Jedwabne, Zagłada, pamięć

 

 

Ciszej nad Jedwabnem

Od kilku dni trwa ekshumacja mogił w Jedwabnem. Dobrej woli strony żydowskiej zawdzięczamy, że decyzja prokuratora IPN, potwierdzona przez wojewodę podlaskiego i ministra sprawiedliwości, została przyjęta do wiadomości i ustąpiono z domagania się, aby uszanować religijny nakaz judaizmu pozostawiania w spokoju szczątków zmarłych. Bo tyle tylko uzyskano – minister Kaczyński przyznał otwarcie: „nie uzyskałem zgody, ale w Polsce obowiązuje polskie prawo”. By takiemu rozstrzygnięciu dodać waloru, akcentuje się teraz potrzebę „dotarcia do pełnej prawdy historycznej”, a nawet „dobro śledztwa”. Jest jednak jasne, że najsilniejszym motywem była od początku weryfikacja liczby ofiar, od momentu ukazania się książki Grossa kwestionowanej gwałtownie przez przeciwników „przepraszania za Jedwabne”. Dodajmy, że wcześniej nikt nie zgłaszał zastrzeżeń do tej samej liczby utrwalonej na pomniku, bo wtedy jako mordercy wskazywani byli jedynie okupanci. Otóż można mieć wątpliwości, czy ekshumacja wniesie cokolwiek dla dobra śledztwa, bo wciąż nie wiadomo, czy ktokolwiek mógłby być jeszcze oskarżony (raz skazani po wojnie nie mogą przecież odpowiadać po raz drugi). Trudno być też pewnym, że otwarte i przeszukiwane mogiły wniosą coś istotnego do „prawdy historycznej”, np. dla wyjaśnienia roli okupanta. Na pewno za to będzie to droga do próby policzenia ofiar, co jest pracą straszliwą i długotrwałą. Na pytanie, czy ta praca warta jest rezultatów, odpowiedź zdecydowanie twierdząca pada tylko ze strony tych, dla których właśnie liczba jest najważniejsza. Tak, jakby ewentualna mniejsza liczba ofiar mogła w czymkolwiek zmienić nasze poczucie winy za tych, którzy tego dokonali. I to właśnie w podjętym działaniu jest jego stroną najciemniejszą i najtrudniejszą do usprawiedliwienia.

Dobrze, że dzieje się to z dala od wścibskich oczu i kamer, że utrudniono dostęp do rozkopywanego cmentarza i zasłonięto go przed mediami, gotowymi każdą uzyskaną wiadomość natychmiast przemielić na sensacyjny żer. Dobrze, że nad wydobywanymi szczątkami zamęczonych stoi paru ludzi, dla których ważna jest teraz tylko pamięć o ostatnich chwilach ginących. Dzięki takim jak rabin Schudrich, takim jak modlący się w warszawskim kościele Wszystkich Świętych razem z polskim episkopatem prezes IPN, może ciszej będzie odtąd nad mogiłami Jedwabnego. Właśnie teraz.

Józefa Hennelowa

 

 

 

 

     

     

     

     

     

     

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl