Wymarzona rosyjska Powszechność


   Andrzej de Lazari



„Nową” książkę Andrzeja Walickiego połknąłem, ale głód pozostał. „Nowa” w cudzysłowie, gdyż przeleżała w wydawnictwie kilka lat, a głód – gdyż zabrakło w niej przynajmniej posłowia, umiejscawiającego dziewiętnastowieczne spory w dzisiejszej rzeczywistości. 


Bo przecież w „prawosławnym” myśleniu rosyjskim nic się nie zmieniło, w dalszym ciągu Zachód i katolicyzm pozostaje dla niego wrogiem i argumenty są te same – to chyba pierwszy wniosek, wypływający z lektury kolejnego, wspaniałego dzieła mojego nauczyciela dla tych, którzy obserwują dzisiejsze zmagania Rosjan z katolicyzmem (z Polską w tle). 
Andrzej Walicki należy do tych polskich uczonych, którzy potrafili w rzeczywistości PRL zachować wolność intelektualną, świadomie ignorując ideologiczne zakazy i nakazy. Nie ma w jego dorobku ani jednej książki, która utraciłaby wartość naukową. Nigdy nie pisał na czyjekolwiek zamówienie, pozostając w nauce niewzruszonym liberałem. Pewnie dlatego wśród jego przyjaciół i korespondentów znaleźli się m.in. sir Isaiah Berlin oraz Czesław Miłosz. Dlatego jego rozprawy publikowane były w Anglii, we Włoszech, Hiszpanii, Japonii i innych tzw. krajach kapitalistycznych (z publikowaniem w Rosji ma kłopoty do tej pory). 
W historii myśli filozoficznej zapisał się na stałe jako współtwórca (obok Bronisława Baczki, Leszka Kołakowskiego i Jerzego Szackiego) warszawskiej szkoły historii idei. Jego książki stały się podręcznikami kilku pokoleń filozofów, historyków, filologów i politologów interesujących się myślą rosyjską i polską. Taki los czeka oczywiście także omawianą książkę, ale...

Cztery razy „ale”

Ale 1. Moje pokolenie będzie nieco zawiedzione. Walicki niczego tu nie odkrył. To, o czym napisał, odnajdywaliśmy we wcześniejszych jego polskich lub angielskich rozprawach („W kręgu konserwatywnej utopii”, Warszawa 1964; „Filozofia a mesjanizm”, Warszawa 1970; „Rosyjska filozofia i myśl społeczna od Oświecenia do marksizmu”, Warszawa 1973; „Catholicism and the Eastern Church in Russian Religious and Philosophical Thought”, „Soviet Union” 1988, nr 1, i in.). Młodsi natomiast będą usatysfakcjonowani – cały temat w jednym tomie.
Ale 2. A jednak nie cały, bo tylko do końca XIX wieku. Więc wiek XX i tę najciekawszą współczesność przyjdzie im studiować gdzie indziej. Szkoda, gdyż Walicki wspaniale orientuje się w zakamarkach tak myśli sowieckiej („Marksizm i skok do królestwa wolności. Dzieje komunistycznej utopii”, Warszawa 1996), jak i postsowieckiej (kilkakrotnie występował w dyskusjach o współczesnej Rosji, m.in. na łamach pisma „Woprosy Fiłosofii”). Czyżby współczesna Rosja nie była dla niego Rosją, a w niej nie było sprawy katolicyzmu i Polski? Bzdura. Stąd mój żal, że nie znalazłem w książce przynajmniej posłowia.
Ale 3. Na marginesie pozostawił Walicki oficjalną „myśl cerkiewną” oraz „państwowo-urzędniczą”. Jego książka ogranicza się do problemu: „dziewiętnastowieczni intelektualiści rosyjscy wobec katolicyzmu i – przy okazji – sprawy polskiej”, a ci z reguły byli przecież w opozycji wobec oficjalnej Cerkwi i państwa. Z reguły nie oni kształtowali zaborczą i rusyfikacyjną politykę Rosji wobec Polski i Kościoła katolickiego. Mało tego – za swoje poglądy byli w najlepszym razie „leczeni” (jak Piotr Czaadajew) lub spotykali się z pełnym niezrozumieniem ze strony władz cerkiewnych i świeckich (jak słowianofile, Dostojewski, Leontjew i Sołowjow). 
Ale 4. Nie rozumiem roli, jaką w książce o stosunku do katolicyzmu dziewiętnastowiecznej myśli rosyjskiej spełnia ostatni rozdział o „rosyjskim socjalizmie” Aleksandra Hercena jako odpowiedzi na mesjanizm polski. Hercen nie miał żadnego wpływu na postrzeganie katolicyzmu przez Rosjan, miał natomiast wpływ na postrzeganie Polski, ale nie „katolickiej”, a „rewolucyjnej”, powstańczej. I zbankrutował na tym.
Czy owe „ale” umniejszają wartość książki? Absolutnie nie! Zasugerowałem się tytułem oraz Wydawnictwem Prószyński i S-ka i spodziewałem się czegoś na wzór Walickiego „Polskich zmagań z wolnością” (Universitas, Kraków 2000) – dzieła naukowo-publicystycznego, a nie w stu procentach naukowego. 

Utopie rozumne i nierozumne

Gdy Aleksander Sołżenicyn odbierał w 1970 roku Nagrodę Nobla, powtórzył piękną myśl romantyka Apollona Grigorjewa, iż „narody są bogactwem ludzkości, to jej uogólnione osobowości; najmniejszy z nich zawiera w sobie szczególne barwy, ukrywa w sobie szczególną granicę Bożego zamysłu”. I wielu innych współczesnych Rosjan wciąż utożsamia historiozofię z eschatologią, i są przekonani o świętości Rusi oraz jej niezwykłym przeznaczeniu (tu, choć „po świecku”, Aleksander Hercen ze swoim „rosyjskim socjalizmem” antycypuje współczesne rosyjskie poszukiwania „trzeciej drogi”). 
Dla mnie jest to świadectwo pozostawania sporej części myśli rosyjskiej w światopoglądzie romantycznym, przeciwstawiającym rosyjskie „czucie i wiarę” zachodniemu „szkiełku i oku”. Andrzej Walicki swoją książką pomaga mi utwierdzić się w tym przekonaniu. Śledząc myśl rosyjską wobec „wyzwania katolickiego” od Czaadajewa do Sołowjowa pokazuje, że utopia romantyczna jest podstawą postrzegania świata przez najwybitniejszych Rosjan – nauczycieli Aleksandra Sołżenicyna i szeregu innych „poszukiwaczy trzeciej drogi” dla Rosji. Wszyscy oni w swym filokatolicyzmie (Czaadajew, Pieczerin, Gagarin, Sołowjow) lub antykatolicyzmie (Iwan Kirejewski, Chomiakow, Tiutczew, Iwan Aksakow, Dostojewski i wielu innych) odwoływali się do utopijnej wizji Powszechności (w zasadzie należałoby tu mówić o stosunku Rosjan do Kościoła rzymskokatolickiego, bo przecież katolickość = powszechność). Owa Powszechność miała się urzeczywistnić w tak czy inaczej zjednoczonym chrześcijaństwie, z Kościołem rzymskokatolickim lub bez niego, z rosyjską Cerkwią prawosławną lub bez niej, z połączonymi Kościołem i Cerkwią lub bez Kościoła i Cerkwi jako instytucji (jak np. w spolegliwie anarchistycznej utopii Lwa Tołstoja). Zawsze na pierwszym miejscu była jednak utopijna Powszechność (nawet Chrystus schodził na drugi plan), wypływająca z utopijnej „wszechmiłości” (wspieranej niejednokrotnie pochwałą bagnetu, jak np. w wypowiedziach Dostojewskiego podczas powstania styczniowego i wojny rosyjsko-tureckiej), realizowana w utopijnej wspólnocie („obszczinie” – słowianofile), soborowości (Chomiakow), wszechjedni (Sołowjow) itp., by wreszcie urzeczywistnić się w mrowisku sowieckim. 
Tego ostatniego w książce Walickiego już nie ma. Nie ma też myśli, że w gruncie rzeczy dla nas współczesnych mało istotne jest, którzy z Rosjan byli filokatoliccy, a którzy antykatoliccy. Jedni i drudzy budowali ideę utopijnej Powszechności, a nie można przecież, jak mówi sam Walicki za Friedrichem Hayekiem, „przecenić wpływu, jaki w dłuższym okresie wywierają idee”. 


Andrzej Walicki, „Rosja, katolicyzm i sprawa polska”, Warszawa 2002, Wydawnictwo Prószyński i S-ka.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 46 (2784), 17 listopada 2002


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl