Hanna Krall




Z filmoteki Andrzeja Dudzińskiego

Ociec krzesny (IV): Prać?


Stanisław Barańczak



Staropolska mafia szlachecko-zagrodowa, osławiona Koza Nostra, oparta na silnym kulcie rodziny i ślepym posłuszeństwie wobec głowy rodu, Oćca Krzesnego, terroryzuje „ofertami nie do odrzucenia” (w roli końskiego łba – gościnnie Richard Chamberlain) zaściankowe banki na Podolu, zmuszając je do prania czerwońców pochodzących z przemytu konopi. Tak w skrócie przedstawia się tło akcji naszego rodzimego remaku’u amerykańskiego „Ojca chrzestnego”. Zamiar adaptacji tego arcydzieła do warunków życia w dawnej Polsce niewątpliwie dobrze świadczy o ambicjach reżysera Franciszka Kopuli, powiódł mu się on jednak tylko częściowo. Główny tego powód to błędy w obsadzie. W roli tchnącej naturalnym dostojeństwem matki rodu stanowczo nie powinna wystąpić akurat Hanka Bielicka. Nieporozumieniem jeszcze bardziej drastycznym jest Gustaw Holoubek jako żywiołowy i brutalny Sonny, najstarszy syn głowy rodu; w scenie masakrowania szwagra pod sikającym hydrantem (tu zastąpionym przez przeciekające koryto z wodą dla koni) nasz znakomity aktor nie umie, szczególnie w trakcie kopania w nerki, w którym dodatkowo przeszkadzają mu poły kontusza, pozbyć się swego charakterystycznego auto-ironicznego dystansu. Może tylko Wiesław Michnikowski znajduje pole do popisu w roli innego z synów, sentymentalnego i słabego Freddiego, natomiast wybór Kazimierza Kaczora do roli Michaela (w wersji Coppoli – Al Pacino) czy Danuty Rinn do roli jego narzeczonej (Dianne Keaton), wydaje się podyktowany jedynie powierzchownym podobieństwem zewnętrznym. Nawet ten ostatni czynnik nie mógł przecież wchodzić w grę przy podejmowaniu decyzji o zaangażowaniu w roli tytułowej (w jej części retrospektywnej, jako Oćca Krzesnego rozpoczynającego dopiero karierę w świecie zbrodni i bezprawia) Krystyny Jandy; mogło na tym zaważyć chyba tylko rymowanie się nazwisk „Jando” (w wołaczu) i „Brando”. Czynnik wizualnego podobieństwa pomaga nieco bardziej Maryli Rodowicz, grającej Oćca w wieku podeszłym, ale scena śmierci na grządce pomidorów wypadłaby znacznie lepiej, gdyby jej odtwórczyni nie kazano nucić pod wąsem piosenek w stylu soul do tekstów polskich poetów barokowych i w przerwach między zwrotkami zamawiać dla siebie przez telefon tradycyjny portret trumienny. W filmie rażą zresztą liczne anachronizmy. W siedemnastowiecznej Polsce nie do pomyślenia było, aby najstarszy syn pana domu w trakcie uroczystości weselnych poturbował wścibskiego fotografa i roztrzaskał mu kamerę; przeciwnie, tego rodzaju zadania powierzano tradycyjnie synom młodszym. Nie wspominamy już nawet o scenie jedzenia pizzy, którą w domach szlacheckich, nawet zaściankowych, spożywano z zasady przy użyciu sztućców, a nie rękami, jak to się dzieje w tym wynikłym z pewnością z dobrych chęci, ale niestety nie całkiem udanym, filmie.

Ociec krzesny (IV): Prać?, reż. Franciszek Kopula. Wyst. Hanka Bielicka, Gustaw Holoubek, Krystyna Janda, Kazimierz Kaczor, Wiesław Michnikowski, Maryla Rodowicz.











 












 

 

 

     

     

     

     

     

     

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl