Pół wieku Wydawnictwa Literackiego


Dom pod Globusem

Jan Strzałka



Wszystko zaczęło się w styczniu 1953. Duch czasu wymagał regularnego podawania cudownych pigułek Murti Binga. Pierwszą książką nowego krakowskiego wydawnictwa miały być „Listy Juliana Marchlewskiego do Stefana Żeromskiego i Władysława Orkana”. Stało się inaczej. Pierwszą książką Wydawnictwa Literackiego wydaną w lipcu 1953 był wybór poezji Asnyka. 


I dobrze, bo czy słowa: „Trzeba z żywymi naprzód iść, po życie sięgać nowe” nie brzmią lepiej od wynurzeń rewolucjonisty? Przez pozostałe sześć miesięcy 1953 WL wydał 33 pozycje (imponująca jak na owe czasy liczba), w tym „Wybór pism” Orkana, „Słówka” Boya, „Dzikowy skarb” Bunscha, „Półpancerze praktyczne” Mrożka, a także książkę Henryka Markiewicza o „Przedwiośniu”. Wydawnictwo pod skrzydłami Aleksandra Słapy i Henryka Voglera starało się, by w zideologizowanej epoce służyć przede wszystkim literaturze.

Duch moderny

Przez pięćdziesiąt lat wiele się zmieniło. Siedziba WL (piąta z kolei) mieści się dziś przy Długiej, w Domu pod Globusem. To dawna Izba Przemysłowo-Handlowa, piękny przykład architektury młodopolskiej, z wnętrzami projektu Mehoffera. Nic dziwnego, że duch moderny unosi się nad Wydawnictwem; dość wspomnieć krytyczne edycje pism Wyspiańskiego, Kasprowicza i Micińskiego albo Bibliotekę Poezji Młodej Polski. Przywracaniu literatury młodopolskiej naszej kulturze towarzyszą dzieła najznakomitszych znawców epoki, m. in. Marii Podrazy-Kwiatkowskiej. 
WL przygotował też edycje pism Kraszewskiego, Irzykowskiego, Peipera, Schulza, Przybosia. Z oficyną byli i są związani wybitni badacze literatury: Stanisław Pigoń, Kazimierz Wyka, Henryk Markiewicz, Jerzy Kwiatkowski, Jan Błoński, Maria Janion, Michał Głowiński, Marta Wyka, Teresa Walas, Stanisław Balbus, Jerzy Jarzębski, Włodzimierz Bolecki, Marian Stala, Przemysław Czapliński.
Przełom lat 50. i 60., a zwłaszcza lata 70., to czas rozkwitu. Wśród autorów Wydawnictwa są m. in. Wisława Szymborska, Kornel Filipowicz, Stanisław Lem, Sławomir Mrożek, Jan Józef Szczepański, Tadeusz Nowak, Halina Poświatowska, Stanisław Czycz, Andrzej Bursa. Potem poeci Nowej Fali: Ewa Lipska, Stanisław Barańczak, Julian Kornhauser, Adam Zagajewski. WL wydaje wybory dzieł Andrzeja Kuśniewicza i Leopolda Buczkowskiego (choć także – znak czasu! – Władysława Machejka). Mimo umów podpisanych jeszcze w latach 50. dopiero po Noblu władze PRL wyraziły zgodę na publikowanie Czesława Miłosza. Podobnie beznadziejny wydawał się przypadek Gombrowicza. Wydawnictwo posiadało zgodę autora „Ferdydurke” („Bakakaj” ukazał się tu w roku 1957) na publikowanie jego dzieł, pod warunkiem, że wydane zostaną w integralnym kształcie także „Dzienniki”, na co cenzura się nie zgadzała. 
W początku lat 80. kolejki przed księgarnią WL bywały dłuższe niż przed sklepami ogólnospożywczymi. U schyłku komunizmu udało się wydać dziewięć tomów Gombrowicza (z niewielkimi cięciami w „Dziennikach”), w opracowaniu Jana Błońskiego (potem doszły następne tomy współredagowane przez Jerzego Jarzębskiego). Pojawił się skazany na wieloletnią banicję Jan Kott z tomem esejów „Zjadanie bogów” (potem dołączyły inne jego książki, w tym legendarny „Szekspir współczesny”). 
Wydawnictwo zdobyło sobie pozycję jako wydawca literatury obcej. To przede wszystkim cały Szekspir w przekładach Macieja Słomczyńskiego (który jako Joe Alex zasłynął powieściami kryminalnymi), a także seria „Dawnej Literatury Angielskiej”. Lata 70. to także sławna seria iberoamerykańska, prezentująca pisarzy latynoskiego „boomu”: Borgesa, Cortazara, Carpentiera, Fuentesa, Marqueza, Sabato – niewątpliwa zasługa Andrzeja Kurza, ówczesnego dyrektora WL, który podjął inicjatywę swojego poprzednika Jerzego Skórnickiego. Z serią związana była anglistka Maria Kaniowa; redaktorska sumienność połączona z fascynacją realizmem magicznym kazała jej nauczyć się hiszpańskiego. Chlubą WL-u stały się dwujęzyczne edycje poetyckie: od Szekspira przez Majakowskiego i Achmatową po Eliota, Audena czy e.e. cummingsa. Do legendy przeszła dwujęzyczna edycja Mandelsztama z lat 80. – tak obszerna prezentacja jego poezji rozwścieczyła podobno „towarzyszy radzieckich”.

Zmiana warty

Rok 1989 otwiera w dziejach WL nową epokę. Kończy się cenzura i walka o nakłady, zaczyna batalia o czytelnika, a z drugiej strony – o dochowanie wierności tradycji. Nowe oficyny mnożą się jak grzyby po deszczu, księgarskie lady uginają się pod setkami tytułów. Ale w WL nikt nie wspomina z nostalgią kolejek przed firmową księgarnią. 
Małgorzata Nyczowa pracuje w Wydawnictwie od r. 1974. Przyszła tu po studiach, zaczynała od korekty, potem przeszła przez redakcję sztuki i teatru, by w końcu w połowie 1996 objąć funkcję redaktora naczelnego – siódmego w dziejach WL. Praca w WL była nobilitacją: kulturalną i towarzyską. Bywały spięcia, ale na ogół panowała atmosfera rodzinna, co nie oznaczało pobłażliwości wobec młodych pracowników. Oczekiwano od nich poświęcenia, ale też oferowano miejsce w najlepszej szkole edytorskiej, gdzie nauczycielami byli m.in. Janina Bahr, Zofia i Stefan Górowie, Anna i Stanisław Papierzowie, Teresa Podoska, Maria Rydlowa, Wiesława Weissowa.
Obecnie firma zatrudnia na stałe ok. czterdziestu pracowników i współpracuje z kilkuset osobami. Jeśli dodać drukarnie i hurtownie – to poważny pracodawca. Do takiej formy doprowadziła oficynę w ostatnich latach pierwsza dyrektor-kobieta, Barbara Drwota, przedwcześnie zmarła w trakcie prac nad reformowaniem Wydawnictwa.
„Możliwość pracy w nowym ustroju jest nieprawdopodobną radością – mówi Małgorzata Nyczowa. – Dla mnie to cudowna zmiana”. W ostatnich latach Wydawnictwo odmłodziło się. To nie pierwsza pokoleniowa zmiana w WL. Ale zmiany nigdy nie dokonywały się tu drogą rewolucji. Wielu pracowników związanych jest z firmą od pięćdziesięciu lat. To także kapitał. 

