Jedwabne – listy

 

  

 „Żal, że znowu niechęć...”

 

Wiedza o Żydach towarzyszyła mi od dziecka. Słuchałam o żydowskich przyjaciółkach teściowej, widziałam łzy w oczach znajomego, który z rodziną musiał patrzeć na egzekucję ukrywanego przez siebie Żyda. Wstydliwie przypominano trzech mężczyzn wyłudzających pieniądze od Żydów przeprowadzanych przez granicę. Mój ojciec i jego sąsiedzi zbierali żywność dla głodnych żydowskich robotników. Słyszałam też o kilku Żydach zamordowanych po wojnie przez bandę podszywającą się pod AK. Taki był nasz wspólny los, bo wojna przynosi niewspółmierny przyrost zła i bezkarną jego realizację. Nie było jednak antysemityzmu w moim pokoleniu. Docenialiśmy kulturę żydowską i mądrość tego narodu. Bardzo młodzi wykupiliśmy w 1968 r. wszystkie książki żydowskich autorów z miejskiej księgarni. Potem, w szkole średniej, przygotowałam z młodzieżą wieczór poezji żydowskiej. Naturalną sprawą były wyprawy z klasami do Treblinki. Od Małkini zresztą chodziliśmy pieszo, by choć tak uczcić pamięć pomordowanych. W programie szkolnym zawsze istniała tematyka żydowska i holocaustu, nazywanego wcześniej eksterminacją Żydów.

W pierwszej klasie liceum mówi się o Biblii i średniowieczu nie oddzielając Biblii od Żydów, bo przecież z mądrości i szlachetności judaizmu wyrosło chrześcijaństwo. Omawiając pozytywizm nie zapominamy o problemie asymilacji Żydów, a w klasie trzeciej o twórczości B. Schulza i poezji polskiej tworzonej przez Polaków pochodzenia żydowskiego. Każdy maturzysta musi znać: „Początek” A. Szczypiorskiego, „Zdążyć przed Panem Bogiem” H. Krall, „Rozmowy z katem” K. Moczarskiego, „Pamiętnik” J. Korczaka. We wszystkich tych utworach jest mowa o powstaniu w getcie, holocauście. W mojej szkole na konkurs krasomówczy w Golubiu-Dobrzyniu uczennica opracowała tekst o okupacyjnej i obecnej Treblince. Wydrukowaliśmy go potem w szkolnej publikacji „Ziemia ojczysta”. Nieprawdą więc jest, że nie ma w programie szkolnym tematyki żydowskiej. Ale choć nie wychowujemy młodego pokolenia w atmosferze antysemityzmu, nie zagramy z żydowską młodzieżą w piłkę; gorzej – nie nawiążemy z nią żadnego kontaktu. Rokrocznie naszym traktem jadą autokary młodych Izraelczyków do Treblinki. Nikt z nich nie odzywa się do nas, nie patrzą w naszą stronę. Ze zdziwieniem i niezrozumieniem obserwują moi uczniowie wycieczki Żydów w Oświęcimiu – oni nie zauważają nas na naszej ziemi. Są strzeżeni przez ochroniarzy. Przed kim? Przed moimi uczniami i im podobnymi? Przecież to nasza wspólna tragedia. W Treblince obok żydowskich przodków tej młodzieży zamordowana została prawie cała klasa naszej okupacyjnej Handelsschule. Zginął z nimi dyr. Warchalski, a znajomy ks. J. Samluk wyrywał zimą kamienie z kamieniołomu zanim wywieziono go w głąb Niemiec.

Gubią się nasze nauczycielskie starania, młodzież czeka na wyjaśnienia. A przecież to już pokolenie, którego rodzice okupację znają z opowiadań. Dlatego żal, że znów niechęć, a nawet ziarna nowej nienawiści. Czy nie czas położyć temu kres, spróbować zapomnieć dla dobra większego niż „oko za oko, ząb za ząb”? Czterdzieści lat szli Żydzi do Ziemi Obiecanej. Zaczęli nowe życie, bo wymarło stare pokolenie. Od 1941 r. minęło już 60 lat... A artykuły przynoszą wciąż nowe podteksty, nowe ogniska zapalne. W ferworze dyskusji wciąż słychać: Żydzi-Polacy. Coraz ciszej o tych, którzy spowodowali ten przyrost zła i nienawiści, a przecież byliśmy podczas okupacji tylko do czasu na wyższym kręgu wojennego piekła.

 

PS. Maszynę do szycia, przemyconą za żywność z getta, i widelec z hebrajskim napisem proponowałam pewnemu żydowskiemu właścicielowi restauracji. Nie zainteresował się tym. Przekażę je więc moim dzieciom. Niech wiedzą, że na polskiej ziemi jest wiele rachunków krzywd, ale każde nowe pokolenie to szansa na życie bez uprzedzeń, na porozumienie. Nie wolno jej zmarnować.

Jadwiga Bednarczyk

(Ostrów Mazowiecka)

 

 

 

 

 

     

     

     

     

     

     

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl