|
Jedwabne – listy
O getcie
krakowskim
Pozwalam sobie przesłać „Tygodnikowi”
mój wiersz. Stanowi on moją nieporadną odpowiedź na upiorną
zbrodnię w Jedwabnem. Posyłam wiersz do Krakowa, bo malutki
bohater mojego wiersza jest dzieckiem z krakowskiego getta
zamordowanym latem 1942 r. Niemcy przeprowadzili wówczas wielką
wywózkę Żydów do obozów zagłady. Potem zmniejszyli obszar
getta i moja rodzina ze mną, za małą, żeby to pamiętać,
została wyrzucona z mieszkania na Biskupiej i przeniesiona na Węgierską.
W połowie tej ulicy stały zasieki z drutu, a za nimi getto.
Jednym z moich pierwszych wspomnień z lutego
1943 r. jest wydarzenie, które dla żydowskiego dziecka oznaczałoby
śmierć. Szłam z moją babcią do jej siostry, która mieszkała
z rodziną na Limanowskiego. Kiedy stanęłyśmy przed drzwiami
na pierwszym piętrze, nagle z panującego tam mroku wyszedł
jakimś mężczyzna, porwał mnie na ręce i szybko zbiegł na półpiętro.
Tam przy oknie, trzymając mnie bardzo blisko swojej wrednej gęby
(przepraszam za słownictwo), uważnie mnie zlustrował. Potem,
bez słowa, postawił na podłodze i zszedł na dół. Ten
osobnik polował na żydowskie dzieci, które próbowano ratować.
To było tuż przed zakończeniem likwidacji krakowskiego getta.
Staram się pisać o tym spokojnie, ale
likwidacja getta oznaczała męczeńską śmierć mieszkających
w nim Żydów. Naszych starszych Braci w Wierze, którym
przekazano Dekalog z piątym przykazaniem – nie zabijaj!
Mój Boże, nie ma słów na to wszystko.
Bezimienny
Nigdy ciebie nie spotkałam
nie poznałam twojego imienia
może mieszkałeś przede mną
w domu o tragicznych oczach
na ulicy naznaczonej drutami
W tamten sierpniowy dzień
w pustym mieszkaniu o pobladłych ścianach
nie pozostał nawet nikły cień
tylko cisza jak milczący dzwon
jakby Zygmunt przestał bić dla ciebie
Mój rówieśniku o zbyt ciemnych włosach
trzymałeś w rączce wiaderko do piasku
puste jak przesypana klepsydra
puste jak bezlitosny los
który właśnie schylił się nad tobą
Twój los miał zielony kolor
jasne włosy i bezduszną twarz
strzelał celnie...
może nie wiedziałeś
zbyt malutki żeby to zrozumieć
Nikt nie wystawił rachunku
pozostała cyfra w statystykach
tylko czasem ktoś uparcie woła
mały cień przemyka pod oknami
bezimienny... zapomniany...
MARIA DORMANOWSKA
(Warszawa)
|