Tradycja i poszukiwania

Od początku zmian ustrojowych kolejni dyrektorzy (m.in. Bogdan Rogatko, Janusz Adamczyk) stawali przed pytaniem, jak w nowych warunkach utrzymać prestiż, a zarazem sprostać konkurencji. Od drugiej połowy lat 90. WL nabiera wiatru w żagle. Kontynuuje tradycję i wprowadza nowe serie, adresowane zarówno do wymagających czytelników, jak i do przeciętnych zjadaczy kultury, lecz nie schlebiające niskim gustom. 
Do kręgu tradycji należy kontynuowanie „Dziejów Krakowa”, dzieł zebranych Brzozowskiego, Peipera czy Irzykowskiego, Biblioteki Studiów Literackich, podjęcie wydania pism Haliny Poświatowskiej czy dorobku krakowskiego psychiatry Antoniego Kępińskiego. Niektóre z tych przedsięwzięć wymagają wielkich nakładów, zajmują się nimi najwybitniejsi specjaliści, zdarza się, że śmierć edytora wstrzymuje prace nad dokończeniem wydania. „Tej klasy edytorstwo – mówi Małgorzata Nyczowa – wymaga wsparcia, np. naukowe wydanie Gombrowicza wspiera Komitet Badań Naukowych i Minister Kultury”. Nie bez powodu prof. Henryk Markiewicz powiada, że WL jest dziś opoką kultury edytorskiej. 
WL jest dziś współwydawcą dzieł wszystkich Miłosza, trwa właśnie nowa edycja dzieł Lema, wciąż wznawia się Gombrowicza. Z tymi potężnymi nazwiskami związana jest seria interpretacji, jak chociażby dwa tomy rozmów z noblistą, prace o poezji Miłosza pióra Aleksandra Fiuta, liczne gombrowicziana czy dwie książki zapowiedziane na najbliższe tygodnie: Jerzego Jarzębskiego „Wszechświat Lema” oraz zbiorowy tom „Stanisław Lem – pisarz, myśliciel, człowiek”. I jeszcze wywiady-rzeki z Lemem: Stanisława Beresia i Tomasza Fiałkowskiego. 
Nowością są podręczniki akademickie do historii Polski (m.in. Stanisława Szczura i Andrzeja Chwalby), książki o historii współczesnej (np. Andrzeja Paczkowskiego), a także leksykony, słowniki i poradniki językowe czy seria podręczników szkolnych autorstwa wybitnych historyków literatury (Andrzej Borowski, Marian Stala, Marta Wyka i Renata Przybylska). I dwie serie: „Pary” i „Lekcja literatury”.
„Pary” to opowieści o związkach uczuciowych ludzi sławnych. Bohaterowie pokazywani są bez koturnów, ale i bez zaglądania do alkowy. Ukazały się tu m. in.: „Celina i Adam Mickiewiczowie” Aliny Witkowskiej, „Maria Dąbrowska i Stanisław Stempowski” Grażyny Borkowskiej, „Anna i Jarosław Iwaszkiewiczowie” Piotra Mitznera, wkrótce ukaże się „Szopen – Sand” Mieczysława Tomaszewskiego. „Lekcja literatury”, to podróż przez arcydzieła w doborowym towarzystwie: Wisława Szymborska czyta „Tristana i Izoldę”, Lem – Leśmiana, Miłosz – „Bal w operze” Tuwima i wiersze Iwaszkiewicza, a Olga Tokarczuk opowiada o swojej przygodzie z „Lalką”. To się sprzedaje, ale przede wszystkim czyta. 
Nic dziwnego, że WL, wydając nawet nieopłacalnych klasyków czy nie zawsze opłacalne finansowo, ale prestiżowe nowe serie (np. Pisarze Języka Niemieckiego, Obrazy Współczesności), nie ponosi strat. W roku 2002 ukazało się 170 tytułów, a obroty wzrosły do 14, 3 mln złotych. O powodzeniu decyduje też oczywiście przyciągnięcie do stałej współpracy, obok Miłosza, Szymborskiej, Lema, Różewicza czy Ewy Lipskiej, takich autorów, jak Dorota Terakowska, Magda Dygat-Dudzińska, Roma Ligocka, Janusz Anderman, Erwin Axer, Jerzy Pilch, Piotr Szewc czy ostatnio Jacek Dukaj, a także nieustannie popularny ks. Jan Twardowski. Sukcesem ostatnich tygodni była „Autobiografia Jana Pawła II”, ułożona przez Justynę Kiliańczyk-Ziębę z fragmentów pism Papieża; w dwujęzycznej serii poetyckiej prezentowana jest też poezja Karola Wojtyły. Od kilku lat WL publikuje książki o tematyce religijnej, np. „Drogi człowieka mistycznego” Jana Andrzeja Kłoczowskiego OP i felietony ks. Stanisława Musiała; w najbliższym czasie ukażą się eseje abpa Józefa Życińskiego. 

Nie stracić kontroli

W 1998 r. WL postanowił się sprywatyzować – powstała spółka pracownicza. W 2001 r. zapadła decyzja o formie prywatyzacji – pracownicy postanowili nie sprzedawać Wydawnictwa, lecz wziąć go w leasing, stać się jego współwłaścicielami. Ta forma przekształcenia własności zapewnić ma WL kontynuowanie najambitniejszych, ergo czasami niedochodowych przedsięwzięć. Małgorzata Nyczowa: „Jeśli zespół, który buduje oficynę z pokolenia na pokolenie, chce wziąć za nią odpowiedzialność, to jest to najlepsza gwarancja, że wydawnictwo nie zmieni profilu”. Sprzedaż mogłaby spowodować utratę kontroli. „Komuś mogłoby nie zależeć np. na dwujęzycznej serii poetyckiej, a nam zależy na niej z wielu przyczyn” – dodaje Naczelna. Komuś mogłoby też nie zależeć na cracovianach, eseistyce, książkach poświęconych sztuce... 
Inwestorem strategicznym wybrano Jana Michalskiego z prestiżowej oficyny Noir sur Blanc, który miał przejąć 85 proc. udziałów. Ale kiedy zmarła dyrektor Barbara Drwota, a wkrótce po niej odszedł Michalski – dwoje architektów tego przedsięwzięcia – zaczęło się wydawać, że nad WL ciąży fatum, a prywatyzacja może się nie powieść. Na szczęście Vera Michalska, wdowa po Janie, nie wycofała się. Zapewne w lutym 2003 Wydawnictwo zostanie w końcu sprywatyzowane. I tak się zacznie jego nowe półwiecze. Powodzenia! q 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 7 (2797), 16 lutego 2003


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl