WAM – wydawnictwo z przeszłością i przyszłością


Adres: Kopernika 26

Michał Kuźmiński



Wydawnictwo WAM skończyło właśnie 130 lat. To najstarsze, a obecnie i największe katolickie wydawnictwo w Polsce. Przez ponad wiek wiele przeszło, nie zmieniła się tylko jego siedziba – Kraków, Kopernika 26. Dzisiejszy WAM to 1,8 miliona egzemplarzy i 228 tytułów wydanych w zeszłym roku, 32 stałe serie i konsorcjum prasowe, które zrzesza 
5 jezuickich pism.



Nieposłuszny założyciel

Historia wydawnictwa stworzonego przez krakowskich jezuitów zaczyna się od „kart intencyjnych”. Był początek roku 1872. Ks. Stanisław Stojałowski SJ, galicyjski działacz ludowy, przewodniczył wówczas Apostolstwu Serca Jezusowego, zwanego także Apostolstwem Modlitwy. Stowarzyszenie miało w podzielonej na zabory Polsce kształt dość luźny. W święto Trzech Króli 1872 roku Stojałowski wydał odezwę tak uroczystą, że jej ton porównywano do papieskiej encykliki; ogłaszał w niej centralizację Apostolstwa na całym terenie Polski pod swoim przywództwem jako przewodnika krajowego. Organem stowarzyszenia miały być owe „karty intencyjne” – broszura, którą sam redagował i wydawał.
Ówczesna działalność wydawnicza jezuitów z ul. Kopernika 26 w Krakowie to właściwie tylko „karty” oraz inne pobożne druki szerzące kult Serca Jezusowego, między innymi „Ostatnia nadzieja Serce Pana Jezusowe” Stojałowskiego. On sam, młody i ambitny, wciąż popadał w konflikty i szedł zazwyczaj „w zaparte”, odwołując się do coraz wyższych instancji. Jego prowincjał ks. Franciszek Kautny pisał: „zabiera się do różnych interesów, a kiedy się w nie wplącze, prosi o pozwolenie, by je załatwić. Gdy otrzyma takie pozwolenie, przekracza jego granice. Naturalnie, prosząc o pozwolenie, nigdy nie powie jasno, o co chodzi...”. „Różne interesy” dotyczyły pozyskiwania środków na druk książek. 
Pierwszą poważną edycją miały być Ewangelie w tłumaczeniu ks. Wujka. Przedsięwzięcie miał sfinansować pewien księgarz, wycofał się jednak, Stojałowski natomiast nie dość, że bez zgody prowincjała zdobył imprimatur i zawarł umowę na 10 tysięcy egzemplarzy „na koszt zakonu”, to jeszcze wydrukowana już Ewangelia św. Mateusza wzburzyła współbraci do żywego. Krytykowano błędy drukarskie, solą w oku był jednak socjalistyczny z ducha komentarz pióra samego Stojałowskiego. Po naradzie z Ojcami prowincjał nakazał zniszczyć cały nakład.
Odsunięty od pracy wydawniczej, rozgoryczony ks. Stojałowski odszedł z zakonu. Wydawnictwo przejął w 1873 r. ks. Michał Mycielski, który zaczął od przekształcenia „kart” w normalne czasopismo. Wkrótce ruszyła seria „Pobożne Książki dla Wiernych Każdego Stanu”, przekształcona w 1900 r. w miesięcznik „Głosy Katolickie”, który wychodził do II wojny światowej. Pierwszym tytułem prasowym wydawnictwa jezuitów były jednak ilustrowane „Misje Katolickie”. Dwa lata po nich, w 1884 r. zaczyna się ukazywać słynny, istniejący do dzisiaj „Przegląd Powszechny”, który w 1935 r., wraz z podziałem prowincji, przeniesie się do Warszawy. A z książeczki Stojałowskiego wydanej na samym początku wyrósł „Posłaniec Serca Jezusowego”.
Na najstarszych książkach pojawiają się informacje o edycji „nakładem” poszczególnych dyrektorów, „Wydawnictwo Księży Jezuitów”, a nawet „Nakładem Jezuitów z Kopernika 26”. Dopiero w Dwudziestoleciu utrwaliła się nazwa „Wydawnictwo Apostolstwa Modlitwy” – w skrócie „WAM”.

Wydawnictwo cudem istnieje
Po II wojnie zaczynano od wyprzedaży przedwojennych zapasów, które brat Mieczysław Habrat, później jedna z czołowych postaci WAM, zdążył we wrześniu 1939 zamurować w piwnicach kolegium. Kiedy na początku lat 50. masowo zamykano wydawnictwa katolickie, WAM uniknął tego losu, ale narzucono mu zabójcze wręcz restrykcje. Peerelowska władza dysponowała nie tylko cenzurą; skuteczniejszym i prostszym narzędziem była reglamentacja papieru.
Przez ponad trzy dekady WAM istniał właściwie cudem. Były lata, gdy nie ukazał się żaden tytuł, w innych publikowano dwie, trzy pozycje. „Rzadko udawało się wydać coś, co wykraczało poza potrzeby kultu – opowiada obecny dyrektor ks. Henryk Pietras. – Ukazała się np. ze wszech miar naukowa »Tonalność muzyki gregoriańskiej« o. Józefa Łasia. A bodaj w 1973 wyszła »Etyka« o. Ślipki, jeszcze wcześniej »Antologia patrystyczna« o. Bobera – zwiastun lepszych czasów, gdyż tłumaczeń Ojców Kościoła było wtedy bardzo niewiele, choć ich pisma stanowiły wręcz podstawę studiów w seminariach”.
Chcąc wydać książkę, należało najpierw wciągnąć ją do szczegółowego planu wydawniczego, plan dostarczyć w czterech egzemplarzach do Naczelnego Zarządu Wydawnictw, a do Urzędu do Spraw Wyznań w Warszawie i do jego oddziału w Krakowie wystosować odpowiednią prośbę. Na koniec potrzebna była zgoda cenzury na rozpowszechnianie. Plan należało dostarczyć też Komisji Episkopatu. Z 27 zgłoszonych w 1973 roku tytułów zatwierdzono WAM-owi siedem, i to w minimalnym nakładzie. Dlatego wydawnictwo postawiło głównie na najpotrzebniejsze publikacje – katechizmy. Powstała seria „Bóg z nami”. Gdy w 1975 roku odmówiono zgody na druk tego podręcznika, WAM pozwolił go opublikować wydawnictwom diecezjalnym w Łodzi, Białymstoku, Lublinie, Szczecinie i Wrocławiu. Osobną sztuką było szukanie „dojść” do państwowych drukarni, aby zgodziły się przyjąć tytuły do produkcji. Tutaj niezwykłym talentem wykazywał się zawsze br. Habrat.
Wszystko zmieniło się w latach 80., gdy ludowa władza miękła pod naciskiem „Solidarności”. Dyrektorem WAM został wtedy ks. Ludwik Grzebień, historyk zakonu jezuitów. W 1981, pierwszym roku jego kierownictwa, ukazało się 14 książek i broszur. W ostatnim, 1991 – już dwa razy tyle. Prawie dwukrotnie skoczył też łączny nakład. Plany wydawnicze były jeszcze dość przypadkowe, brakowało tłumaczeń, decydowano się na zbyt wysokie nakłady. Ale WAM stopniowo odzyskiwał siły. „To, co w normalnych warunkach byłoby niekorzystne, bardzo nam pomogło – mówi ks. Pietras – mianowicie częste zmiany dyrektorów. Wszystko zmieniało się tak szybko, że jeden człowiek musiałby mieć szalone umiejętności adaptacyjne. Kiedy ja zostałem dyrektorem, wydawnictwo było już zupełnie wyzwolone z kagańca komunizmu”.

Wyłapać czytelnika
Ks. Pietras został dyrektorem WAM-u w marcu 1992. Jest profesorem patrologii, wykłada na warszawskim Bobolanum, na Uniwersytecie Gdańskim i na rzymskim Gregorianum. Za jego urzędowania roczna liczba tytułów wzrosła od 54 na początku do 228 w zeszłym roku. Łączny nakład roczny w tym okresie skoczył prawie trzy i pół raza, a przychód – sięgał w 2001 roku 16,5 mln złotych. Ks. Pietras uruchomił nowe serie i zreformował firmę. „Gdy zostawałem dyrektorem, sytuacja była dość komfortowa – ciągnie – trzeba było tylko dofinansować istniejącą już drukarnię, stał już nowy dom, przetarte były szlaki dystrybucji... Należało wszystko wykorzystać i przyspieszyć. Choćby przez zwiększenie liczby pracowników.”
W WAM-ie pracuje dziś 98 osób; tylko dziesięć z nich to jezuici. Stworzony przez ks. Pietrasa dział marketingu liczy 17 osób; kierujący nim Paweł Piotrowski ukończył wydział filozoficzno-teologiczny PAT, przez pewien czas był organistą na Wawelu, kursy marketingowe kończył już pracując u jezuitów. Księgarnia wysyłkowa działa też poprzez sklep internetowy.
Oferta wydawnicza WAM-u jest tak szeroka, że promocja nie ma łatwego zadania. „Dlatego do każdej książki podchodzimy indywidualnie – mówi Piotrowski. – Inne działania kierujemy na książkę bpa Szkodonia »Spotkanie z Jezusem«, zupełnie inny jest czytelnik »Przewodnika po samotności« ks. Malińskiego czy »Przewodnika po przyjaźni« o. Augustyna, a jeszcze do kogoś innego będziemy adresować dzieła Ursa von Balthasara czy Rahnera. Rzecz w tym, żeby wyłapać właściwego czytelnika”.
Z początkiem 1993 roku wydawnictwo zdecydowało się na zmianę nazwy – starą, „Wydawnictwo Apostolstwa Modlitwy” zastąpiono nawiązującym do niej skrótem „Wydawnictwo WAM”. Chodziło o poszerzenie tematyki. Ks. Pietras tłumaczy: „O. Lenartowicz, autor wydanej w latach 80. »Filozofii zjawiska biologicznego«, ubolewał kiedyś: Jak się ma ten tytuł do nazwy wydawcy?” I dodaje: „Szukamy takich książek, które są inspirowane wiarą i dążą do tego, żeby człowiek rozwijał się również religijnie”. 
Wśród książek WAM-u jest religijna klasyka, jak wznawiane od z górą stu lat „O naśladowaniu Chrystusa” Tomasza a Kempis, są poważne naukowe serie, choćby „Myśl teologiczna” z von Balthasarem, są i albumy, jak najnowszy „Sąd Ostateczny” z freskami i obrazami o tematyce eschatologicznej, od Bizancjum po Rubensa, aż po takie pozycje, jak... „103 ciasta siostry Anastazji”. Siostra Anastazja Pustelnik, specjalistka od zakonnych kuchni, gotuje obecnie dla krakowskich jezuitów. Jej wypieki rekomenduje cała wspólnota.
Przeglądając ofertę WAM-u trafia się na imponującą edytorsko „Księgę Inkwizycji” Bernarda Gui, jednego z najsłynniejszych inkwizytorów. Wśród autorów znajdziemy też Anthony’ego de Mello, jezuitę z Indii, który w niezwykle popularnych książkach poszukiwał dróg duchowych w religiach Dalekiego Wschodu; w 1998 roku Kongregacja Nauki Wiary potępiła niektóre jego tezy. „W Kościele dzieją się przeróżne rzeczy – mówi ks. Henryk Pietras – przed kilkoma dniami wydaliśmy »Krew męczenników« – rzecz o ludziach, którzy własnym życiem dowiedli, że wiara ma sens. Ale częścią historii Kościoła jest też np. czarny okres krucjat przeciw heretykom.”
Książki WAM-u wyłamują się ze sztywnego stereotypu wydawnictwa katolickiego. Świadczy o tym choćby seria „Religie ludzkości”, omawiająca judaizm, buddyzm, hinduizm, islam, także katolicyzm i protestantyzm oraz szintoizm i religię Indian Nawaho. Celem serii jest poznawanie innych, z którymi Polacy zaczynają mieć coraz większy kontakt, nie zawsze ich rozumiejąc. Ma to być zarazem odpowiedź na papieski dialog z religiami świata.
Ukochanym dzieckiem obecnego dyrektora są serie „Myśl teologiczna”, „Źródła myśli teologicznej” i „Wielcy ludzie Kościoła”. O tej ostatniej mówi: „Chcemy w niej przedstawiać najważniejsze osobistości z życia Kościoła, bez względu na to, czy byli to wielcy święci, czy wielcy heretycy. Bo wpływ na jego dzieje mieli jedni i drudzy”. Ukazały się m. in. biografie Ignacego Loyoli, Mikołaja Kopernika i Jana Husa.
Henryk Pietras i Arkadiusz Baron zainicjowali ostatnio wielotomową edycję „Dokumenty Soborów Powszechnych”. „Aż dziw, że dopiero teraz te dokumenty są tłumaczone na polski! – mówi Paweł Piotrowski – właściwie wszystkie kraje, nawet te niekatolickie, już dawno miały swoje przekłady”. Pierwszy tom wyszedł w grudniu zeszłego roku i zdobył „Feniksa” – nagrodę Targów Wydawców Katolickich. Wcześniej, w 1999 roku, WAM otrzymał „Feniksa” za „Źródła myśli teologicznej”.
Czego z szeroko pojętego nurtu katolickiego wydawnictwo z ul. Kopernika 26 na pewno by nie wydało? „Jeśli ów szeroki nurt pozostaje katolickim, to nie ma takich rzeczy – mówi ks. Pietras – ale co innego jeśli udaje, że jest katolicki, a de facto nawet nie jest chrześcijański. Nie pozwoliłbym wydać książek, które w imię miłości Boga i Ojczyzny nawołują do krucjaty przeciw komuś. Broniłbym się przed książkami, które w imię obrony tradycji Kościoła uważają np. Sobór Watykański II za dzieło szatana. Są wydawnictwa, które w tym gustują – my na pewno nie.”

Korzystałem z książek „Wydawnictwo Apostolstwa Modlitwy 1872–1972 – Historia, opracowania, bibliografia” pod red. Z. Wilkosz i L. Grzebienia SJ, WAM, Kraków 1972 oraz „Wydawnictwo WAM 1972–1997 – historia, bibliografia” pod red. Z. Wilkosz i L. Grzebienia SJ, WAM, Kraków 1997.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 49 (2787), 8 grudnia 2002


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl