
Druga notatka o „Chwili”
O pocieszeniu, jakie daje poezja
Marian Stala
1. Nowy tom Wisławy Szymborskiej kończy się wierszem „Wszystko”. Szczególne usytuowanie tego wiersza wzmocnione jest dodatkowo umieszczeniem go na czwartej stronie okładki. Każdy, kto zamknął książkę Szymborskiej, może (albo nawet: powinien) raz jeszcze wmyśleć się w zdania pisane ręką poetki:
Wszystko –
słowo bezczelne i nadęte pychą.
Powinno być pisane w cudzysłowie.
Udaje, że niczego nie pomija,
że skupia, obejmuje, zawiera i ma.
A tymczasem jest tylko
strzępkiem zawieruchy.
2. To nie jest pochwała słowa dobrze zadomowionego zarówno w filozofii, jak w potocznym mówieniu. Przeciwnie: to zasadniczy i niezwykle emocjonalny sprzeciw. To wyraźne odrzucenie takiego myślenia, które posługuje się słowem „wszystko”, które umieszcza to właśnie słowo w centrum wywodu. Myślenia, które stara się wszystko objąć, wszystko sobie podporządkować... Szymborska wyraźnie nie dowierza takiemu myśleniu; uważa, iż jest ono zwykłym uroszczeniem.
3. Nie tylko słowo „wszystko” (i kryjący się za nim sposób widzenia świata) nie budzi zaufania autorki „Chwili”.
W wierszu „Platon, czyli dlaczego” mówi poetka o „Bycie Idealnym, który „Z przyczyn niejasnych, / w okolicznościach nieznanych” – „przestał sobie wystarczać” i „zaczął szukać wrażeń / w złym towarzystwie materii”. Tych zdań nie pisała miłośniczka Platona, przekonana o wyższości świata idei nad światem zjawisk. Pisała je raczej czytelniczka Leśmiana, tak jak autor „Łąki” przeświadczona, że to, co idealne, jest ontologicznie słabe, że (z przyczyn trudnych do wyjaśnienia) tęskni za tym, co materialne.
Podobny trop znaleźć można w (zastanawiającym i niejednoznacznym) wierszu „Trochę o duszy”. „Wygląda na to – mówi Szymborska w jego zakończeniu – że tak jak ona nam, / również i my / jesteśmy jej na coś potrzebni”. Zatem: dusza poszukuje ciała, tak jak ciało poszukuje duszy. Dusza bezcielesna nie wystarcza samej sobie, tak jak platoński byt idealny.
Do tych wątpliwości związanych ze światem idei i światem duszy – dodajmy jeszcze postać Pana Newtona z wielkiego wiersza noszącego tytuł „Mała dziewczynka ściąga obrus”. Tego Pana Newtona, który „nie ma jeszcze nic” do świadomości bohaterki wiersza (bo jeszcze się w tej świadomości nie zjawił) i o którym poetka mówi z ironią: „Niech sobie patrzy z nieba i wymachuje rękami”. Pan Newton, zobaczony w ten sposób, jest strażnikiem świata, w konieczny i bezwzględny sposób podporządkowanego prawom natury. (Jest też, zapewne, figurą Boga, jako tego, który taki właśnie świat stworzył i urządził.) Nie jest to, wedle Szymborskiej, postać budząca sympatię i zaufanie. Ściślej: nie budzi zaufania wymyślony przez tę postać świat i rządzące nim prawa.
4. Wątpliwości zjawiające się w przywołanych wierszach nie są w poezji Szymborskiej całkiem nowe. Można (a nawet: należy) je odczytywać jako ciąg dalszy wpisanych w poprzednie książki poetki sarkastycznych uwag o „idiotyzmie doskonałości”, jej rozważań o wyspie Utopii, „na której wszystko się wyjaśnia” i która „Mimo powabów (...) jest bezludna”, jej medytacji o „wielkiej liczbie”, która nie przekreśla indywidualnej wyobraźni...
Inaczej mówiąc: „Chwila” jest sprawdzaniem (czy też przypominaniem na nowo) takiego stylu myślenia, który zrodził się z zaniepokojenia albo nawet: odrzucenia wizji świata zamkniętego, bez reszty określonego i uporządkowanego; takiego świata, w którym „można stanąć na gruncie dowodów”, „Nie ma dróg innych oprócz drogi dojścia”, zaś „Krzaki aż uginają się od odpowiedzi”.
5. Trwałości zaniepokojenia zamkniętym myśleniem towarzyszy w poezji Szymborskiej (a więc także w jej najnowszym tomie) uporczywe poszukiwanie pozytywnej alternatywy – i równie usilne sprawdzanie jej wartości...
W centrum akceptowanego przez siebie sposobu widzenia świata umieściła poetka już dawno temu niepewność, zdziwienie i wiarę w to, iż pytania są istotniejsze od odpowiedzi. To centrum, gwarantujące natychmiastową rozpoznawalność intelektualnego (i poetyckiego) stylu Szymborskiej, pozostaje w „Chwili” w zasadzie niezmienne, o jego istnieniu zaś przypominają powracające w poszczególnych wierszach sformułowania. „Możemy na nią liczyć, / kiedy niczego nie jesteśmy pewni, / a wszystkiego ciekawi” – czytamy w rozważaniach o duszy (i jest to jeden z dowodów na to, iż dusza – mimo wskazywanych poprzednio wątpliwości – pozostaje dla poetki czymś istotnym). „Zbyt rzadko mnie to dziwi, a powinno” – mówi Szymborska, opisując cud „zaranności” zmienionej (bez świadków) w „poranność”. „Tylko dwie rzeczy mogę dla nich zrobić – / opisać ten lot / i nie dodawać ostatniego zdania” – tak kończy się wiersz „Fotografia z 11 września”. Najważniejszą zaś z definicji życia jest wedle poetki formuła „i bez ustanku czegoś ważnego / nie wiedzieć”.
Zapewne: dałoby się wykazać, iż takie centrum bywało (i nadal bywa) różnie przez Szymborską rozbudowywane, że to samo nastawienie na niepewność, zdziwienie, nieokreślenie – było na różne sposoby realizowane. W niczym nie zmienia to przedstawionego przed chwilą wniosku.
6. Można też rzec tak: zasadnicza niezmienność stylu myślenia łączy się w dziele Szymborskiej z różnym rozłożeniem akcentów, różnym sposobem hierarchizowania problemów. Ryzykując posłużenie się zbytnim uogólnieniem rzekłbym, iż w dawnych tomach poetki, od „Wołania do Yeti” po „Ludzi na moście”, na pierwszy plan wysuwała się kwestia poznania świata i wydobycia tkwiącej w jego strukturze dysharmonii, wzajemnego niedopasowania różnych odmian i poziomów istnienia; z kolei: w dwu tomach z lat ostatnich, czyli „Końcu i początku” oraz „Chwili”, silniej odzywa się kwestia przeżywania tego samego świata.
Mówiąc inaczej (i nadal posługując się koniecznymi uproszczeniami): stawką dawnych wierszy Szymborskiej było odsłonięcie prawdy i dostrzeżenie jej trudności, bolesności, problematyczności; stawką wierszy nowych i najnowszych jest przede wszystkim pogodzenie ze światem, oswojenie cierpienia, osiągnięcie wewnętrznej równowagi.
Albo, od jeszcze innej strony rzecz rozpatrując: podmiotem dawnych wierszy Szymborskiej bywał często ironista i sceptyk, w wierszach nowszych jest to równie często człowiek przeżywający i współodczuwający.
7. Intensywność emocji wpisanych w nowe wiersze Szymborskiej może się wielu czytelnikom wydać nieoczywista albo niewidoczna. Łatwo ten stan rzeczy zrozumieć... Autorka „Chwili” nie lubiła i nie lubi hałaśliwego eksponowania przeżyć. Natomiast bliskie jej są – wewnętrzne opanowanie, powściągliwość, wstydliwość uczuć... Ten rodzaj dyscypliny (estetycznej i etycznej zarazem), przeciwstawiającej się duchowi czasu, który nie zna pojęcia wstydu i zezwala wszystko sprzedawać – zrodził wielkie wiersze, takie jak „Kot w pustym mieszkaniu” z „Końca i początku” i „Słuchawka” z „Chwili”.
8. W wierszach, które Wisława Szymborska pisała w latach dziewięćdziesiątych (choćby w dwu przywołanych arcydziełach), dość liczne są ślady zetknięcia się z ciemnością, śmiercią, rozpaczą, nicością. Kilka lat temu, gdy (w sytuacji zbliżonej do dzisiejszej) mówiłem o smutku poetki, wydawało mi się nawet, że te ślady wpływają decydująco na tonację jej dzieła. Teraz trafność tamtych intuicji wydaje mi się częściowa, ograniczona. Ślady, owszem, pozostały, nie one jednak są punktem dojścia najnowszego tomu Szymborskiej.
Dlaczego tak jest? Poszukiwanie ostatecznej odpowiedzi na to pytanie prowadziłoby w stronę jednej z tych rozmów, co są (mówiąc słowami poetki) konieczne i niemożliwe. Porzucając zatem roszczenia pewności i pokusy psychologizowania – poprzestanę na sformułowaniu domysłu, który towarzyszył mi w trakcie wielokrotnej lektury „Chwili”.
Otóż: w wierszach tych, czytanych obok siebie, dostrzec można nie tylko odwagę spotkania z rozpaczą, ale także nakaz niepodlegania temu doznaniu i wolę wykroczenia poza jego granice. Ten nakaz (i ta wola) wynikają, być może, z przeświadczenia, że uleganie rozpaczy prowadzi w stronę wspominanego na początku tych uwag świata zamkniętego, uniemożliwiającego tak bliską poetce postawę niepewności i zdziwienia. Rozpacz (wraz z narzuconym przez nią językiem) w szczególny sposób zagarnia ludzkie doświadczenie, przesłaniając znaczną część prawdy o tym, co spotyka jednostkę i zbiorowość.
Konsekwencje wskazanego sposobu myślenia dalekie są od jednoznaczności. Jasne jest tylko to, że rozpaczy nie da się ominąć, nie zauważyć – drogi jej przekraczania są jednak różne i żadna z nich nie gwarantuje osiągnięcia zamierzonego celu...
Bywa tak, sugeruje poetka w „Fotografii z 11 września”, iż najlepszą albo jedynie dostępną formą współczucia (będącego wyrazem współuczestnictwa w bólu i chęci pocieszenia) jest niedodawanie ostatniego zdania. Bywają takie nieszczęścia, dopowiada w „Bagażu powrotnym”, których nie można zrozumieć i usprawiedliwić w dzisiejszym języku, języku dostępnego nam doświadczenia. Aby nie poddać się całkowicie ich oddziaływaniu, aby uchwycić choćby cząstkę ich sensu (albo bezsensu), trzeba na nie spojrzeć z dystansu obcego, dalekiego doświadczenia: „KOSMOS MAKROS / CHRONOS PARADOKSOS / Tylko kamienna greka ma na to wyrazy”.
W przywołanych przypadkach nakaz przekroczenia rozpaczy jest skuteczny w bardzo niewielkim, bardzo podstawowym wymiarze – gdyż jest powstrzymywany przez nakaz współuczestnictwa i współrozumienia. Bywają jednak drogi wyprowadzające z kraju ciemności znacznie skuteczniej. W wierszu „W zatrzęsieniu”, zaczynającym się od zwodniczo prostego stwierdzenia „Jestem kim jestem”, pisze Szymborska:
Ja też nie wybierałam,
ale nie narzekam.
Mogłam być kimś
o wiele mniej osobnym.
Kimś z ławicy, mrowiska, brzęczącego roju,
szarpaną wiatrem cząstką krajobrazu.
(...)
Mogła mi być odjęta
skłonność do porównań.
Mogłam być sobą – ale bez zdziwienia,
a to by oznaczało,
że kimś całkiem innym.
Możemy się zgodzić: bardzo to dziwny i względny sposób pocieszania... Ale przecież: przedstawiony właśnie wywód jest pocieszający... Równie paradoksalne jest rozumowanie, jakie znajdziemy w wierszu „Kałuża”. Opowiada on o dziecięcych lękach, każdą kałużę zmieniających w otchłań – w którą można wpaść, w której można być uwięzionym na zawsze. „Dopiero później przyszło zrozumienie: / nie wszystkie złe przygody / mieszczą się w regułach świata / i nawet gdyby chciały, / nie mogą się zdarzyć.” Doprawdy: trudno o bardziej przewrotną (albo: bardziej melancholijną) pochwałę reguł rządzących światem. Bez względu jednak na wieloznaczność (czy ironię) wskazanego rozumowania, jego skuteczność jest niewątpliwa. Lęk przed pustką i ciemnością – zostaje dzięki niemu opanowany, powstrzymany, zakwestionowany. Możliwy okazuje się dystans wobec siebie i wobec rzeczywistości. „Nie wszystkie złe przygody / mieszczą się w regułach świata”: oto gorzki, filozoficzny żart najwyższej próby. Oto pocieszenie, jakie rodzi się ze spotkania filozoficznych skłonności i poetyckiej wyobraźni...
9. Wykraczanie poza granice rozpaczy wiąże się z praktykowaną w poezji Szymborskiej filozofią człowieka. Ale jest to także (jak było, mam nadzieję, widać w przedstawionych przed chwilą uwagach) kwestia wybranego przez poetkę stylu.
Świata, takiego, jakim jest w swojej złożoności, nie da się (sądzi Szymborska) przedstawić w stylu nazbyt jednolitym, nastawionym na jedną tylko – choćby najistotniejszą – jakość. Styl wysoki, programowo przypominający swą wysokość, powaga bez końca rozpamiętująca swą poważność, tragizm nazbyt tragiczny – to nie są ulubione sposoby mówienia autorki „Chwili”. Nie są, bo gubią część ludzkiego doświadczenia, widzenia świata.
Bliższy temu doświadczeniu jest, wedle poetki, taki styl, w którym różne (a nawet: sprzeczne) jakości przełamują się i wzajemnie oświetlają – wspólnie budząc zdziwienie i ciekawość, wyobraźnię i zdolność współodczuwania.
Kiedy myślę o takim stylu, przypomina mi się pochwała komedyjek z czasów filmu niemego, jaką znaleźć można w tomie „Koniec i początek”. Mówi tam Szymborska:
Jeśli są aniołowie,
powinna – mam nadzieję –
trafiać im do przekonania
ta rozhuśtana na grozie wesołość,
nie wołająca nawet ratunku ratunku,
bo wszystko dzieje się w ciszy.
Ośmielam się przypuszczać,
że klaszczą skrzydłami
a z ich oczu spływają łzy
przynajmniej śmiechu.
Komentowanie tych słów byłoby czynnością tyleż ryzykowną, ile zbędną. Jeśli są aniołowie, to powinien – mam nadzieję – trafić im do przekonania sposób myślenia Wisławy Szymborskiej i trudne, bo dalekie od oczywistości pocieszenie, jakie daje jej poezja.
Uwagi te były pomyślane i przedstawione jako wprowadzenie do wieczoru autorskiego Wisławy Szymborskiej (PWST Kraków, 25 października 2002). O tomie „Chwila” (Kraków 2002, wydawnictwo Znak) pisałem poprzednio w szkicu „Pan Newton i mała dziewczynka” („TP” 36/2002).
|