Dobro piękno, rynek




Czterej pancerni i siedmiu samurajów, 
czyli w sumie dwunastu gniewnych
ludzi (pies też człowiek).


Stanisław Barańczak



Pod tym przydługim oraz arytmetycznie i zoologicznie nie do końca chyba przemyślanym tytułem ukrywa się pionierska w naszej kinematografii próba zmierzenia się z wymogami gatunku, zwanego w hollywoodzkim żargonie westernem ryżowym. W tym wypadku należałoby nawet mówić o easternie ryżowym, ponieważ Japonia, jak wiemy, leży na wschód od Polski, a nie, jak od Ameryki, na zachód. Pułkownik Janusz Przymanowski jako scenarzysta i tym razem nie zawiódł miłośników swego talentu, a reżyser Jerzy Hoffmann w sztuce stopniowania napięcia przeszedł sam siebie i dotychczas nie powrócił (ubrany był w granatową kurtkę ortalionową i spodnie od dresu w kolorze beżowym). Fabuła ma za podstawę rzeczywiste wydarzenie. W ostatnich miesiącach drugiej wojny światowej czwórce przyjaciół z radzieckiej jednostki pancernej, stacjonującej na Kamczatce, przerywa ich zwykłe wieczorne zajęcia (grę w brydża i ćwiczenie kwartetów smyczkowych Szostakowicza) wiadomość, że nazajutrz mają zostać rzuceni wraz z czołgiem w trybie nagłym na front zachodni, ściślej: w okolice płonącego Reichstagu. Perspektywa czternastu miesięcy podróży w pozbawionym resorów pojeździe, w dodatku przez tereny o nienajlepiej zorganizowanej sieci stacji benzynowych, powoduje, że nasi bohaterowie zaczynają się zastanawiać. „K japoncam bliże czem k jewropiejcam, ech, bliże!...” – wzdycha marzycielsko dowódca czołgu, Rosjanin Sasza. „Japonia – toże państwo Osi...” – wtrąca, z charakterystycznym kirgiskim akcentem i, jak to Kirgizi, podkręcając energicznie wąsa, obsługujący działo Kirgiz Mahmed. „Państwa Osi – nasz wrag...” – dopowiada trzeci z załogi, służący jako żywa tarcza przy szarżach na okopy nieprzyjaciela, Niemiec nadwołżański Wolfgang. „Wraga – bić należy...” – uświadamia przyjaciołom kierowca czołgu, prosty taksówkarz z Powiśla, Polak Franek (opalizująca psychologicznymi odcieniami rola Zbigniewa Zapasiewicza). Z czterech gardeł wydobywa się jeden okrzyk: „Dawaj na Wostok!” Ta wstępna decyzja daje początek całej serii przygód, w których główną rolę odgrywa ukochana maskotka załogi, suczka Łajka. To ona testuje pola minowe, rozsiane po tundrze przez kolaborujących z Japonią skośnookich Mandżurów; to pod nią załamuje się lód na – wbrew przewidywaniom nie do końca zamarzłym Morzu Żółtym, co pozwala sunącemu za Łajką czołgowi bezpiecznie się wycofać; to wrażliwy węch suczki wreszcie ostrzega naszych bohaterów przed zakąskami typu sushi z zepsutej ryby, podsuwanymi im przez lojalne wobec cesarza gejsze-kelnerki w jednej z tak charakterystycznych dla Tokio japońskich restauracji. Kulminacyjną sceną filmu jest szarża wsławionego straceńczą odwagą konnego oddziału Siedmiu Samurajów-kamikaze. Z okrzykiem „Za Japonię, za cesarza!” atakują oni czołg uzbrojeni jedynie w szable, zręczność w operowaniu tą staroświecką bronią, tudzież zaczerpnięta z filozofii Zen umiejętność koncentracji czyni ich jednak straszliwym przeciwnikiem: każdy z samurajów potrafi w pełnym galopie trafić końcem szabli w szczelinę obserwacyjną czołgu, porysować karoserię albo wręcz jednym zamachem odrąbać lufę działa. Że z tej walki z przeważającymi siłami wroga zwycięsko wychodzi czołg, to znowu zasługa Łajki, która bezustanną bieganiną i denerwującym szczekaniem oraz pętaniem się pod kopytami koni odwraca uwagę jeźdźców i sprawia, że wzniesiona szabla odrąbuje zamiast lufy raczej japońskie ramię wraz z barkiem albo górną połowę tułowia. Po trzykrotnym powtórzeniu się – w jednoczesnym obopólnym wykonaniu – tego rodzaju błędu sztuki wojennej na placu boju pozostaje jedynie Toshiro Mifune, który popełnia, z dużą wprawą, tradycyjne sepukku. Tym pogodnym akcentem film mógłby właściwie się skończyć; pewnym przedobrzeniem ze strony realizatorów jest ostatnie ujęcie, w którym Łajka przynosi w zębach czyjąś, najwyraźniej samurajską, uciętą dłoń, a jednocześnie bohaterowie, pokrzepiając się zdobyczną sake i przymierzając japońskie zegarki, wznoszą chóralny okrzyk „A tiepier’ na Reichstag!”

„Czterej pancerni i siedmiu samurajów, czyli w sumie dwunastu gniewnych ludzi (pies też człowiek)”, reż. Jerzy Hoffman. Wyst. Zbigniew Zapasiewicz, Toshiro Mifune, Szarik.

Powyższy tekst i reprodukowany plakat są częścią książki „Z filmoteki Andrzeja Dudzińskiego”, która ukaże się nakładem Wydawnictw Artystycznych i Filmowych.
 















 












 

 

 

     

     

     

     

     

     

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl