Muzyka: wieczna i ulotna

 

Danie miesiąca polecają

 

 

Bronisław Maj

Na proscenium – dwaj monstrualnie otyli miliarderzy w kosztownych brokatach, twarzą do publiczności, nie zwracając na siebie najmniejszej uwagi, wymieniają ostanie kwestie: 15 minut wcześniej jeden z nich uśmiercił drugiego potwornym ciosem tekturowej dzidy; za nimi kilkadziesiąt znudzonych osób w strojach ogólno-historycznych... Takie miałem, jak każdy, wyobrażenie o operze. Ale – już nie mam: „Pokój saren. Opera Autobiograficzna” Lecha Majewskiego i Józefa Skrzeka całkowicie burzy ten stereotyp. „Pokój saren” – nie przestając być par excellence operą: z ariami, duetami, chórami... – jest jednocześnie znakomitym teatrem, całkowicie odrzucającym dekoracyjną pompatyczną manierę. To teatr, którego magia polega na niezwykłym połączeniu realizmu (scena wyobraża konkretne, zwyczajne mieszkanie) z sugestywną symboliką. Śpiewacy potraktowani są jak aktorzy, chór – także. Muzyka, wspierając poetyckie sensy spektaklu, buduje nieco mroczny, narkotyczny nastrój, konstruuje architekturę przedstawienia. Przedstawienia, które wychodząc od konkretnej biografii, mówi o właśnie naszym życiu i śmierci, o przemijaniu i czasie... Trzeba zobaczyć „Pokój saren”!

„Pokój saren. Opera Autobiograficzna”. Muzyka: Lech Majewski i Józef Skrzek. Libretto, inscenizacja i reżyseria: Lech Majewski. Opera Śląska w Bytomiu.





 




Krzysztof Piesiewicz

„Technopol, to pewien stan kultury, to również pewien stan umysłów. Polega on na deifikacji techniki, co oznacza, że kultura poszukuje dziś sankcji w technice – znajduje w niej satysfakcję i przyjmuje od niej rozkazy” – to fragment książki Neila Postmana „Technopol”, którą chciałbym polecić wszystkim arystokratom high-technology, wszystkim młodym ludziom, wbitym przedwcześnie w garnitury i białe kołnierzyki – tym którzy nie mają jeszcze świadomości tego, co się z nami dzieje i co z nami wyprawia współczesna technika.
Polecam też film Michelangelo Antonioniego „Ponad chmurami”, zrealizowany w poetyce i w sposobie opowiadania zupełnie odmiennym od tego wszystkiego, co serwuje nam dziś świat ruchomych obrazków. I jeszcze jeden film, którego nie muszę przedstawiać Waszym młodym czytelnikom, bo już na pewno na nim byli, ale warto zachęcić do obejrzenia go widzów starszych – to Jima Jarmuscha „Truposz” [patrz recenzja na s. 13 – Red. „TP”]. Jest to propozycja nowego spojrzenia, coś, co może stać się w niedługim czasie dominującym sposobem opowiadania w kinie. Zaś krakowskim czytelnikom „Tygodnika Powszechnego” polecam specjalnie wszystkie spektakle Krystiana Lupy zrealizowane w Starym Teatrze.

Neil Postman, „Technopol. Triumf techniki nad kulturą”, „Ponad chmurami”, reż. Michelangelo Antonioni,
„Truposz”, reż. Jim Jarmusch









Jerzy Pilch

Staram się z całych sił przezwyciężać wrodzoną skłonność do literatury nikczemnej i czytać rzeczy wybitne. Gabriel Garcia Marquez jest, jak wszyscy wiedzą, pisarzem niezmiernie wybitnym, choć jego ostatnio przetłumaczone na polski książki wybitne nie są. Jest to w pewnej mierze pocieszające, ponieważ okazuje się, iż ten Gigant, Smok, Bóg literatury ma też w sobie cechy ludzkie i niekiedy nawet poci się z daremnego wysiłku. Trudno w gruncie rzeczy powiedzieć, dlaczego „O miłości i innych demonach” nie dorównuje innym arcydziełom Marqueza, wszystko pozornie w tej książce jest tak, jak trzeba, wszystko jest, jak to zwykle u Marqueza, narkotyczne, zmysłowe, tropikalne, zanurzone w metafizycznym obłoku saletry, a jednak przypomina trochę kunsztowną konstrukcję energetyczną pozbawioną prądu. Bez prądu to może pisać Stasiuk, ale żeby Marquez? Dziwne.
Wybitnym pisarzem jest też Milan Kundera i jego „Zdradzone testamenty” są (na szczęście) książką wybitną. Gwarancją wybitności teoretycznych tekstów Kundery („Zdradzone testamenty” to jest zbiór esejów) jest okoliczność, iż pisarz ten, im stara się być precyzyjniejszy i logiczniejszy, w tym większe popada szaleństwo. W eseju o Kafce Kundera brawurowo i pięknie dowodzi, iż Max Brod tylko dlatego ocalił rękopisy Kafki, ponieważ nie zrozumiał z nich literalnie ani słowa (to musi być prawda), ale nie poprzestaje na tym i stawia fundamentalną tezę, iż Kafka to był w gruncie rzeczy pisarz komiczny. „Kultura przesady” – termin Kundery – daje tu znać o sobie, choć w gruncie rzeczy czemu nie, przecież jak się tak porządnie wmyślić w taką powiedzmy „Przemianę”, to nie pozostaje nic innego jak zrywanie boków.
Z silnymi obawami sięgnąłem po prace trzeciego XX-wiecznego Giganta, po „Masę i władzę” Eliasa Canettiego; rzecz została wydana w roku 1960 i – jak łatwo obliczyć – polskie tłumaczenie okazuje się z niejakim opóźnieniem. Gdyby była to klasycznie naukowa rozprawa socjologiczna, byłoby raczej po ptokach. Na szczęście Canetti olewał tzw. „stan badań” i snuł własną narrację o masach uciekających, masach ścigających, masach świętujących, masach podwójnych oraz o symbolach i kryształach masy. Znowuż (jak mawiał były prezydent) gołym okiem widać, iż rzecz jest na tyle szalona, że musi być dobra.
Niekiedy też (coraz wprawdzie rzadziej) wykonuję najszlachetniejszy z czytelniczych gestów i nabywam książkę, o której nie mam zielonego pojęcia. Pomimo fatalnego w swym jankeskim pretensjonalizmie tytułu „Trylogia nowojorska”, kupiłem książkę zupełnie mi nieznanego Paula Austera. Kupiłem ponieważ spodobało mi się pierwsze zdanie „Wszystko zaczęło się od pomyłki telefonicznej: głuchą nocą zadzwonił telefon i spytano o kogoś całkiem innego”. Spodobało mi się też zdjęcie autora na okładce, pewna moja znajoma wręcz na widok tego zdjęcia popadła w krótkotrwałą acz intensywną nieprzyzwoitość. To jest zawsze dobry powód, żeby spróbować książkę przeczytać. Przeczytamy i, jak mówią górale, uwidzemy, co się będzie robić.

Gabriel Garcia Marquez, „O miłości i innych demonach”, przeł. Carlos Marrodan Casas
Milan Kundera, „Zdradzone testamenty”, przeł. Marek Bieńczyk
Elias Canetti, „Masa i władza”, przeł. Eliza Borg i Maria Przybyłowska
Paul Auster, „Trylogia nowojorska”, przeł. Michał Kłobukowski










 





 

 

 

     

     

     

     

     

     

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl