Jedwabne, Zagłada, pamięć

 

 

 Votum separatum

 Śniadanie bez smaku


  JÓZEFA HENNELOWA

 

„Poproszę panów o skomentowanie decyzji MKOL przyznającej Chinom organizację olimpiady w 2008 roku” – powiedział w radiowym śniadaniu dziennikarz do pięciu zaproszonych polityków. A potem nastąpiło wiele wypowiedzianych zdań, z których ani jednego nie warto przytoczyć. Naiwny słuchacz mógł bowiem spodziewać się, że usłyszy coś, co będzie zgodne z jego poruszeniem i goryczą: jednoznaczny wyraz protestu oraz zgorszenia, że wielkim działaczom sportu nic nie przeszkodziły żadne prześladowania ludzi w Chinach, żadne egzekucje, żadne łamania praw, bo perspektywa przyszłościowego partnerstwa w interesach okazała się jedynym wiążącym argumentem. Nic z tych rzeczy. Politycy nie mogli oczywiście przyznać się do cynizmu i MKOL pochwalić, więc uciekli w zawiłe zdania pełne niedopowiedzeń, zastrzeżeń i prób zrozumienia („jednak, prawda”, „zapewne”, „chociaż”, „pomimo”, „jakkolwiek” itd. itp.). Ten jeden nawet, który w pierwszym zdaniu zgłosił jednoznaczny sprzeciw („ci sami, co puścili czołgi na studentów, fizycznie ci sami będą majstrować przy zniczu olimpijskim”), zaraz w drugim zdaniu cały swój sąd dezawuował. Pięciu panów od prawa do lewa okazało się niezdolnymi do osądu sprawy, w normalnym człowieku budzącej zwyczajny protest i zgorszenie. Pewnie, to było tylko śniadanie w radiu. Ciurkała nalewana kawa, pobrzękiwały łyżeczki, pewnie było miło, tylko po co to wszystko miało mieć słuchaczy?
Zresztą sprawa Pekinu jest tylko jedną z wielu, którym należy się bardzo jasna ocena, ale oceny takiej nie będzie. Największą z nich na dziś jest 10 lipca w Jedwabnem. Żałobna uroczystość nad grobami niewinnych, na której nie potrafili spotkać się ci, co podobno wyznają te same wartości i modlą się do tego samego Boga. Każdy z nich czuje się usprawiedliwiony, bo to, co trzeba było zrobić razem, w Jedwabnem, zrobił gdzie indziej i kiedy indziej. Albo komuś zlecił, kogoś wydelegował, zamiast przyjść samemu. Albo ludziom modlącym się nad szczątkami ofiar przypisał wraże intencje, gromadzone długo i z niemałym nakładem sił wbijane w świadomość. Jedwabne powinno było odsłonić nam prawdę o nas samych, ale ani nie będzie ona przyjęta, ani nawet nazwana po imieniu.

                                                                                                                                          Józefa Hennelowa
 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl