|
Jedwabne, Zagłada, pamięć
W zwierciadle Jedwabnego
JAROSŁAW MAKOWSKI z Nowego Jorku
Trudno nie zgodzić się z Władysławem Bartoszewskim, który
podczas niedawnej wizyty w USA mówił w waszyngtońskim Muzeum
Holocaustu, że prawda może ujrzeć światło dzienne jedynie w
warunkach wolności i demokracji. Dlatego dziś, w związku z
ujawnieniem mordu w Jedwabnem, nie tylko poznajemy historię
naszego narodu, ale publicznie dyskutujemy o jej
najciemniejszych stronach. Więcej, Jedwabne urosło już do
rangi negatywnego symbolu, osobliwego zwierciadła, w którym
– czy tego chcemy, czy nie – musimy się przejrzeć.
Pytanie tylko, cóż tam zobaczymy?
Zdrajca czy morderca nie ma etykietki narodowościowej.
Dlatego nie sposób godzić się na uproszczenia i stereotypy,
ale – co równie ważne – należy z nimi walczyć. I
bynajmniej nie jest to “praca syzyfowa”, choć w
stosunkach polsko-żydowskich uprzedzeń i nieporozumień namnożyło
się co niemiara. Są tacy, którym Polacy zawsze będą się
kojarzyć z wyssanym z mlekiem matki antysemityzmem i
odpowiedzialnością za Holocaust. Z kolei dla rodzimych
tropicieli wroga i demaskatorów antypolskiego spisku jego głównymi
organizatorami będą zawsze Żydzi.
Dominujące głosy w tym dialogu są zgoła inne. Swiadczy o
tym przemówienie Milesa Lermana, honorowego przewodniczącego
Rady Muzeum Holocaustu, który w czasie wizyty polskiej
delegacji w Waszyngtonie powiedział, że owszem, w czasie wojny
żyli Polacy – “święci chrześcijanie”, ale
nie zmienia to faktu, że działali także “szmalcownicy i
mordercy”. Szkoda jednak, że na 200 zaproszonych gości
ze strony żydowskiej do Muzeum Holocaustu przyszło kilkunastu.
Szkoda, bo usłyszeliby słowa ministra Bartoszewskiego, który
wyznał: “Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że uważam się
za przyjaciela wszystkich ludzi – bez względu na ich
pochodzenie i wyznanie. Nie oznacza to jednak, że w praktyce
jednakowo kocham wszystkich Żydów i wszystkich Polaków.
Jednakowo kocham wszystkich porządnych ludzi. Jeśli mam
przekonanie, że są porządni, to wówczas drugorzędne
znaczenie ma dla mnie rodowód ich babci czy prababci”.
Lerman na koniec swego wystąpienia podkreślił, że Żydzi
nie wierzą w uogólnienia, jak również nie wierzą, aby
dzieci można było obciążać winą za grzechy ojców. Ale to
nie znaczy, że można milczeć o zbrodniach popełnionych w
przeszłości czy też fałszować historię. Dlatego Lerman
apelował do polskiego duchowieństwa, jak i czołowych
przedstawicieli życia publicznego o ujawnienie pełnej prawdy o
pogromie w Jedwabnem. Czy wobec takiego wezwania można przejść
obojętnie?
Oczywiście, że tak. Można przecież tłumaczyć, składając
ciężar odpowiedzialności na pracę historyków, że dokładnie
nie wiemy, w jakim stopniu Polacy uczestniczyli w zbrodni, a na
ile była to prowokacja nazistów. Wciąż też nie wiemy, ilu
Żydów zamordowano; czy 1600, jak pisze Gross w książce
“Sąsiedzi”, czy około 400, co – jak
przekonywał w Waszyngtonie minister Andrzej Przewoźnik,
sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa
– wynika ze specjalistycznych badań mogiły w Jedwabnem.
Gdyby ktoś jednak chciał sprowadzić sprawę Jedwabnego do
sporu o liczby – wówczas ta bolesna dla nas lekcja zostałaby
zaprzepaszczona.
Tocząca się właśnie w Polsce debata, jak podkreślali moi
rozmówcy w Muzeum Holocaustu, jest z pewnością rodzajem
osobliwej terapii. Dobrze, że została wydana przez “Więź”
książka “Thou Shalt Not Kill. Poles on Jedwabne”,
która jest zapisem polskiej dyskusji na temat zbrodni w
Jedwabnem, a którą minister Bartoszewski przedstawił społeczności
żydowskiej w Waszyngtonie i Nowym Jorku. Wbrew temu co się sądzi,
to nie amerykańska dyskusja o “Sąsiadach” Grossa będzie
mieć znaczenie dla stosunków polsko-żydowskich, ale wnioski,
do jakich dojdziemy w Polsce. I bynajmniej sprawy także nie załatwia
słowo “przepraszam”, ktokolwiek – od
prezydenta, na prymasie kończąc – by je wypowiadał. Już
teraz należy wsłuchać się w apel rabina Jakoba Bakira:
“Byłoby dobrze, aby młodzi Polacy mogli uczyć się w
szkołach o tysiącletniej historii Żydów w Polsce, co jest
najlepszym sposobem na wykorzenienie antysemityzmu”.
Noc czy – jak określił to Lerman – post, jaki
nastąpił w stosunkach polsko-żydowskich po ujawnieniu mordu w
Jedwabnem, nie może trwać długo. Oto rabin rozważał –
pisał w “TP” Szimon Peres – z uczniami doniosłą
kwestię; kiedy kończy się noc, a zaczyna dzień? Jeden z
uczniów twierdził, że wtedy, kiedy można z daleka odróżnić
owcę od kozy. Inny, że wówczas, gdy da się odróżnić
drzewo oliwkowe od figowego. Rabin milczał, więc w końcu
spytali; Rabbi, jaka byłaby Twoja definicja? Zastanowił się
chwile i powiedział: kiedy widzisz kobietę, czarną czy białą
i potrafisz jej powiedzieć: “Jesteś moją siostrą”,
kiedy widzisz mężczyznę bogatego czy biednego i potrafisz
powiedzieć: “Jesteś moim bratem”, to znaczy, że
noc minęła, a nastał ranek. Kiedy w taki sposób będą mogli
się zwracać się do siebie Polacy i Żydzi? Czy będziemy
potrafili zło Jedwabnego obrócić w dobro przyszłych stosunków
polsko-żydowskich?
Jarosław Makowski
|