
Przeczytane
Joanna Olczak-Ronikier
Tom szkiców Adama Zagajewskiego „Obrona żarliwości” imponuje odwagą.
Bo trzeba odwagi, by przypominać w naszych przyziemnych czasach, że istniały kiedyś w polskim języku takie anachroniczne pojęcia jak entuzjazm, zachwyt, rozpacz, uniesienie, pasja, natchnienie. Formuła „styl wysoki” – dziś śmieszy. W modzie jest styl ironiczny, drwiący, kolokwialny, degradujący rzeczywistość do spraw płaskich i trywialnych. Patos, górnolotność zbyt często wykorzystywane były przez historię i ideologię. Więc jesteśmy nieufni. Wolimy błaznować.
Tymczasem Zagajewski nie boi się przywracania zdeprecjonowanym nazwom ich właściwych treści. Dzięki niemu uświadamiamy sobie, że „żarliwość” ma w swoim źródłosłowie „żar”, ów wykradziony bogom prometejski dar: płomień, ciepło, światło – życiodajne elementy, bez których ludzkość nie przetrwałaby na ziemi.
„Potrzebujemy żarliwości tak jak potrzebujemy poezji, tak jak potrzebujemy piękna” – mówi poeta. „Poezja to małe ziarnko zachwytu, jakie zmienia smak świata” – przypomina. Żarliwie zachęcam do przeczytania tej książki.
ADAM ZAGAJEWSKI,
„OBRONA ŻARLIWOŚCI”. Kraków 2002,
Wydawnictwo a5.
Michał Głowiński
Theo Richmond postanowił napisać książkę o mieście, z którego wywodziła
się jego rodzina i o którym wciąż słyszał za młodu – o żydowskim Koninie. Urodzony w Anglii, nie znający polskiego, żydowskiego i hebrajskiego, intensywnie zabrał się do rzeczy – i rozpoczął poszukiwania. Jego pasjonująca, choć nieco zbyt obszerna książka to historia odtwarzania rzeczywistości zmiecionej z powierzchni ziemi, to swoista po-holokaustowa archeologia, zmierzająca do przedstawienia tych form życia, po których zostały nieliczne ślady.
Na opowieść Richmonda składają się trzy ściśle ze sobą splecione wątki. Pierwszy to relacja o autorskich poszukiwaniach, o śledzeniu śladów i reaktywowaniu pamięci. Drugi tworzą sylwetki i biografie tych kilkudziesięciu wywodzących się z Konina Żydów, którzy przeżyli Zagładę; wówczas, gdy autor z nimi się spotykał, byli już starcami, nie zawsze chętnie wracającymi do zaznanych koszmarów. Trzeci zaś to zbudowany z fragmentarycznych wiadomości obraz życia konińskich Żydów do czasu, w którym zostali wymordowani, obraz nasycony szczegółami, pokazujący życie, które bezpowrotnie się skończyło. Dzieło wieńczy opowieść o wizycie autora w dzisiejszym Koninie.
Jest to książka o niekwestionowanych walorach dokumentarnych, ale też świetna literacko. Została ona znakomicie przełożona przez Piotra Szymczaka, co podkreślam tym chętniej, że wciąż jest się skazanym na kontakty z przekładowym tandeciarstwem.

Theo Richmond, „Uporczywe echo.
Sztetl Konin – poszukiwanie”.
Przełożył Piotr Szymczak.
Wyd. Media Rodzina, Poznań.
|