O pierwszym pełnym wydaniu „Dziennika” Karola Irzykowskiego


Spór i wartość


Izabela Poprawa



„Żyję tylko raz na miliony lat – dlatego chcę tak żyć, jakbym chciał być wszystkim, Bogiem, człowiekiem, całym światem. Trzeba chcieć ogarnąć wszystko, nie dać się porwać, ale samemu porywać.” Irzykowski postępuje zgodnie z tą deklaracją. Poddaje się nieustannej autoanalizie,
by mieć kontrolę nad swoim życiem.




„Dziennik” Karola Irzykowskiego ukazuje się w ramach „Pism”, edycji rozpoczętej w 1976 r. Dwa tomy, liczące w sumie ponad 1300 stron (tom I zawiera zapisy z lat 1891–1897, tom II – z lat 1916–1944), obejmują tylko część diariusza wybitnego krytyka – tę, która nie uległa zniszczeniu podczas wojny. 
Jest to pierwsze tak pełne wydanie. Wcześniej, w 1964 roku opublikowano „Notatki z życia, obserwacje i motywy”: obszerny wybór przygotowany przez Andrzeja Dobosza i opatrzony wstępem Stefana Kisielewskiego. O skrótach w nim dokonanych informowała nota od redakcji, z jednym wyjątkiem. Otóż nie zaznaczono w niej – działała przecież czujna PRL-owska cenzura – że w partiach dotyczących II wojny światowej pominięto wszystkie fragmenty, w których Irzykowski komentuje ówczesną politykę sowiecką. A jest to wątek ważny. Pokazuje, że autor „Pałuby” był bardzo przewidujący i zupełnie pozbawiony złudzeń co do prawdziwego oblicza Stalina i jego zamiarów względem Polski. 

Klejnoty i rupiecie
Nie wiemy, czy Irzykowski chciał, aby dziennik został wydany. Początkowo na pewno o tym nie myślał: „Będę spokojnie prowadził pamiętnik dla siebie samego” (1 X 1891). Ale później zastanawiał się nad tym wielokrotnie: „Nie znalazłem nikogo wśród Polaków (...) komu bym zaufał i powierzył swoje pamiętniki, listy, aby sam ocenił, co z nich wybrać, co zniszczyć. Jedyny był Karol Koniński” (18 II 1943). 
Rozpoczęte dzieło opatrzył następującym komentarzem: „No, nareszcie i ja mam swój dziennik do pisania, co ślina na język przyniesie.” Kiedy indziej nazwał je „magazynem, gdzie składam wszystkie moje klejnoty, rupiecie (...)”. Notatki robione przez całe dorosłe życie tworzą w sumie układ niejednorodny, wielowątkowy, niespójny. Jest to nie tylko efekt okoliczności zewnętrznych, ale także wynik sposobu zapisywania: braku systematyczności w notowaniu i prowadzenia kilku zeszytów naraz, wreszcie braku jednej idei, czym dziennik ma być. A miał być wprawką przed pisaniem poezji i dramatów. Poza tym kilkakrotnie Irzykowski wspomina, że dziennik „zastępuje (...) przyjaciela”. I jeszcze stwierdza: „pragnę pisaniem tak wiele wyrzucić z mej duszy”. 
Znajdziemy zatem w „Dzienniku” aforyzmy, refleksje o przeczytanych książkach, własne próby literackie i własne do nich komentarze, obserwacje socjologiczne, zapisy snów i partii szachowych, listy, wiersze, odtworzone fragmenty rozmów, polemiki, komentarze do bieżących wydarzeń, wspomnienia, złośliwości, intymne wyznania, świadectwa megalomanii, samooskarżenia, insynuacje, wybuchy złości itd. Jedne formy przechodzą w drugie, zapisane tak, jak je w danym momencie dyktowała myśl i emocja diarysty. Toteż to, co poznajemy, jest najczęściej niepełne, jednostronne, można by powiedzieć – dane w stanie surowym, gdyż pozbawione kontekstu i nie zawsze poddane kontroli intelektu i smaku. 
Nic dziwnego zatem, że w recenzjach z „Notatek...” mówiono o rozczarowaniu czy oburzeniu, niektóre zaś zapisy nazwano wręcz patologią. To prawda, ze względu na nierzadko ekshibicjonistyczny i drastyczny charakter, bywa „Dziennik” przykrą lekturą. Pewnym problemem okazuje się też sprawa jego szczerości. Można by nią sobie nie zawracać głowy, pamiętając słowa Gombrowicza: „Ależ dudku, co ci z tego, że będziesz wiedział, czy ja »szczerze« czy »nieszczerze«? Co to ma do słuszności wypowiedzianych przeze mnie myśli? Mogę »nieszczerze« wypowiedzieć niebotyczną prawdę, a »szczerze« palnąć największe głupstwo.” Lecz sam Irzykowski wielokrotnie do kwestii szczerości powraca. Notuje: „Nabyłem pewnego sposobu pisania, stylu, który mnie przedstawia ludziom szczerym, potrafię doskonale naśladować szczerość, bo wiem, co to jest i w jaki sposób się jej pozór zyskuje: (...); ale szczerym nie jestem, nawet teraz gdy to piszę.” Albo: „niemożebne jest spisywać własne myśli, bo eo ipso się zmieniają i nie są już naturalnymi”. Autor „Pałuby”, pierwszej powieści autotematycznej, daje tym samym sygnał, że to, co zapisał, nie musi być tożsame ze stanem rzeczywistym. 
A poza tym „Dziennik” to przede wszystkim intymny list do samego siebie, w dodatku z przewagą zapisów afektywnych. I w tej perspektywie najlepiej dzieło Irzykowskiego ujmować. Łatwo je zdezawuować, co zresztą czyniono. A przecież lektura „Dziennika” dostarcza także niemało satysfakcji intelektualnej. Wiele tam świadectw wybitności dzieła i autora.

Protest i bunt
Irzykowski pisze dziennik zawsze przeciw komuś lub czemuś. „Zniknięcie mojej dotychczasowej opozycji – notuje w czasie okupacji – w znaczącym stopniu osłabiło moją ochotę [do pisania]”. Uprawianie krytyki, spór, to w przypadku Irzykowskiego nie wyłącznie kwestia „fachu”, ale konieczność, stanowiąca o jakości i sensie egzystencji. Irzykowskiemu przeszkadza, że „zbyt łatwo przechodzimy do »porządku dziennego«”. Całe życie broni się przed tym. Po śmierci córki Basi pisze: „Było i nie ma, to odwieczny nonsens (...) przeciwko któremu przynajmniej wiecznie protestować trzeba.” Ostro rozprawia się z przejawami głupoty czy wygodnictwa intelektualnego: „ludzie mówią, że nie ma ideałów, a jeśli je mają i tolerują, to w zmniejszonej formie idealików i ideałków (obłaskawione ideały). Jednym z takich jest hreczkosiejskie życie spokojne w zgodzie z Bogiem i ludźmi”. Znaczną część dziennika okupacyjnego zajmuje krytyka polskiej mentalności: „znowu ten czupurny honor włazi w drogę”, „Polakom wygodnie jest żyć w złudzeniu”. Rację ma Małgorzata Czermińska, gdy twierdzi, że „Irzykowskiego można traktować (...) jako prekursora Gombrowicza w polskiej diarystyce, z uwagi na ton intelektualnej i moralnej prowokacji w jego osobistych zapiskach”.
Idea sporu wiąże się z przekonaniem, iż „człowiek powinien być twórcą”. „Być twórcą” u Irzykowskiego znaczy: rewidować, przewartościowywać, dyskutować z zastaną rzeczywistością i dążyć w ten sposób do prawdy. Ale twórcą może być tylko osoba, która weźmie los we własne ręce. Już więc w młodości Irzykowski rzuca wyzwanie światu: „Żyję tylko raz na miliony lat – dlatego chcę tak żyć, jakbym chciał być wszystkim, Bogiem, człowiekiem, całym światem. Trzeba chcieć ogarnąć wszystko, nie dać się porwać, ale samemu porywać.” I postępuje zgodnie z tą deklaracją. Poddaje się nieustannej autoanalizie, również psychologicznej, by mieć kontrolę nad swoim życiem. Nie ucieka od żadnej kwestii z tego i nie z tego świata.
Znamienna jest pod tym względem część dziennika poświęcona chorobie i śmierci Basi. Nie stanowi ona wyłącznie przejmującej kroniki tragicznych wydarzeń. Jest to także zapis konfrontacji z doświadczeniami, jakie przyniosła najpierw rzeczywistość choroby i śmierci córki, a później – życia po tej stracie. Irzykowski nie omija najdrastyczniejszych nawet kwestii: „Basia jest teraz [w szpitalu] preparatem, wypadkiem”, „Basia jest trupem!”, „Trzy miesiące! (...) Zaczynam coraz więcej obywać się bez Basi w odczuwaniu świata (...) Nerwy tracą pamięć jej obecności. Straszne czy litościwe przyzwyczajenie” itd. I próbuje sobie poradzić na swój własny sposób, na własną odpowiedzialność, odrzucając gotowe pocieszenia religijne czy metafizyczne. Nie daje się porwać, lecz porywa. Spór zamyka uwagą: „Zaczynam (...) oswajać się z myślą, że tam jest nicość; ale nicość ta przestaje być dla mnie pustką, od kiedy w niej jest Basia”.
„Dziennik” Karola Irzykowskiego nie zmienia obrazu jego dzieła pisarskiego i krytycznego, ale w istotny sposób – w wielu znaczeniach tego słowa – uzupełnia tamte dokonania.

KAROL IRZYKOWSKI, „Dziennik”, tom 1: 1891–1897, tom 2: 1916–1944, Wydawnictwo Literackie. Odczytanie tekstu z rękopisu: Stefan Góra, Zofia Irzykowska. Opracowanie tekstu: Barbara Górska.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

27 października 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl