Konflikt na Bliskim Wschodzie

 

„TP” nr 15/2002, 14 kwietnia

Bliski Wschód w Europie

JACEK KUBIAK (Francja)

 

W Wielkanoc płonęły synagogi w Lyonie, Marsylii i Brukseli, a w następnym tygodniu w Montpellier, Antwerpii i pod Strasburgiem. Podkładano bomby lub grożono wysadzeniem żydowskich cmentarzy, szkół, przedszkoli. Pod Paryżem spalono, na szczęście pusty, autobus używany do przewozu dzieci, a w Tuluzie lokal żydowskiego klubu sportowego. Wielki Rabin Francji Joseph Sitruk oświadczył, że „cała Francja nie jest antysemicka, ale trzeba uczynić wszystko, aby ustrzec się najgorszego”. Zamachy to nie „Kryształowa Noc”, bo – w przeciwieństwie do III Rzeszy – rządy Francji i Belgii chcą zapobiec gwałtom na Żydach i ich miejscach kultu. Zwiększono ochronę policyjną synagog, udaremniając kilka kolejnych tragedii. O opamiętanie apeluje francuski Kościół katolicki, wspólnoty protestanckie i wielu intelektualistów muzułmańskich.
Francja, największe w Europie skupisko Żydów i Arabów, staje się przedpolem Ramallah, Betlejem i Jerozolimy. Zamachy na synagogi to dalszy ciąg procesu, którego siłę poznaliśmy 11września. Ich autorami są młodzi muzułmanie z przedmieść, często indoktrynowani przez religijnych fanatyków. Sytuacja na Bliskim Wschodzie przeczy wszelkim zasadom współżycia międzynarodowego, dlatego u siebie chcą oni zaprzeczyć zasadom współżycia tout court. Nie chcą pokoju, a unicestwienia Izraela. Cóż innego może symbolizować spalenie synagogi? Nikt rozsądny nie wątpi, że jedynie utworzenie Państwa Palestyńskiego przy gwarancji bezpieczeństwa Izraela może przynieść trwały pokój. Ale niestety nikt nie wie, jak powstrzymać nienawiść, a tak wielu jest ekspertów od jej nakręcania.

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl