Feminizm: krzyk czy rozmowa

 

„TP” nr 19/2002, 12 maja

Wciąż te same zarzuty

KINGA DUNIN

 

 

W artykule „Chłopcy wcale na to nie liczą” Ernest Skalski posłużył się moim przykładem dla udowodnienia pewnej tezy. Co prawda zasady logiki podpowiadają nam, że z fałszywych przesłanek można wyciągać prawdziwe wnioski, najpierw jednak pragnę sprostować fakty. Otóż, zdaniem autora, upomniałam się niegdyś o prawa konkretnej kobiety, która z racji płci nie mogła dostać pracy. Zostało to przeciwstawione skuteczniejszym działaniom Joanny Szczęsnej, która tejże kobiecie pomogła znaleźć zatrudnienie. Zamiast tylko gadać, coś zrobiła. Pozwoliło to Skalskiemu zrozumieć, czemu nie przepada za feminizmem. 
Prawda jest inna. Wspominając moje przyjaciółki z czasów działalności opozycyjnej napisałam, że jedna z nich przez wiele lat nie mogła doczekać się przywrócenia do pracy utraconej w stanie wojennym. Jak wynikało z mego felietonu, sprawa znalazła szczęśliwe zakończenie. Sąd pracy przywrócił jej dawne stanowisko. Nic mi nie wiadomo, aby miała w tym jakikolwiek udział Joanna Szczęsna, choć mogę się mylić. Naiwnie chciałabym wierzyć, że sądy są niezawisłe. Ponadto nie rozumiem, czemu optymizmem miałby napawać nas fakt, iż drogą do zdobycia przez kogokolwiek pracy mogły być charytatywne działania Joanny Szczęsnej. Wolałabym, aby w Polsce pracę otrzymywało się ze względu na kompetencje. Nie mówiąc już o absurdzie, jakim jest porównywanie moich publicznych wypowiedzi z czyjąś prywatną dobrocią. Czy gdyby okazało się, że istnieje taka kobieta, której kiedyś ja pomogłam, Ernest Skalski polubiłby feminizm?
Wniosek o wyższości konkretnego pomagania nad pisaniem wydaje się wątpliwy również w swojej najogólniejszej formie: feministki za dużo mówią, a za mało robią. Sądząc z poziomu argumentów prezentowanych przez Ernesta Skalskiego, w dziedzinie świadomości społecznej jest nie mniej do zrobienia niż w praktyce. Z tekstem Skalskiego nie zamierzam polemizować z prostego powodu: z wszystkim tezami zawartymi w artykule już wielokrotnie polemizowałam. Polemizowały też inne kobiety i mężczyźni. Wzywając feministki do rozmowy Ernest Skalski sam jest do niej zupełnie nieprzygotowany, gdyż każda rozmowa wymaga słuchania. A czasem spotkania. Powołując się również na mój felieton, Skalski bez przygany przyjmuje odrzucenie przez Szczęsną zaproszenia na rozmowę z feministkami o kobietach „Solidarności”. Feministkami, które, jak wiadomo, nie chcą rozmawiać.
Powiem szczerze, mam dość sytuacji, gdy od lat padają wobec feminizmu wciąż te same zarzuty, wciąż się na nie odpowiada, lecz rozmowa nie rozwija się, żadne nowe argumenty nie są uwzględniane. Chociażby dziesiątki argumentów w sprawie parytetu na listach wyborczych. Nie twierdzę, że zamykają one dyskusję, ale nieustanne sprowadzanie problemu do lamentu: ja tam nie będę głosował na niekompetentne baby, uważam, delikatnie mówiąc, za nazbyt banalne.

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl