Dobro piękno, rynek




Zresetować kulturę


Agnieszka
i Stanisław Gałkowscy



Na brzegach Dunaju nowa sekta monotonnych (zwanych również pierścienistymi) głosi, że historia jest kręgiem i że nie istnieje nic, czego nie było i czego nie będzie. W górach Krzyż zastąpiły Koło i Wąż. Wszyscy zatrwożyli się. /.../ Euforobos, herezjarcha, został skazany na stos. To wydarzyło się już i będzie wydarzać się w przeszłości – powiedział Euforobos. Nie zapalacie stosu, zapalacie labirynt ognia. Gdyby zebrały się tu wszystkie stosy, którymi byłem, nie zmieściłyby się one na ziemi i aniołowie by oślepli. Powiedziałem to już wiele razy. Później krzyknął, gdyż dosięgły go płomienie. Upadło Koło przed Krzyżem” – pisał Jorge Louis Borges w opowiadaniu „Teologowie”.

Dzisiaj nikt już nie bawi się w rzeczy tak poważne jak herezje. Niezauważenie też poglądy „pierścienistych” czy też „monotonnych” – choć w nieco wypaczonej formie – stają się powszechnym standardem całej naszej kultury. Nikt ich nie głosi, one, a raczej ich skutki, po prostu są. Dlatego też tym razem nie pomogą stosy ani powoływanie się na klasyków. To, co Borges opisuje jako herezję, weszło tak głęboko w świadomość, iż nie jest w ogóle zauważane. Herezja implikuje ortodoksję, pogląd powszechnie utrwalony i uznawany, wobec którego jest ona sprzeciwem. Dziś trudno mówić już o tak pojętej ortodoksji, nie można więc żadnego poglądu uznać za herezję.

GRA KOMPUTEROWA
Zawsze najwdzięczniejszym przykładem są dzieci. Starzy nauczyciele w Danii, gdzie w szkołach od dawna komputery są powszechnie stosowaną pomocą dydaktyczną, opowiadali nam kiedyś, że – posługująca się komputerem – dziatwa przestaje starać się rozwiązywać zadania. Podczas klasówki błąd owocuje złą oceną, można ją wprawdzie poprawić, ale nie można powtórzyć samej klasówki. W przypadku pracy z komputerem błędne rozwiązanie przestaje być problemem, gdyż zawsze można puścić program od nowa, a w ostateczności wszystko zresetować. Nie wtajemniczonym wyjaśniamy, że „zresetowanie” to gwałtowne przerwanie pracy wszystkich programów, wyłączenie komputera i włączenie go od nowa. Grając w grę komputerową nie trzeba się zastanawiać, czy pójść korytarzem w lewo czy w prawo. Jeśli ma się kilka „żyć”, nawet gdy w lewym korytarzu pożre nas potwór, w następnym życiu po prostu pójdziemy w prawo. 
Jeżeli sytuacja jest powtarzalna, nasza odpowiedzialność za nią jest dużo mniejsza niż w przypadku, gdy daną sprawę można załatwić tylko tu i teraz. „Monotonność” świata; wielokrotność, powtarzalność każdej sytuacji, zdejmuje z nas odpowiedzialność za nasze postępowanie – będziemy wszak mieli jeszcze wiele okazji do poprawienia ewentualnego błędu, nie ma więc powodu, by uznać konkretną sytuację za na tyle wyjątkową, że musielibyśmy zastanawiać się nad jej konsekwencjami. Niestety – prawdziwe „życie jest jednorazowego użytku”.

ODPOWIEDZIALNOŚĆ
Ucieczka przed odpowiedzialnością, odmowa ponoszenia konsekwencji nie ogranicza się tylko do problemów związanych z komputerami. Jest powszechną cechą naszej kultury – stąd niechęć do doktryn, głoszących niepowtarzalność świata i każdego procesu, jaki się nań składa. Nakładają one przecież na nas ciężkie brzemię odpowiedzialności za każdy czyn. Być może rozwój wierzeń i ruchów mówiących o reinkarnacji, a więc kolistej, „pierścienistej” strukturze świata, a nawet historii, jest tego właśnie symptomem. Zawsze można zacząć od nowa, nie ponosząc konsekwencji tego, co było. Klawisz „Reset” nabiera symbolicznej, wręcz mistycznej wymowy.
Za brak poczucia odpowiedzialności nie można winić komputerów z ich nawet najbardziej tajemniczymi klawiszami, przyczyn trzeba szukać gdzie indziej.
Wszystko, co nieodwracalne, zaczyna budzić sprzeciw i opór, polegający na wyparciu ze świadomości faktu istnienia samego problemu. Staje się on tematem wstydliwie omijanym, tak jak np. śmierć. Co jednak zrobić z problemem, który tak kłuje w oczy, że nie da się o nim zapomnieć? Żadna choroba nie wywołuje takiego sprzeciwu społecznego jak AIDS – wydaje się to nieracjonalne, statystyki pokazują, że nawet zwykła grypa, nie mówiąc już o gruźlicy czy nowotworach, zbiera większe żniwo, a jednak tylko przeciwko wirusowi HIV urządzane są manifestacje uliczne. Wyjaśnienie tego fenomenu jest stosunkowo proste; społeczeństwa nie potrafią go „zresetować”, nie można żyć tak, jakby go nie było, każdy, nawet nie zarażony, musi ponieść konsekwencje jego istnienia, i to w najboleśniejszy sposób – dostosowując swój styl życia do obiektywnych wymogów. Okazuje się, że są rzeczy, których nie da się powtórzyć. A to budzi sprzeciw – rząd musi z tym coś zrobić, przecież po to płaci się podatki!
Z „monotonnością” świata wiąże się również względność wszystkich jego elementów, względność oznacza zaś, iż wszelkie konsekwencje i odpowiedzialność za czyn są tylko dobrowolne, czy też raczej „dowolne”. Nie jest to więc ucieczka przed odpowiedzialnością, a raczej odnowa jej przyjęcia do świadomości. Odmowa uznania faktu, że – jak zauważa Roman Ingarden – odpowiedzialność nie zależy od stanu naszej świadomości, a od obiektywnego i niezależnego od naszego myślenia stanu rzeczy.

STRZAŁ DO PIŁKI TENISOWEJ
Za warunki odpowiedzialności uznaje się wolność człowieka, jego sprawczość i świadomość, oraz istnienie wartości, wobec których trzeba się określić. Większość ludzi z radością przyznaje się do wszystkich tych warunków (może z wartościami jest pewien kłopot, lecz od czego są wartości utylitarne, relatywne itp.), jednocześnie wypierając się tego, co jest ich prostym następstwem – odpowiedzialności. Wolność czynu utożsamia się z brakiem jego skutków. To, o czym nie myślę, nie istnieje. Gombrowicz w „Ferdydurke” opisuje oficera, który dla żartu, podczas meczu tenisowego, „łupnął z rewolweru do piłki w locie”, po czym ze zdziwieniem (możemy się domyślać, że również z oburzeniem) stwierdził, iż kula rewolwerowa po przebiciu piłki nie zniknęła, nie rozpłynęła się w powietrzu, lecz poleciała dalej w trybuny, raniąc widzów. A przecież oficer ów nie chciał nikomu robić krzywdy, nawet nie myślał o tym, co się stanie z kulą po trafieniu w piłeczkę, nie można mieć więc do niego o nic żalu. Więcej – „kula przebiwszy piłkę powinna była się skończyć”, a to że pocisk nie zniknął w momencie, gdy pułkownik przestał o nim myśleć, w wyraźny sposób ogranicza jego wolność, zmuszając go do przyjęcia, uznania czegoś, czego wcale nie chciał.
Zapominanie o odpowiedzialności – obrażanie się na fakt, iż każdy nasz postępek ma swoje konsekwencje, nieuchronnie z nim związane – wynika być może z nadmiernego poczucia sprawczości, jesteśmy tacy świetni, że potrafimy powtórzyć każdą sytuację. Możemy wszystko a więc również oderwać skutek od przyczyny. Udało się zrobić tak z miłością i małżeństwem („związki na próbę”), także pozbycie się nie chcianego i nie planowanego dziecka przestało już być dla wielu problemem w sensie moralnym i technicznym („reset” dla życia). Cała nasza cywilizacja nabiera cech próby. „Krzyż zastąpiły Koło i Wąż”.
Co się jednak stanie, jeśli struktura świata ujawni swój dyskryminacyjny, represyjny wobec naszej wolności charakter i okaże się, że każda przyczyna ma swój skutek, każdy czyn ma swoje konsekwencje, za które (o zgrozo!) odpowiedzialny jest jego sprawca. A co, gdyby się okazało, że „żyjemy w czasach ostatnich, czasach schyłkowych?”, jeśli cała kultura idzie w złym kierunku?
Nie martwmy się na zapas – wszystko można „zresetować”.














 












 

 

 

     

     

     

     

     

     

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl