Schulzowska summa Jerzego Ficowskiego


  
Nieruchomy cień

    Wojciech Lipowski



Jerzy Ficowski wytrwale podąża śladem autora „Sklepów cynamonowych” gromadząc rozproszone fragmenty jego dzieła i odtwarzając jego biografię. Najnowsza książka Ficowskiego to summa jego Schulzowskich poszukiwań.


19 listopada minie 60. rocznica śmierci Brunona Schulza. Ale wydanie książki zbiega się z jeszcze jedną rocznicą: przed sześćdziesięciu laty pierwsza lektura „Sklepów cynamonowych” i „Sanatorium pod Klepsydrą” stała się dla Jerzego Ficowskiego początkiem życiowej pasji. „Regiony wielkiej herezji i okolice. Bruno Schulz i jego mitologia” nie są prostym wznowieniem publikacji biograficznej, znanej od lat miłośnikom autora „Komety”. Dzieło Ficowskiego znajduje się w nieustannym ruchu, pojawiają się w nim, niczym w palimpseście, kolejne warstwy wyciągniętych z niebytu znalezisk. „Glosator i wyznawca” uzupełnia poczynione przed laty ustalenia, czasem korekty wprowadza sama rzeczywistość.
Teksty, które obecnie przynosi obszerna i niezwykle starannie wydana książka, mają różnorodny charakter i pochodzą z różnych okresów. Są wśród nich znane z osobnych wydań cykle „Regiony wielkiej herezji”, „Okolice sklepów cynamonowych” czy poświęcona słynnemu zbiorowi grafik Schulza „Xsięga bałwochwalcza”. Przemyślenia i refleksje zebrane w eseistycznej „Drugiej jesieni” opublikowanej w roku 1973, zostały – jak zaznacza autor – napisane niemal od nowa. 
Ficowski pominął w tej księdze epistolografię mającą ogromne znaczenie dla poznania życia i dzieła Schulza; zbiór listów pisarza, zebranych w latach 1942–1992, ma się ukazać osobno, z komentarzem i przypisami. Czytelnik otrzymuje teraz tylko „Listy niektóre” oraz, co najważniejsze, kilka niepublikowanych do tej pory tekstów – niezbędnych uzupełnień biografii twórczej „Czarodzieja z Drohobycza”. Całości dopełniają szkice rozproszone dotąd w czasopismach. Ta całość, to, jak pisze autor, owoc „zachłannych medytacji nad dziełem Schulza, zbierania wszelkich śladów życia, rekonstrukcji tragicznie przerwanej biografii, prześwietlania Schulzowskich arcymitów”. 

Księga Liter

Niewątpliwym rarytasem obecnego wydania jest prezentacja serii unikatowych iluminacji inicjałowych, jakie Bruno Schulz wykonał ołówkiem, prawdopodobnie w połowie lat 20., do katalogu książek swego przyjaciela Stanisława Weingartena. Po raz pierwszy mamy okazję oglądać reprodukcje niedostępnego wcześniej zbioru wraz z kompozycjami rysunkowymi, którymi Schulz opatrzył poszczególne karty spisu bibliotecznego urzędnika finansowego przedsiębiorstwa naftowego „Galicja”, bibliofila oraz konesera sztuki, zakochanego w twórczości plastycznej drohobyckiego artysty. Każda pozycja jego księgozbioru opatrywana była także ekslibrisem autorstwa Schulza. 
„Katalog Weingartena” ma postać książki, której okładki opatrzono rysunkami wykonanymi tuszem. Właściciel przez lata używał prezentu Schulza, wpisując doń nabywane książki. W opinii badacza, rysunki na kartach katalogu miały charakter szkiców. Wykonane w nietrwałej ołówkowej technice, stanowiły wstęp do opracowania ostatecznej wersji, która już nigdy nie powstała. 
Jerzy Ficowski nie dokonuje interpretacji rysunków Schulza. Wobec niedostępności poszczególnych wpisów katalogowych trudno bowiem ocenić, czy kompozycje pełniły jedynie funkcję ilustracji konkretnych pozycji katalogu, czy stanowiły graficzne echa schulzowskich zmitologizowanych fabuł.
 
Bezimienny depozytariusz tajemnic

Dzieje korespondencji i spotkań autora „Regionów...” z Józefiną Szelińską utrwala drukowany po raz pierwszy szkic „J[...] Bezimiennna”. „Zawdzięczam jej niemało wiadomości o Czarodzieju z Drohobycza, ale także – nieco świadomych przemilczeń i przeinaczeń” – stwierdza Ficowski, przywołując, ukrytą pod maską stanowczości, wrażliwą czy wręcz lękliwą osobowość „oficjalnej narzeczonej” Schulza. Szelińska, której dedykowane zostało „Sanatorium pod Klepsydrą”, autorka wydanego pod nazwiskiem Schulza przekładu „Procesu” Kafki, do końca życia zastrzegła prawo ukrywania tożsamości pod literą J i kwadratowym nawiasem. Dlatego Jerzy Ficowski zmuszony był do zastąpienia tym inicjałem wszystkich śladów jej obecności w spuściźnie epistolarnej Schulza, wydając przed laty „Księgę listów”. 
Dzięki jej relacjom udało się jednak badaczowi utrwalić historię tej znajomości. Szelińska bała się własnej przeszłości i teraźniejszości. Była katoliczką (jej rodzice zmienili wyznanie mojżeszowe na rzymskokatolickie), lecz ciążyła jej świadomość związków ze środowiskiem, którego kulturę i charakter odrzucała. Porażka związku z Schulzem – mimo oddania i miłości – brała się z niemożności pogodzenia różnic wyznaniowych. Schulz pisał o tym w jednym z listów do Romany Halpern: „Moja narzeczona jest katoliczką (...). Są pewne przyczyny, dla których nie może ona wystąpić z wyznania katolickiego. Ja zaś nie chcę przyjąć chrztu. Dla niej zrobiłem tylko to ustępstwo, że wystąpiłem z gminy żydowskiej”. 
Szelińska pozostała muzą Schulza, wierną miłośniczką jego twórczości plastycznej, pomagała mu przezwyciężyć „zaklęcie we własną samotność”. Z czasem weszła do galerii kobiet, które mocno zaznaczyły swoją obecność w życiu autora „Sklepów cynamonowych”, obok Zofii Nałkowskiej – patronującej debiutowi protektorce pisarza, Debory Vogel, Romany Halpern, u której szukał rady i dobrego słowa, czy Anny Płockier nazwanej „ostatnią muzą” Schulza. W ostatnią samobójczą wyprawę (bo pierwszą próbę samobójstwa podjęła już w młodości) zabrała nieco przemilczeń i tajemnic.

Autoportrety, rysunki, szkice

Andrzej Chciuk w „Opowieści o Wielkim Księstwie Bałaku” naszkicował portret Schulza: „Niski, o czarnych płonących oczach, zawsze jak gdyby trochę niedzisiejszy, ze wzburzoną stale czupryną, też czarną i niespokojną, z wychodzącymi ciągle poza koniec rękawa mankietami koszuli, najczęściej w popielatym ubraniu, nerwowy w każdym ruchu, a spokojny w każdym słowie”. Podobne wizerunki autora „Księgi”, w różnych konstelacjach tematycznych, wariantach formalnych, przetworzone przez wyobraźnię i fantazję, prowadzą cichą egzystencję we fragmentach jego ocalonej spuścizny plastycznej. Schulz w portretach i rysunkach utrwalał własną postać, czasem szkicował tylko cień bądź wcielał się w role innych ludzi. Jerzy Ficowski pisze, że prawie cała twórczość plastyczna Schulza jest autoportretem. Odnalezienie rysów jego twarzy lub postaci nie nastręcza większych trudności, gdy oglądamy np. grafiki „Xsięgi bałwochwalczej”.
Artysta uważnie obserwował ludzi oraz rzeczywistość; stanowiło to podstawę dla, jak pisze autor książki, „magicznej mityzacji zjawisk”. Utrwalenie postaci czy przedmiotów służyło bowiem odsłonięciu innego obrazu istnienia, ukrytego sensu bytu. W „Mityzacji rzeczywistości” Schulz notował: „Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste. Każdy fragment rzeczywistości żyje dzięki temu, że ma udział w jakimś sensie uniwersalnym”. Niejednokrotnie wizerunek autorstwa Schulza stanowił nie tylko plastyczny opis właściwości portretowanego człowieka, ale także obraz jego biografii wewnętrznej. 
Nieliczne portrety, które uniknęły zniszczenia, stanowią odbicie bogactwa wyobraźni, są też często jedynym świadectwem przerwanych tragicznie losów. Reprodukowane w książce wizerunki Emanuela Pipla, Stanisława Weingartena, Ludwika Hoffmana, matki pisarza czy rozmaitych anonimowych osób to tylko mały fragment wielkiej sztuki plastycznej Schulza, w której zespoliły się realność i fantazja.

Zakończenie bajki

Ostatni rozdział książki Ficowskiego poświęcony jest zeszłorocznym wydarzeniom, związanym z odkryciem malowideł ściennych, wykonanych w 1942 roku przez Schulza na „zlecenie” gestapowca Feliksa Landaua w jego drohobyckiej willi, a następnie ich kradzieżą dokonaną przez wysłanników instytutu Yad Vashem. Malowidła w willi Landaua to ostatni akord twórczości Schulza. Ozdabiając dziecinny pokój baśniowymi, kolorowymi kompozycjami, artysta przedłużał w ten sposób własne życie. „Mecenas” w zamian za niewielkie racje żywności wymuszał na nim realizację tego zamówienia. 
Dawny uczeń i pomocnik Schulza, Emil Górski, wspominał, iż posłużył się on w swojej pracy jedyną dostępną wówczas formą sprzeciwu wobec nakazu zleceniodawcy: utrwalone na ścianach pokoju bajkowe postaci odzwierciedlały rysy twarzy osób, wśród których pisarz żył. Tragizm i męczeństwo Żydów, pozbawienie godności i prawa do życia, w końcu ich Zagłada zostały odciśnięte w fantastycznych konterfektach błędnego rycerza, srogiej czarownicy, krasnala czy w znanym schulzowskim motywie woźnicy kierującego powozem.
Wieloletnie poszukiwania tych fresków, prowadzone w Drohobyczu na własną rękę przez Ficowskiego, pozostawały bezowocne. Dopiero w lutym 2001 roku niemiecki filmowiec-dokumentalista Benjamin Geissler odnalazł w zaniedbanym domu część polichromii. Zajęli się nią polscy i ukraińscy eksperci, zagrożone zniszczeniem malowidła, wymagające pilnego zabezpieczenia, zaczęto stopniowo odkrywać... 
W maju świat obiegła wiadomość o ich wywiezieniu przez ludzi, którzy przywłaszczyli sobie prawo do tej wyjątkowej spuścizny. Wyłoniona z niebytu, prawdopodobnie ostatnia pamiątka, jaka pozostała po pisarzu w jego rodzinnych stronach, opuściła „miasto marzeń” i kraj „niski, rozległy i fałdzisty, jak płaszcz Boga zrzucony kolorową płachtą u progów nieba”.

*

Księga Jerzego Ficowskiego, uzupełniona wierszami o Schulzu i zilustrowana reprodukcjami jego dzieł plastycznych, to najpełniejsza dziś dokumentacja spuścizny autora „Sanatorium...”, kronika życia artysty, ale także próba wyjaśnienia i zrozumienia fenomenu jego mitologii. Chwila ku temu odpowiednia, bowiem, jak można przeczytać w otwierającym książkę wierszu, „Jego cień nieruchomy tynkiem zarasta”... 


Jerzy Ficowski, „Regiony wielkiej herezji i okolice. Bruno Schulz i jego mitologia”, Sejny 2002, Fundacja Pogranicze.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 46 (2784), 17 listopada 2002


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl