Czterotomowa powieść biograficzna o Napoleonie


Napoleonocentryzm

Marek Zając



Tylko dwa narody pokochały Cesarza: Francuzi i Polacy. W Hiszpanii walczyli przeciwko niemu księża, kobiety i dzieci. Rosjanie podpalili Moskwę – byle tylko zadać mu cios. Austriacy, Bawarczycy, Sasi
i Westfalczycy zdradzili go po klęskach roku 1812 i 1813. Anglicy nie szczędzili mu upokorzeń nawet wtedy, gdy był więźniem na wyspie Świętej Heleny. Budził albo szaloną miłość, albo obsesyjną nienawiść. 



1. Gdy w lutym 1807 r. pod Iławą Pruską rosyjskie armaty zmasakrowały pięć tysięcy oślepionych śnieżycą piechurów marszałka Augereau, Napoleon napisał w biuletynie Wielkiej Armii: „Ojciec, który traci dzieci, nie czuje smaku radości zwycięstwa. Kiedy przemawia serce, nawet blask sławy przygasa”.
W czerwcu 1815 r. pod Waterloo Napoleon czekał na nadejście oddziałów marszałka Grouchy’ego, które miały przesądzić o wyniku bitwy. Zamiast nich na polu bitwy pojawili się Prusacy. Zdesperowany Bonaparte postanowił posłać do boju gwardię cesarską. By zagrzać gwardzistów do walki, wskazał ręką na nadchodzące pruskie bataliony i zawołał: „Żołnierze, oto Grouchy!”. Inni historycy twierdzą, że to generał Labédoyčre – na rozkaz Napoleona – przejechał z takim okrzykiem wzdłuż linii frontu. A później Cesarz pozdrawiał maszerujące kolumny: „Na Brukselę, moje dzieci!”.
Kim był człowiek, który opłakiwał – niczym ojciec – zabitych żołnierzy, a zarazem potrafił okłamać tych, którzy ufali mu bezgranicznie i którym zawdzięczał cesarską koronę? Pod Essling stał wraz z grenadierami pod austriackim ostrzałem; wycofał się na tyły dopiero wtedy, gdy żołnierze zagrozili, że w przeciwnym razie złożą broń. Spod Moskwy, wsparty na okutym żelazem kosturze, maszerował wśród gwardzistów jak zwykły żołnierz. Nic dziwnego, że żaden wódz nie był tak kochany przez armię jak Napoleon. Ale czy Bonaparte szczerze kochał żołnierzy? Czy raczej po prostu wiedział, co należy robić, by szli za niego na śmierć z okrzykiem „Vive l’Empereur!”? Był chorobliwie ambitnym tyranem czy godnym naśladowania bohaterem?
Odpowiedzi można szukać – jeśli ktoś w ogóle ośmieli się przykładać jakąkolwiek miarę do geniuszu Słońca Austerlitz – w czterotomowej powieści biograficznej „Napoleon” Maxa Gallo.

2. Epoka napoleońska oszałamia estetycznym i literackim rozmachem. Za sto lat na polach bitew panować będzie ponury i wyprany z fantazji feldgrau, ale na razie na śmierć idzie się jak na bal: futrzane bermyce cesarskich gwardzistów, niebieskie kurtki francuskiej piechoty liniowej, kraciaste spódnice szkockich czworoboków pod Waterloo, śnieżnobiałe mundury austriackich piechurów, czerwone czaka polskich lansjerów. Marszałek Joachim Murat prowadzi kawalerię do ataku w wyszywanym złotem kożuszku, który osobiście zaprojektował, i w kapeluszu ozdobionym pawimi piórami. 
Śmierć też jest przerysowana: pod Wagram piechurzy płoną żywcem wśród złotawych łanów zboża; drogę odwrotu Wielkiej Armii z Rosji znaczą poskręcane w upiorne kształty ciała zamarzniętych żołnierzy, z założonymi na mundury – by uchronić się przed mrozem – liturgicznymi strojami popów albo wykwintnymi sukniami z moskiewskich salonów. Napoleoński dramat rozgrywa się w urozmaiconej scenerii: średniowieczne i renesansowe miasta północnych Włoch, klasycystyczny Berlin, błotniste bezdroża Księstwa Warszawskiego, upalna Hiszpania, zaśnieżona Rosja. Obrazy, anegdoty i wydarzenia z epoki napoleońskiej można żywcem przenosić do książek. W tamtych czasach nawet szeregowcy wygłaszali zdania, które dają się przepisać do zbioru aforyzmów. Sztaby i dwory pełne są barwnych postaci: geniuszy, erudytów, bohaterów, szaleńców, sybarytów, zdrajców. 
Lecz w powieści Maxa Gallo liczy się przede wszystkim Napoleon, nie epoka i jej koloryt. Epoka jest tylko odbiciem Cesarza. Wszystkie wydarzenia i losy mają początek w Bonapartem. Gallo – by dotrzeć do źródła – cytuje dziesiątki pisanych przez Bonapartego listów i rozkazów, a nawet stara się rekonstruować wewnętrzne monologi Cesarza. Ta ostatnia metoda – choć ryzykowna – sprawia jednak, że każde zdanie w powieści wydaje się być zdominowane przez Napoleona. Czytelnik otrzymuje biografię z krwi i kości, a nie zbiór zabawnych anegdot z epoki. 

3. Epoka napoleońska żyje wojną. Bitwy wydają się być najskuteczniejszym orężem uprawiania polityki. Są nie tylko starciami ogromnych mas żołnierzy, ale też dowodem intelektualnego geniuszu człowieka. Zaskakujące manewry obliczone co do godziny, pozorowane uderzenia, forsowne marsze na tyły przeciwnika, wbijanie się klinem między dwie wrogie armie – napoleońska bitwa jest triumfem logiki i wyobraźni, cyrkla i mapy. Ale zarazem przekracza granice rozumu, przypominając niemal religijne misterium elektryzujące dziesiątki tysięcy żołnierzy. 
Kolumny piechoty, zahipnotyzowane biciem w werble i ogłuszone wybuchami kartaczy, maszerują równym krokiem wprost pod armaty wroga. Trudno nawet powiedzieć, że odwaga ówczesnego żołnierza graniczy z szaleństwem; sytuuje się ona gdzieś poza wszelkimi kategoriami oceny zachowań na polu bitwy. Pod Borodino rosyjskie reduty przechodziły z rąk do rąk kilka, może nawet kilkanaście razy, trupy ludzkie i końskie piętrzyły się w fosach na wysokość ośmiu ciał, a śmiertelnie ranny generał Bagration – widząc, jak francuscy grenadierzy biegną pod gradem kul do ataku na bagnety bez jednego wystrzału – krzyczał: „Brawo, brawo”.
Lecz w powieści Gallo liczy się przede wszystkim Napoleon, bitwy są tylko tłem. Starcia oglądamy oczami Cesarza, jakby we fragmentach, bo raz jesteśmy z Napoleonem na pierwszej linii, by za chwilę wycofać się za linię frontu i oglądać bitwę z oddalenia. Gallo nie ogranicza przy tym geniuszu Bonapartego wyłącznie do militarnej taktyki i strategii. Bo Napoleon był władcą totalnym, niemal doskonałym. Nie tylko kontrolował, ale też samodzielnie regulował i reformował wszystkie dziedziny życia wielkiego państwa i społeczeństwa. Dość powiedzieć, że tuż przed opuszczeniem spalonej Moskwy, tysiące kilometrów od Paryża, gdy spadł pierwszy śnieg, układał dekret konstytuujący... Comédie Française. Powieść Gallo wprowadza czytelnika właśnie do gabinetu Napoleona, miejsca – być może – ważniejszego dla biegu Historii niż jego sztab.

4. Epoka napoleońska tętni rytmem, który odmierzają bicie w barabany, artyleryjska kanonada, karabinowa palba, świst pałaszy i kawaleryjska trąbka. Ten rozpędzony korowód danse macabre niemal co roku przewraca do góry nogami mapę Europy. Gigantyczne armie maszerują przez pół kontynentu. Cesarze i królowie spędzają noc w pałacach, by następnego dnia kłaść się spać na słomie w zrujnowanej stodole. Ludzkie życie nabiera tempa: błyskawiczne awanse, dziesiątki potyczek i bitew, nierzadko śmierć w młodym wieku.
Lecz w powieści Gallo liczy się przede wszystkim Napoleon, bo w rzeczywistości to Bonaparte wybija rytm epoki. Siła oddziaływania Cesarza jest tak wielka, że nawet pisarzowi udziela się ten szalony pęd: zdania i akapity są krótkie, jakby urwane. Język przypomina wojskowe rozkazy: masa szczegółów, postaci, miejsc, informacji, niewiele epitetów i metafor. W kilku akapitach przemierzamy cesarską berliną drogę z Paryża na drugi koniec Cesarstwa, nie opuszczając żadnego z postojów – na każdym asystując przy dyktowaniu rozkazów, pisaniu listów do Józefiny i Marii Ludwiki albo czytaniu nadesłanych ze stolicy raportów szpicli. Wrażenie pośpiechu wzmacnia nieustanne przeplatanie się trzecioosobowej narracji, fragmentów autentycznych dokumentów i monologu wewnętrznego Napoleona. Tę książkę czyta się w tempie szarży szwoleżerów.

5. Epoka napoleońska to czas spektakularnych karier. Wystarczy spojrzeć na francuskich marszałków-książąt: Murat – syn karczmarza, Augereau – lokaj, Lannes – czeladnik z farbiarni.
Lecz w powieści Gallo liczy się przede wszystkim Napoleon. Jego otoczenie przypomina układ heliocentryczny – Bonaparte stanowi centrum, nikt nie oprze się sile jego przyciągania. Jego kariera jest wzorem i motorem karier innych. Gallo śledzi drogę, którą przeszedł ambitny Korsykanin, przez wiele lat nienawidzący Francuzów. W dzieciństwie szuka źródeł tych cech, które wyniosły Bonapartego na szczyt. Przez cztery tomy rozwija ten psychoanalityczny łańcuch przyczyn i skutków. I nawet jeśli czytelnik odrzuci naszkicowany przez Gallo portret psychologiczny Napoleona, nie będzie mógł zarzucić pisarzowi ani braku logiki, ani braku konsekwencji.

6. „Mam zaufanie do Historii. Kiedyś pełno było wokół mnie pochlebców, obecna chwila należy do moich zagorzałych oszczerców. Sława wielkich ludzi jest, tak samo jak ich życie, narażona na rozmaite kaprysy fortuny. Nadejdzie jednak dzień, gdy znajdą się bezstronni pisarze, których ożywiać będzie jedynie miłość prawdy” – takie słowa wypowiada Napoleon na kartach powieści, gdy na pokładzie angielskiego okrętu płynie na wygnanie na wyspę Świętej Heleny. Nawet jeśli taki dzień jeszcze nie nadszedł, Gallo potrafi postawić czytelnika twarzą w twarz z Napoleonem. A chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć, dlaczego warto spotkać Cesarza. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 49 (2787), 8 grudnia 2002


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl