Małe wydawnictwo z dużymi ambicjami


 
„Czarne” w środku Europy

  Michał Kuźmiński



Zaczęło się od jednej książki. Monika Sznajderman i Andrzej Stasiuk mieszkali wtedy w bardzo małej, właściwie już nieistniejącej, bo składającej się tylko z jednego domu wsi Czarne w Beskidzie Niskim.


On – urodzony w 1960 roku prozaik, poeta i eseista o burzliwej biografii. Znalazła się w niej działalność antypeerelowska, dezercja z wojska, półtora roku więzienia, a przede wszystkim kilkanaście książek, takich jak „Mury Hebronu”, „Opowieści galicyjskie” czy „Biały kruk” zekranizowany przez Jerzego Zalewskiego. I miłość do gór – w 1987 roku porzucił Warszawę dla Beskidów. 
Ona – antropolog kultury z doktoratem, autorka książek o kulturze popularnej, mitach współczesnej zarazy i aniołach. Był rok 1996, oboje ledwie wówczas wiązali koniec z końcem. I wtedy pojawił się pomysł, żeby „Przez rzekę”, tom opowiadań Stasiuka, wydać własnym sumptem. Książkę wydrukowali u redemptorystów. Miało być jednorazowo, ale zaraz potem postanowili przypomnieć czytelnikom „Pierścień z papieru” nieżyjącego już emigranta Zygmunta Haupta. Wydawnictwo nazwali „Czarne”, od nazwy nieistniejącej wsi, w której mieszkali. „Nie było nic logiczniejszego – mówi Monika Sznajderman – poza tym ta nazwa ma podwójną konotację, z miejscem i z kolorem. I do tej pory sama nie wiem, czy powinna się odmieniać jak miejscowość czy jak kolor.”
Potem wydawnictwo wraz z założycielami wędrowało po Beskidzie Niskim, aż wreszcie osiadło w Wołowcu pod Sękową, na granicy Magurskiego Parku Narodowego. Nowa siedziba miała już mniej wdzięczną nazwę, pozostało więc „Czarne” – małe wydawnictwo z wielkimi ambicjami.

Inna strategia

Pierwsza ambicja to autorzy. Sznajderman i Stasiuk skupili się na współczesnej polskiej prozie, początkowo też na poezji. Dziś już poezji raczej nie wydają, ale wśród książek „Czarnego” znalazły się m.in. tomiki „Krótka historia przeistoczeń (epigramaty)” Jarosława Klejnockiego (1999) czy Marcina Świetlickiego „Pieśni profana” (1998) i jego najnowszy zbiór „Czynny do odwołania” (2001). Autorzy oficyny to między innymi także Henryk Grynberg, Krzysztof Varga, Natasza Goerke i oczywiście sam Stasiuk.
Druga ambicja to seria „Europa Środkowa”. „Kiedy uświadomiliśmy sobie, że mieszkamy na pograniczu krain i kultur, przyszło nam do głowy, że nie ma nic bardziej odkrywczego i przyjemnego jednocześnie niż podróżowanie w przestrzeni i kulturze – opowiada Monika Sznajderman – po tej naszej Europie Środkowej, gdzie mieszkamy”. To było odkrycie literatur niemal zupełnie Polakom nieznanych: węgierskiej, rumuńskiej, litewskiej, ukraińskiej czy serbskiej. W przygotowaniu są książki Niemców z Banatu i Węgrów z Siedmiogrodu. Trwają też starania o prawa do debiutanckiej książki Renaty Serelyte, 32-letniej litewskiej pisarki młodego pokolenia, o której po tegorocznych targach książki we Frankfurcie rozpisywała się niemiecka prasa. Z kolei na targach w Krakowie „Czarne” promowało wydaną właśnie „Wizytę arcybiskupa” Ádáma Bodora, tegorocznego laureata Węgierskiej Nagrody Literackiej, najważniejszego wyróżnienia literackiego w tym kraju.
O wydaniu książki decyduje zmysł Moniki Sznajderman i oczywiście zdanie Stasiuka. „Należę niestety do tych wydawców, którzy wzdragają się przed wydaniem drugiej książki autora, jeśli uważają, że jest ona dużo słabsza niż pierwsza” – mówi szefowa „Czarnego”. To zupełnie inna strategia niż ta, którą stosują duże wydawnictwa. Tam, gdy raz zainwestuje się w promocję nazwiska, eksploatuje się jego posiadacza na dobre i na złe. Monika Sznajderman marzy wprawdzie o wydawaniu serii autorskich, ale – jak mówi – stawia raczej na tytuł niż na autora. „...choć pewnie cierpi na tym wydawnictwo” – dodaje.

Nie pójść z torbami

Nie zawsze też się udawało. Były i takie książki, które sprzedawały się po prostu źle. Taki los spotkał „Historię z chmury” Mariusa Ivaškevičiusa z Litwy czy „Okręg Sinistra” – pierwszą wydaną przez „Czarne” powieść Bodora. „Może zadziałała bariera kulturowa, może były za trudne w odbiorze – zastanawia się Monika Sznajderman – bo przecież staraliśmy się dotrzeć z nimi do wszystkich zainteresowanych środowisk. Niestety, recenzje w pismach ambitnych słabo przekładają się na sprzedaż książki. Liczą się niemal wyłącznie kolorowe magazyny, Empik News i telewizja”.
Jak w kraju, gdzie czyta się tak mało, prowadzić małą oficynę wydającą taką literaturę i nie pójść z torbami? „Nie liczyć kosztów! – śmieje się Monika Sznajderman – ponieważ nie liczę kosztów jako ryczałtowiec, mogę sobie pozwolić na bujanie w obłokach”. Tak naprawdę sporą rolę odgrywają dotacje. Przy ministerstwach krajów, z których pochodzą autorzy, działają odpowiedniki naszego Instytutu Adama Mickiewicza, wspierające tłumaczenia swojej literatury. A oprócz nich jest w Europie Zachodniej kilka pomocnych organizacji. I tak na przykład „Wylinka” Simony Popescu z Rumunii została przez „Czarne” wydana z finansową pomocą OSI-Zug Foundation, OSI Center for Publishing Development („OSI” to skrót Instytutu Społeczeństwa Otwartego w Budapeszcie) i Fundacji im. Stefana Batorego, w ramach projektu „East Translates East”. „To nie tak, jak sądzą niektórzy, że z takiej pomocy można sobie jeszcze kupić samochód – tłumaczy Monika Sznajderman – te pieniądze pozwalają pokryć koszty tłumaczenia. Pozostają koszty redakcji, druku, promocji...”
Ale właścicielka „Czarnego” nazywa to wszystko kroplą, która drąży skałę – liczy na to, że może Polacy zaczną dzięki nim postrzegać literaturę Europy Środkowej jako część swojej świadomości kulturowej. „Chcąc przeczytać dobrą powieść nie trzeba koniecznie kierować się przekonaniem, że musi to być powieść amerykańska – mówi – może to być na przykład książka litewska albo ukraińska. Jest tam tak dużo pisarzy, że sama mam problem z wyborem”.
Do wydawania niektórych książek trzeba odwagi. W przypadku wołowieckiej oficyny taką pozycją była na pewno „Heroina” Tomasza Piątka. To na wpół autobiograficzna historia rzutkiego dziennikarza uzależnionego od jednego z najsilniejszych narkotyków. „To, że książka w gruncie rzeczy wymierzona jest przeciw narkotykom, wynika z fabuły, a nie z natrętnej agitacji głównego bohatera – mówi Katarzyna Siemieniec, studentka – na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że wręcz je promuje”. Tomasz Piątek był przez dwa lata uzależniony od heroiny. Powieść była dla niego nie tylko autoterapią, „opowiedzeniem nałogu”, ale i debiutem powieściopisarskim – niedługo później wydał w oficynie Moniki Sznajderman „Kilka nocy poza domem”, tym razem rzecz w konwencji kryminału.
„Po »Heroinie« sięgnęłam po »Tequilę« – śmieje się Katarzyna, opowiadając o powieści Krzysztofa Vargi, monologu wokalisty punkowego, snutym podczas niesieniu trumny kolegi z zespołu – i kupiłam ją, chociaż w porównaniu do objętości była zwyczajnie za droga”.
Jak mówi Monika Sznajderman, jedynym kryterium wyboru w wydawnictwie „Czarne” jest to, czy rzecz warto wydać. „Tak samo było z »Heroiną« – mówi. – Nie byłam pewna losu tej książki, jako że Piątek był autorem zupełnie nieznanym. Tym niemniej był to drugi z maszynopisów do nas przysłanych, które zdecydowaliśmy się opublikować”. Drugą książką „z ulicy”, jaką wydało „Czarne”, była – nomen omen – „Ulica” Daniela Odiji.

Plany, plany...

Rekordowy rok przyniósł wydawnictwu z Wołowca siedemnaście wydanych książek. Nigdy jeszcze nie przekroczyło dwudziestu, ale być może w przyszłym się to zmieni, bo Monika Sznajderman przyznaje, że ma ogromne kłopoty z ograniczaniem się. W przyszłorocznych planach są dwie książki Herty Müller, ubiegłorocznej kandydatki do Nagrody Nobla, Niemki pochodzącej z rumuńskiego Banatu, między innymi „Sercątko” – opowieść o przyjaźni w czasach dyktatury Ceaucescu. Będzie też „Perwersja” Jurija Andruchowycza, najgłośniejsza książka znanego ukraińskiego pisarza, który w „Czarnym” wraz ze Stasiukiem wydał zbiór „Moja Europa. Dwa eseje o Europie zwanej Środkową”.
„Nie ukrywam, że gdyby trafiła mi się bardzo dobra powieść z Europy Zachodniej, na pewno bym ją wydała” – deklaruje Monika Sznajderman. Okazja się nadarza, jako że Wydawnictwo Jacek Santorski zaproponowało „Czarnemu” koedycję szwedzkiego bestselleru „Popularna muzyka z Vittuli” Mikaela Niemi. „To nasze pierwsze wyjście z kręgu ambitnej książki środkowoeuropejskiej w nurt bardziej popularny – mówi Sznajderman – ale w jak najlepszym tego słowa znaczeniu”.
Koedycje wydawnictwo „Czarne” prowadzi już od dwóch lat z „Lampą i Iskrą Bożą” Pawła Dunina-Wąsowicza. Wspólny projekt ma pokazywać nowe nazwiska w polskiej prozie. W edycji „Czarna Lampa” ukazała się między innymi właśnie „Tequila” Vargi.
I ta właśnie książka, wraz z „Zimą” Stasiuka i zbiorem „Czynny do odwołania” Świetlickiego kandydowała w tym roku do Nike; Świetlicki i Varga znaleźli się w finałowej siódemce. W zeszłym roku kapituła nagrody nominowała wydane w „Czarnym” książki „Wszyscy nasi drodzy zakopani” Dariusza Suski i „Tekturowy samolot” Stasiuka. Samo wydawnictwo nominowano zaś na 47. Międzynarodowych Targach Książki w Warszawie do nagrody Ikara.

*

Mała oficyna z dużymi ambicjami sprawuje się na rynku wydawniczym bardzo dzielnie. I z perspektywy Beskidu Niskiego pokazuje Europę Środkową. Nie pomijając najbliższego sąsiedztwa. Gmina Sękowa, w której Stasiukowie mieszkają, to tereny popegeerowskie, gdzie w najbardziej wysuniętych w góry terenach bezrobocie sięga stu procent. Monika Sznajderman i Andrzej Stasiuk założyli Stowarzyszenie Rozwoju Sołectwa Krzywa, które zbiera pieniądze na wyposażenie tutejszej szkoły, na wycieczki i obozy integracyjne dla dzieci. W lipcu fotoreporter Piotr Janowski z „Gazety Wyborczej” wymyślił dla tych dzieci warsztaty fotograficzne. Tak powstał album „Świat. Fotografie dzieci z Jasionki i Krzywej”. Pieniądze z jego sprzedaży trafią do Stowarzyszenia. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 46 (2784), 17 listopada 2002


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl