Jedwabne, Zagłada, pamięć

 

  

 Glosa w kolorze czarnym 

 

  JÓZEFA HENNELOWA

 

  

 

Nadmiar słów wypowiedzianych dotąd na hasło „Jedwabne” dawno przekroczył wszelkie bezpieczne linie demarkacyjne. Nadmiar słów i nadmiar wypowiadających te słowa. Potrzeba było o wiele mniej licznych i słów, i osób, za to znajdujących właściwą tonację i właściwy ciężar gatunkowy. Tymczasem podniósł się zgiełk, który wciąż rośnie i któremu wśród tonów czystych przybywa fałszywych albo zgrzytów. A nic nie wskazuje na to, by rychło zrobiło się ciszej nad tą czarną kartą wojenną, ciszą obiecującą jakąkolwiek nadzieję .

Jest kilka prawidłowości, które zaistniawszy raz, stanowią teraz dla chcących się koniecznie wypowiedzieć ucieczkę niezawodną. Pierwszą z nich jest specjalna konstrukcja zdań potępiających mord w Jedwabnem. Zdania te nie kończą się potępieniem, mają ciąg dalszy rozpoczynający się od „ale”. Cokolwiek po tym „ale” następuje, niweczy moralną moc potępienia .

Druga prawidłowość to wchodzenie w rejon zainteresowań historyków: na przykład dywagacje nad liczbą ofiar, tak jakby fakt mógł stać się choć odrobinę mniej straszliwy gdyby liczba była inna niż na skłamanym pomniku.

Trzecia prawidłowość to budowanie sobie i swojemu dzisiejszemu sumieniu bezpiecznego azylu z heroizmu nielicznych „sprawiedliwych wśród narodów świata”, ciągle przywoływanych, przypominanych, podkreślanych, tak jakby to oni stanowili wówczas zdecydowaną większość w okupowanym społeczeństwie, a nie godne najwyższej czci wysepki w morzu nie zbrodniarzy – ci także nie byli masą – lecz zastraszonej albo zupełnie obojętnej większości .

I prawidłowość czwarta, to zupełne pomijanie kontekstu czasowego, zarówno gdy chodzi o przedwojnie i jego wzbierający antysemityzm, jak o czas bieżący, w którym zawołania , inwektywy i terminologie przenoszone z tamtej epoki służą nad wyraz poręcznie, nawet gdy zupełnie bezmyślnie używane (autor diecezjalnego pisma bez wahania pisze współcześnie, iż Unia Wolności jest partią „mniejszości żydowskiej” – dowód, że obca, a nazwanie przeciwnika politycznego „Żydem” dziś też ma moc dyskwalifikacji i pogardy.

Im więcej wypowiada się słów, tym łatwiej o słowa nietrafione. Mord w Jedwabnem to ani problem, ani dramat, ani tragedia, jak słyszy się zewsząd. To tylko ohyda i plama na historii. Tylko tyle i aż tyle. Jeśli ktoś chce się upierać, że trzeba wyważyć, czy mówić: Polacy, czy społeczność polska, czy część społeczności, może niewielka, a może bardzo mała, itd. , niech to wszystko odrzuci w kąt i niech użyje słów w pełni odpowiednich: „polskie ręce”. Żydów w Jedwabnem najokrutniej mordowano polskimi rękami. Kropka. Reszta jest spowiedzią powszechną.

 

Józefa Hennelowa

 

PS. Uwięziła nas data 60-lecia Jedwabnego, a przecież rok bieżący to rok rocznic także zupełnie innych. W maju 20-lecie zamachu na Papieża i 20-lecie śmierci Prymasa Wyszyńskiego. W lipcu 50-lecie śmierci Kardynała Adama Sapiehy. W grudniu zaś – 20-lecie stanu wojennego. W całkiem innym wymiarze – już niebawem – 100-lecie premiery „Wesela”. Potrzeba ogromnego ładunku życia duchowego w nas, by żadnej z tych rocznic nie zmarnować w tanich i byle jakich obchodach okolicznościowych albo politycznych awanturach.

 

 

 

     

     

     

     

     

     

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl