paweł Sawicki



Kiedy w końcu lat pięćdziesiątych Elvis Presley został okrzyknięty „Królem rock and rolla”, wszyscy wiedzieli, że muzyka, którą grał, stanie się synonimem buntu. Nikt nie przypuszczał, że za jej pośrednictwem ktoś będzie chciał przekazywać treści religijne. Nikt też nie podejrzewał, że rock może się przyczynić do nawrócenia kogokolwiek.
Polscy rockmeni różnie komentują spotkanie rocka i religii. Lider zespołu Piersi – Paweł Kukiz – mówi: „Nie wydaje mi się, by istniała potrzeba głoszenia miłości do Boga na scenie. Religia w utworze rockowym, np. u Boba Dylana, wydaje mi się czymś bardzo powierzchownym”.
Tomasz Budzyński – wokalista i autor tekstów grupy Armia – widzi w chrześcijaństwie i rocku pewne podobieństwa: „Bycie chrześcijaninem wymaga, aby »stanąć w prawdzie« wobec samego siebie i świata. Podobnie rock – jest formą szczerej wypowiedzi. Dobra muzyka musi być autentyczna. Mówi się, że rock and roll to bunt. Ale czym jest radykalizm rocka w stosunku do radykalizmu Ewangelii? Czy może być, coś bardziej radykalnego od »Kazania na górze«?”
Związek rocka i religii to nie tylko modlitwy muzyków czy wykorzystywanie przez nich motywów biblijnych. Zdarzało się, że religia, a zwłaszcza związane z nią instytucje były poddawane ostrej krytyce ze strony muzyków. Tak właśnie stało się w przypadku utworu „ZChN zbliża się”, śpiewanego przez Pawła Kukiza. Piosenka wzbudziła mnóstwo kontrowersji. Zarzucano jej obrażanie uczuć religijnych i nieposzanowanie wartości chrześcijańskich. Wokalista Piersi broni się przed tymi zarzutami: „Utwór »ZChN zbliża się« napisałem w obronie wiary i Boga. Tekst jest antykościelny, uważam bowiem, że współczesny Kościół nie służy Bogu. To przekonanie wzięło się z mojej obserwacji życia – wszystkie fakty opisane w piosence wydarzyły się naprawdę”. Kukiz twierdzi, że religia i Kościół to dwie odrębne rzeczy. Kościół kojarzy mu się z instytucją nie mającą nic wspólnego z duchowością czy wiarą.
Innego zdania są Tomasz Budzyński i lider zespołu Houk Darek Malejonek. Budzyński mówi: „Kocham Kościół – to dla mnie oparcie, otrzymuję w nim miłość. Wiem, że bez wspólnoty Kościoła nie dałbym sobie rady”. Malejonek na pytanie o swój stosunek do Kościoła odpowiada krótko: „Kościół daje wiarę, sakramenty i poczucie wspólnoty. Kościół jest mistycznym Ciałem Chrystusa. Ci, którzy mówią: »Chrystus – tak, Kościół – nie«, odrzucają ciało Chrystusa. Kościół to ty i ja”.

Nawrócony przez hard core
Lider grupy Houk przyznaje, że do jego nawrócenia przyczynił się koncert amerykańskiego zespołu hardcorowego No Longer Music. Hard core to gatunek rocka niesłychanie agresywny, wykonywany szybko i bardzo głośno. W czasie koncertu powstaje ściana dźwięku tworzona przez instrumenty, na tle której wokalista wykrzykuje tekst.
W 1987 Darek Malejonek poszedł w Jarocinie na koncert takiej właśnie grupy. Wokalista No Longer Music w przerwach między utworami opowiadał publiczności o Jezusie, wtedy Malejonek poczuł, że „pęka na nim skorupa”. Zanim jednak zdecydował się na chrzest, upłynęło jeszcze kilka lat. W tym czasie Darek szukał Absolutu w buddyzmie, eksperymentował z halucynogennymi narkotykami. „Czułem się jak żywy trup. Wiedziałem, że nikt nie jest mi w stanie pomóc. Wtedy nagle uświadomiłem sobie, że tylko Jezus może mi pomóc i pierwszy raz w życiu zacząłem się żarliwie modlić”. Dziś jest członkiem wspólnoty neokatechumenalnej, a przez swoją muzykę stara się głosić miłość Jezusa do ludzi: „Nie przekazuję żadnych treści moralizatorskich, próbuję tylko powiedzieć ludziom, którym brak miłości, którzy szukają jej w narkotykach, alkoholu, chorym seksie, że Bóg ich kocha. Robię to za pośrednictwem muzyki rockowej, bo jest to najbliższy mi środek przekazu. Wielu ludzi myśli, że Bóg to srogi sędzia, którzy liczy nasze grzechy. A Jezus jest miłością i kocha nas takimi, jakimi jesteśmy. On wie, że sami nie damy rady się zmienić”.

Kumpel w Niebie
Lider grupy T. Love Zygmunt Staszczyk (znany bardziej jako Muniek) w swoich tek-
stach próbuje opisać otaczającą go rzeczywistość. Religię traktuje jako jeden z jej składników, dlatego w repertuarze zespołu pojawił się utwór pt. „Bóg”. Jest to z jednej strony próba odniesienia się do Absolutu, a zarazem modlitwa rockmana. Bóg w tekście Staszczyka jest istotą bliską człowiekowi, potraktowaną po przyjacielsku i „na luzie”. W refrenie Muniek śpiewa: „Tak bardzo chciałbym zostać kumplem Twym. Tak bardzo”. Lider T. Love tak mówi o powstaniu utworu: „Religia jest dla mnie czymś zwykłym, czymś, co istnieje nie tylko w świątyni, ale i na ulicy. Poza tym często odczuwam obecność Istoty Najwyższej, dlatego w swojej piosence nazwałem Boga »kumplem«, choć wiem, że może to niektórych oburzać”.
Staszczyk pochodzi z Częstochowy – „Miasta Świętej Wieży”, jak nazwał ją w piosence „King”. W tym właśnie utworze – historii outsidera i kontestatora – pojawia się postać Biskupa. Kontroluje on życie bohatera, jest przedstawicielem „czerwono-czarnej mafii”. „Ta postać wzięła się stąd, że mieszkając w Częstochowie spotykałem się z nadużyciami władzy przez osoby duchowne w sprawach świeckich. Ksiądz jest dla mnie człowiekiem tak samo grzesznym, jak reszta ludzi. Dlatego w »Kingu« Biskup nie jest postacią sympatyczną”.

Czad dla Jezusa
Tomasz Budzyński z Armii jest zaprzeczeniem stereotypu muzyka rockowego – nie krążą o nim plotki, nie wywołuje skandali, narkotyki i „balangi” po koncertach są mu obce. Kiedy przyjeżdża na próby do Warszawy, mieszka w klasztorze OO. Paulinów. Mimo że jest osobą głęboko wierzącą – muzyka, którą wykonuje, jest ostra i na pozór agresywna. Tomek nie widzi w tym sprzeczności: „Dla Jezusa trzeba grać z czadem”.
Na pytanie o przyczyny pisania tekstów o tematyce religijnej Budzyński odpowiada: „Jestem artystą, śpiewam o swoim życiu, o tym, co jest dla mnie w nim najważniejsze, a najważniejszy jest Jezus Chrystus. To on powiedział: »Idźcie i głoście...«, więc ja Go »głoszę« w uniwersalnym języku, jakim jest muzyka rockowa”.
Przesłanie grup Armia i Houk nie pozostaje bez odzewu. Do liderów obu zespołów przychodzą listy od młodych ludzi piszących, że dzięki muzyce zaczęli czytać Pismo Święte. Po koncertach fani przychodzą do Tomka i Darka, rozmawiają z nimi, dyskutują. 
Zdarzają się jednak i mniej przyjemne sytuacje. Bywało, że Budzyński schodził ze sceny opluty. Jakiś czas temu kilku skinów pobiło lidera Armii – jak mówi Tomek – tylko dlatego, że śpiewa o Jezusie. 
Na działalność Budzyńskiego i Malejonka różnie reagują również duchowni. Niektórzy wietrzą w ich muzyce podstęp, inni otwarcie mówią, że nie akceptują mówienia o Bogu w taki sposób. Są jednak też i tacy, którzy przychodzą na koncerty Armii, by... się modlić. Paweł Sawicki

Wszystkie wypowiedzi artystów przytaczane w tekście są autoryzowane.











 












 

 

 

     

     

     

     

     

     

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl