Cztery miasta w jednym – nowa historia wojennego Krakowa


Niechciana „stolica”

Agnieszka Sabor



Czym był Kraków w czasie II wojny światowej? Poligonem dla nazistowskiej idei „prastarego” niemieckiego miasta na Wschodzie? Miejscem, w którym najpełniej znajdywała wyraz zwykła ludzka solidarność? Najbezpieczniejszym polskim miastem pod niemiecką okupacją? Odpowiedzi na te pytania próbuje udzielić Andrzej Chwalba w kolejnym tomie „Dziejów Krakowa”.


Przed kilku laty zdarzyło mi się przeczytać – odbite na ksero w niewyraźnej kopii – wojenne wspomnienia zasymilowanego Żyda, matematyka ze szkoły Stefana Banacha. Okupację przetrwał na dobrych aryjskich papierach (podając się za Niemca) w trzech miastach – we Lwowie, Warszawie i Krakowie. Ten wychowanek europejskich metropolii, pasjonat przedwojennej modernizacji, jak niewielu innych wyczulony był na atmosferę i charakter miasta – zwłaszcza w sytuacji, gdy to, co dotąd stanowiło o jakości życia, stało się dla niego nagle codziennym zagrożeniem. Trzy okupacyjne miasta były dla ukrywającego się Żyda trzema kompletnie nieporównywalnymi doświadczeniami, które podsumował lapidarnymi, dosadnymi obrazkami. 
Lwów w jego oczach to metropolia, śmiechem i elegancją broniąca się przed grozą najpierw sowieckiej, a potem niemieckiej okupacji. Warszawa – miasto młodych mężczyzn w krótkich wojskowych kurtkach i wysokich, oficerskich butach. Wreszcie Kraków, z którego najsilniejszym wspomnieniem okazał się widok ludzi siedzących w kawiarni – rozmawiających po polsku, lecz czytających niemieckie gazety. To, co w pierwszej chwili zaszokowało, budząc głęboki moralny sprzeciw przybysza z konspirującej Warszawy, stało się wkrótce jego własnym udziałem. Ukrywający się Żyd pisze, że szybko zrozumiał mechanizm obronny okupowanego Krakowa (gdzie dotrwał aż do końca wojny, by potem wraz innymi przedwojennymi pracownikami Uniwersytetu Lwowskiego pojechać do Wrocławia).
Jednak nawet czytany z perspektywy kilkudziesięciu lat opis relatywnie spokojnego, niemal bezpiecznego (w porównaniu z innymi polskimi miastami) Krakowa – stolicy Generalnego Gubernatorstwa („Frankonii”, jak z sarkazmem mówili podobno mieszkańcy, nawiązując do nazwiska rezydującego na Wawelu Hansa Franka) obudził jakiś nieokreślony niepokój u czytelnika, dla którego wojna to już tylko historia. Niepokój tym większy, że rzetelnych publikacji opisujących – nawet wycinkowo – ten najtrudniejszy okres dziejów miasta wcale nie było tak dużo. Dlatego piąty już tom „Dziejów Krakowa” to wypełnienie bardzo wyraźnej luki. 

Nowa formuła
Książka stanowi kontynuację dzieła zapoczątkowanego w 1979 roku, w którym uczestniczyli – opisując historię Krakowa od wczesnego średniowiecza aż do okresu międzywojennego – tak wybitni uczeni, jak profesorowie Janina Bieniarzówna, Jan Małecki czy Jerzy Wyrozumski. Jednocześnie wprowadza ona do tego dzieła zupełnie nową formułę. Autor, prof. Andrzej Chwalba z Uniwersytetu Jagiellońskiego, skupił bowiem uwagę na okupacyjnej codzienności ówczesnych mieszkańców Krakowa – według niektórych recenzentów naruszając nawet proporcje między tym „rodzinno-społecznym” aspektem dziejów a polityką, wojskowością, wreszcie – martyrologią. Czy tak jest rzeczywiście?
Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba najpierw zdać sobie sprawę z tego, jaką funkcję miał spełnić Kraków – „uralte deutsche Stadt” – w planach nazistów. „Po pierwsze, miał być dynamicznie rozwijającą się stolicą Generalnego Gubernatorstwa, powodem do sławy i dumą jej gospodarza, Hansa Franka. Po drugie, Kraków miał stać się miastem niemieckim, bez Żydów, których zamierzano wymordować, i Polaków, których chciano przesiedlić do Podgórza” – pisze we wstępie autor. Ta paradoksalna pozycja miasta podniesionego nagle do rangi niechcianej stolicy, wrogiej własnym mieszkańcom, rozwijającej się wbrew swej dotychczasowej logice, okazała się metodologicznym kluczem do stworzenia panoramy pięciu wojennych lat Krakowa. 
Bo oto poznajemy nie jedno, ale cztery – odseparowane od siebie – miasta: polski Kraków, niemiecki Krakau, żydowski Kroke, ukraiński Krakiw. Chronologia zdarzeń, które rozegrały się między 6 września 1939 a 17 stycznia 1945, podporządkowana została w książce Chwalby przedstawieniu specyfiki tych obcych sobie, najczęściej wrogich, choć nakładających się przestrzeni. Ten ryzykowny zabieg kompozycyjny pozwala jednak najrzetelniej przedstawić paradoksalność okupacyjnej historii Krakowa. 

Cztery opowieści
Jedynie część poświęcona Kroke – żydowskiemu Krakowowi – zachowuje w pełni charakter chronologiczny. Trudno byłoby w jakikolwiek inny sposób pokazać koniec żydowskiego życia na Kazimierzu, kurczące się aż do Zagłady getto, wreszcie drogę do obozu w Płaszowie. Inaczej – bo topograficznie – przedstawiony jest już świat Ukraińców, głównie grekokatolików, którzy przybywali do Krakowa na wieść o wkraczaniu Armii Czerwonej w granice Rzeczypospolitej. Jako uprzywilejowany naród słowiański otrzymywali zameldowanie – najczęściej w domach opuszczonych przez wykwaterowanych Żydów w okolicach ulicy Sarego, między Kazimierzem a Starym Miastem. Tam właśnie powstała okupacyjna „dzielnica ukraińska”. 
Kraków niemiecki to propagandowy mit o germańskiej tradycji miasta tworzony przez „specjalistów” z mającego swą siedzibę w Collegium Maius Instytutu Niemieckiej Pracy na Wschodzie. Chwalba przywołuje kolejne, pozostające na granicy grozy i groteski, ale jednocześnie przerażające rozmachem próby przekładania mitu na rzeczywistość: wystawę „Dziedzictwo Germanów w obszarze Wisły”, nagrody imienia „wielkich Niemców” – Kopernika i Stwosza, znaczki pocztowe prezentujące krakowskie zabytki z nazistowskimi symbolami w tle, projekt stworzenia narodowosocjalistycznego uniwersytetu, który zastąpiłby „nieczysty rasowo” UJ. Manipulacja także miała swój wymiar „topograficzny” – okupanci zmienili nazwy 129 krakowskim ulicom – na przykład Mikołajska zamieniła się w Hans-Dürer-Strasse, a Basztowa w Wehrmachtstrasse. 
Kraków niemiecki to także wielki ruch inwestycyjny – Niemcy chcieli zabudować Błonia potężnymi gmachami rządowymi, zamierzali wyburzyć historyczny Kazimierz i zastąpić go reprezentacyjną dzielnicą w monumentalnym „berlińskim” stylu. Te – na szczęście nie zrealizowane – inwestycje obalają pojawiające się dziś czasem w Krakowie opinie o „rzetelnym” budownictwie z tamtego okresu. Autor przypomina, że modernizacja niektórych dzielnic mieszkaniowych rzeczywiście dokonała się podczas okupacji, ale nawiązywała do planów Kazimierza Dziewońskiego z 1938 r. 
Kraków niemiecki to wreszcie rosnące metropolitalne ambicje gospodarza Wawelu Hansa Franka – mające wpływ na jego politykę wobec ludności Krakowa. Krakowski historyk pisze: „19 czerwca 1943 Frank skierował do Hitlera memoriał, w którym postulował dokonanie głębszych zmian w polityce wobec Polaków. Przyznawał, że bezwzględny terror doprowadził jedynie do silniejszej integracji Polaków i do wzmożenia ich oporu. Lecz argumenty generalnego gubernatora nie znalazły uznania. Mimo to Frank próbował prowadzić (i prowadził) bardziej elastyczną politykę, czy też bardziej elastyczną taktykę polityczną. Krytycznie ją oceniał główny jego oponent i zwolennik twardego kursu, Himmler. Obu nie różniły główne cele polityki Niemiec, nie różniły też wyobrażenia na temat wartości »rasowych« Polaków, które oceniali bardzo nisko. »Zasadniczo Polacy – powiadał Frank – są, kiedy się ich grzecznie i delikatnie traktuje, najbardziej godnymi zaufania siłami roboczymi w Europie, i to szczególnie do stałej, prostej roboty«. Obu natomiast różniła taktyka. Himmler nie dopuszczał możliwości prowadzenia z Polakami jakichkolwiek rozmów. Frank je dopuszczał i prowadził w celu dania im pewnej samodzielności w sprawach lokalnych”.

„Polski kawior”
Tu pojawia się pytanie o wojenny „polski Kraków”. Andrzej Chwalba opisuje polską rzeczywistość okupacji na bardzo różnych płaszczyznach: wiele miejsca poświęca funkcjonowaniu Polskiego Państwa Podziemnego i ludzkiej solidarności w tym najtrudniejszym okresie, ale zajmuje się także okupacyjną cywilizacją i codziennością, a nawet – nastrojami krakowian. Czytamy o Radzie Głównej Opiekuńczej, która „była nie tylko koordynatorem pomocy zagranicznej, lecz stała się główną polską instytucją pomocy społecznej”. O planie powstania krakowskiego „w sierpniu, we wrześniu, a może 10 października 1944”. O „Teatrze Naszym”, który z czasem stał się Teatrem Rapsodycznym. Ale także o okupacyjnym jadłospisie: „»Obiad – relacjonuje krakowski robotnik z Grzegórzek – składał się z cienkiej ziemniaczanej zupy lub krupniku. Na drugie jałowe ziemniaki z gotowaną kapustą«. Natomiast kolacja wyglądała podobnie jak śniadanie, nieraz wzbogacana kaszanką, zwaną »polskim kawiorem«”. 
Czytamy też o kolaboracji – nie tylko tej wynikającej ze strachu czy chęci zysku, ale także ideologicznej. 17 kwietnia 1944 roku ukazał się w Krakowie pierwszy numer dwutygodnika „Przełom” (udającego pismo konspiracyjne), który „zachęcał do współtworzenia wraz z Niemcami jak najszerszego frontu antybolszewickiego, ostro krytykował »kierowany przez Żydziaków« polski rząd w Londynie”. 
Co więc mówi o dziejach stolicy Generalnego Gubernatorstwa zachowany w pamięci lwowskiego Żyda widok mieszkańców miasta czytających „Krakauer Zeitumg”? Odpowiedzią może być cytowane przez autora zdanie świadka epoki: „Okropna jest ta animozja, z jaką warszawiacy lansują różne plotki o Krakowie (...) Jest w tym odrobina irytacji, że Generalna Gubernia jest tutaj, a nie tam – a odstąpilibyśmy ją w każdej chwili z pocałowaniem ręki”. To dramatyczne zdanie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 4 (2794), 26 stycznia 2003


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl