
Czytając „O wielkości”
Dwie dusze
Barbara Skarga
Patrzę na książkę i pełna jestem rozterki. Choć w eseistycznej stylistyce pisana, wymaga dokładnego omówienia i dyskusji. Pustych pochwał filozof nie lubi, więc choć na pochwały mam ochotę, wstrzymam się z nimi, by nie drażnić autora. Mogę zatem rzucić tylko kilka słów o tym, co mi się przy pierwszej lekturze narzuciło, a jeśli moje słowa będą świadczyć o niedostatecznym zrozumieniu intencji w książkę wpisanych, niech mi autor łaskawie wybaczy.
Zacząć należy od prostego stwierdzenia, że szkice te, pisane w różnym czasie, jednego tematu dotyczą i razem zebrane, zgoła inaczej brzmią, układać się bowiem zaczynają w zwartą całość. To już nie szkice, to rozdziały od różnych stron rzecz badające i wiodące ku wnioskowi. A wniosek wydaje się jasny, tak zresztą, jak cały ciąg myślenia i kolejne jego wyrazy.
O co wiec autorowi chodziło? Sam tytuł wskazuje, że o człowieka, o to, kim jest i czym jest jego istnienie. Jak zaś sam autor mówi w pierwszym eseju: „do problematyki człowieka podejść można z dwóch stron: od strony jego istoty i od strony jego losu”.
Jestem przekonana, że niemal cała uwaga autora zwrócona została ku istocie i że to istotę pragnie nam przedstawić oraz możliwości, jakie z niej wynikają. Okazuje się, że nie są to możliwości małe. Jak bowiem autor stwierdza, tkwi w człowieku moc przekraczania tego, co go ogranicza. Jest też możliwość niemal kapłańska, i choć to „kapłan bezwiedny i niedojrzały”, gdy zwróci się w stronę sacrum, gdy obejmie go pragnienie transcendencji i pragnienie dobra, otwiera się przed nim droga ku wielkości. Bowiem wielkość jest dostępna człowiekowi – wielkość mająca dwa wymiary: etyczny i artystyczny.
„Wierzenia mocne i wiedza”
Dwie bowiem dusze mieszkają w Władysławie Stróżewskim. A jak nas uczyli starożytni mistrzowie, cały świat z dwóch części jest złożony: z tego, co boskie i z czystym rozumem związane, a jako takie zawsze z sobą tożsame, oraz z żywiołów, ognia, ziemi, wody, co się z sobą mieszają i w ciągłym są ruchu. I ludzka dusza także te dwie części posiada. „A myśl staje się prawdziwa w obu wypadkach zarówno: jeśli dotyczy tego drugiego i jeśli dotyczy tego, co identyczne z samym sobą... I kiedy myśl dotyczy czegoś, co spostrzegalne (...), wtedy powstają mniemania i wierzenia mocne i prawdziwe. A kiedy się myśl odnosi do przedmiotów myśli, a dobry bieg koła tożsamościowego potrafi to wskazać, wtedy się z konieczności dokonywa praca umysłu i powstaje wiedza” (Platon,
„Timaios”, 37c).
W jednej duszy uczucia więc panują, gwałtowność, a nawet szaleństwa. „Bo kiedy jakieś spostrzeżenia z zewnątrz na duszę spadną i porwą jej całe wnętrze za sobą, wtedy zdaje się, że one władają, choć naprawdę są one zależne” (tamże, 44b). W tamtej zaś przypomnienie idei się rodzi. Tak więc wierzenia mocne i wiedza razem w duszy mieszkają nie przecząc sobie, choć dodać tu muszę, że nie w każdej duszy ta harmonia panuje, że na ogół jej jedna część do góry ciągnie, druga zaś w dół, całość myśli psując.
Mało wiec takich dokoła nas myśli, w których ową harmonię znaleźć by było można. Takiej jednak, której się to udaje, przyglądać się trzeba, uczyć się od niej i sekrety wykrywać. A to oznacza po prostu, że gdy tylko słowem się pisanym wyrazi, czytać ją uważnie należy.
Żywioł i ład
Dawno już dostrzegłam, że jedna dusza Władka Stróżewskiego goni wciąż za światem tożsamości doskonałych, na logice opartych, gdzie panuje systematyczność, dokładne rozróżnienie rzeczy analizowanych, precyzyjne określanie i argumentacja. To dusza, co mętne rozjaśnia, dokładnie stwierdza, o co jej w tym przypadku chodzić będzie, czego problem dotyczy i od jakich stron rozpatrywać go należy. Ta dusza porządkuje, a porządkując to, co istotne, od drugorzędnych spraw oddziela. Przykładów mamy wiele. Wystarczy spojrzeć, jak Władek swoje szkice buduje, chociażby ten pod tytułem
„Aksjologiczna struktura człowieka”, gdzie zaraz na początku formułuje dziesięć hipotez tej struktury dotyczących.
Byłyby więc te szkice klasycznymi postaciami naukowej rozprawy, gdyby nie druga dusza Władka, która tu natychmiast wkracza, a ma energię widać wielką, bo ramy rozprawy potrafi rozsadzić, własne wierzenia i supozycje wprowadzić już nie językiem uczonego dyskursu, lecz poezji. Poezja przeplata myślenie Władka, poezja, która nie służy ubarwieniu, lecz wplata się organicznie w tryb jego rozważań. Gdy czytam kolejne szkice, to ona wskazuje na to, czego dowieść nie można, ale co silniej przemawia do naszych doświadczeń niż uczone argumenty. To ona, pochodząc z tej sfery wierzenia, o prawdziwości tych rozważań decyduje, to w niej leży siła przekonania, a jednocześnie – co nader ważne – to ona dodaje blasku szkicom.
Mało kto te dwie dusze pogodzić umie. Władysław Stróżewski jest tu mistrzem od dawna. I dodam, że im mocniej ta żywiołowa dusza nim włada, tym więcej uroku w tym, co pisze, i jeszcze więcej mądrości.
|