
„Starość” Itala Sveva po polsku
Miłość Emilia
Juliusz Kurkiewicz
Italo Svevo mógłby być bohaterem własnych powieści. Jest jednym z tych pisarzy, których życie pozostaje w tajemniczej harmonii z ich książkami.
Nad życiem triesteńskiego pisarza unosił się ten sam duch przybierającej niekiedy makabryczny odcień ironii, który przenika jego trzy powieści („Jedno życie”, „Starość”, „Zeno Cosini”). To życie jest dziś zresztą literacką legendą, jedną z najbardziej fascynujących, jakie wymyślił dwudziesty wiek, i pewnie też jedną z najbardziej pouczających.
„Zniechęcający temat”
„Italo Svevo” to pseudonim literacki Ettore Schmitza; pseudonim ten przez swe „włosko-szwabskie” brzmienie miał być może przywoływać niemiecką i włoską tradycję kulturalną, z którymi autor czuł najgłębiej związany. Autor „Zena Cosini” (wydanie polskie 1966; oryginalny tytuł tego arcydzieła to „La coscienza di Zeno”, „Sumienie Zena”) urodził się w 1861 roku w Trieście, w zamożnej rodzinie żydowskiej. Jego dziadek ze strony ojca był Austriakiem i pełnił funkcję oficera celnego. Svevo, którego literackie ambicje zostały pobudzone przez kontakt z literaturą niemiecką w czasie nauki w gimnazjum w Würzburgu, nie zdobył nigdy wykształcenia humanistycznego, o jakim marzył. W 1880 roku jego ojciec, zajmujący się handlem artykułami szklanymi, zbankrutował i podupadł psychicznie. Svevo, zmuszony do przerwania edukacji i podjęcia pracy w lokalnej filii wiedeńskiego banku, nie zrezygnował z planów literackich i w 1893 roku opublikował na własny koszt powieść „Jedno życie” (wydanie polskie 1960). Przeszła niezauważona.
Pod koniec lat dziewięćdziesiątych XIX wieku Svevo poślubił swą kuzynkę i przeszedł na katolicyzm. Rodzina jego żony była bardzo zamożna, posiadała fabrykę farb do statków, i Svevo wkrótce znalazł posadę w rodzinnej firmie, a po śmierci teścia przejął jej zarządzanie. Gdy jego druga powieść, „Starość”, znów przeszła niezauważona (niemiecki pisarz Paul Heyse napisał w liście do Svevo: „żałuję, że marnuje pan swój talent na tak zniechęcający temat – bo historia młodego człowieka, który prowadzi życie całkowicie pozbawione znaczenia, nie posiadająca w dodatku moralnego przesłania, nie może być chyba inaczej określona”), Svevo obwieścił, że porzuca pisarstwo. W rzeczywistości wciąż pisał do szuflady.
Kilka lat później służbowe podróże i kontakty handlowe zmusiły go do rozpoczęcia nauki angielskiego. Los chciał, że trafił na znakomitego nauczyciela – prywatnych lekcji udzielał mu nieznany wówczas szerzej James Joyce, wykładowca miejscowej Berlitz School. Joyce zainteresował się twórczością Sveva i zachęcił go do dalszego pisania. Gdy w 1923 roku Svevo opublikował swą ostatnią powieść, „Zeno Cosini” (w najbardziej zewnętrznej warstwie jest ona historią podejmowanych przez bohatera kolejnych nieudanych prób zerwania z nikotynowym nałogiem, napisaną przez nałogowego palacza), i znów spotkała się ona z lekceważeniem włoskich krytyków, autor poprosił przebywającego wówczas w Paryżu Joyce’a o pomoc. Za sprawą Joyce’a „Zeno” został przełożony na francuski i zebrał świetne recenzje. Niemal równocześnie twórczością Sveva zajął się we Włoszech Eugenio Montale. Entuzjastyczna ocena ostatniej powieści Sveva pociągnęła za sobą wznowienie dwu wcześniejszych. Z dnia na dzień pisarz stał się sławny. Rozpoczął pracę nad ciągiem dalszym „Zena”, której nie zdążył dokończyć, bo w 1928 roku zmarł na skutek obrażeń odniesionych w wypadku samochodowym.
Szczęśliwszy Kafka
Dużo paradoksów jak na jedno życie! Spotkanie z nieznanym jeszcze Joyce’em w mieście przez swą wielokulturowość ciekawym, choć prowincjonalnym, w okresie, gdy ten właśnie pisał „Ulissesa”, być może najwybitniejszą powieść XX wieku. Geniusz językowy Joyce’a zaprzęgnięty do ćwiczenia wyrażeń handlowych. Żona Sveva, Livia Veneziani, unieśmiertelniona przez Joyce’a w „Finnegans Wake” jako Anna Livia Plurabelle – jasnorudy kolor jej włosów przypominał pisarzowi kolor rzeki pod Dublinem płynącej koło farbiarni. Romantyczny gest złamania pióra zupełnie niekonsekwentny, skoro Svevo nie tylko nie zaprzestał pisania, ale stworzył później swoją największą powieść. Doskonałe odnalezienie się w roli przedsiębiorcy, znów wbrew romantycznym schematom. Literacka sława zdobyta na moment przed śmiercią. Wreszcie miano ojca dwudziestowiecznej włoskiej literatury przyznane pisarzowi, który miał kłopoty z literackim językiem włoskim (na co dzień posługiwał się dialektem triesteńskim).
O życiu Sveva można myśleć jak o życiu innego, szczęśliwszego Kafki, dla którego przesiadywanie w biurze, małżeństwo i pieniądze nie stanowiłyby problemu i który na moment przed śmiercią dowiedziałby się, że został już uznany za wielkiego pisarza. Porównywano Sveva z Proustem, Kafką, Joycem, Czechowem, ale te porównania niewiele wyjaśniają, co najwyżej dają pewne pojęcie o poziomie jego dzieła. Trzy powieści Sveva łudzą prostotą, na tle eksperymentalnej literatury modernizmu wydają się tradycyjne. Ale od powieści XIX-wiecznych dzieli je przepaść – zasadnicze dokonanie Sveva polega na rozbiciu utopii obiektywnej narracji.
Poza rzeczywistością
Tak też jest w „Starości”, gdzie opowiedziana historia zostaje przefiltrowana przez wrażliwość głównego bohatera, którego najbardziej uderzającą cechą jest zagubienie w rzeczywistości, nieumiejętność przypisania czynom innych ludzi właściwych motywacji. Tym bohaterem jest Emilio Brentani, trzydziestopięcioletni urzędnik i autor jedynej powieści, która przyniosła mu zaledwie lokalny rozgłos. Emilio zakochuje się w Angiolinie, dziewczynie o dość swobodnych obyczajach. Rozgrywająca się w Trieście przełomu wieków historia tej miłości stanowi treść powieści.
Postać Emilia najłatwiej skwitować słowem „nieudacznik”, ale jednocześnie jest to postać tragiczna, na przecięciu komizmu i tragizmu rodzi się siła książki. Na początku swego romansu bohater rozdziela role: Angiolina ma być jedynie zabawką w jego rękach, a romans krótkim interludium w monotonii codziennego życia. Ten podział ról jest jednak całkowicie niezgodny z duchowymi predyspozycjami postaci. Angiolina, silna i rezolutna kobieta potrafiąca manipulować mężczyznami i wykorzystywać ich dla swoich celów, jest kobiecym wcieleniem Casanovy – ma nawet wizualny odpowiednik rejestru miłosnych podbojów w postaci kolekcji zdjęć swych dawnych kochanków. Z kolei Emilio z jednej strony jest dziecinny i egoistyczny, z drugiej – rozpaczliwie samotny. Ta samotność sprawia, że jego miłość ma charakter desperacki, jest pierwszą i ostatnią próbą nadania własnemu życiu emocjonalnej głębi. Cała aktywność Emilia nakierowana jest jednak nie na działanie (nie potrafi nawet doprowadzić do skonsumowania swego romansu), ale na drobiazgową analizę własnego postępowania i cudzych motywacji.
Emilio nie żyje tak naprawdę w świecie rzeczywistym, ale w świecie będącym całkowicie dziełem jego wyobraźni. Angiolina przybiera w tym świecie różne oblicza, ale żadne nie ma wiele wspólnego z prawdziwym: raz jest delikatną dziewczyną, słodką „Ange”, kiedy indziej Galateą, kobietą w gruncie rzeczy dobrą, ale zepsutą przez świat, która w Emiliu znajduje swego Pigmaliona, przynoszącego moralne odnowienie, wreszcie – zwykłą prostytutką.
W powieści następują dwa momenty utraty przez bohatera złudzeń, kiedy zasłona opada mu z oczu: pierwszy, gdy przyjaciel Emilia, Stefano, podtyka mu pod nos oczywisty dowód zdrady Angioliny, drugi – gdy umiera Amelia, zakochana w Stefano siostra głównego bohatera, i Emilio zdaje sobie sprawę, że żyjąc z nią przez wiele lat pod jednym dachem kompletnie jej nie znał. Te momenty są zaledwie przebłyskami, nie otwierają przed bohaterem żadnej nowej ścieżki, nie prowadzą do przemiany życia – gdy ciężar rzeczywistości okazuje się zbyt wielki, wyjściem okazuje się ponowna ucieczka w marzenia.
Iluzja pomnożona
Tytułowa „starość” jest kategorią psychologiczną. Gdy romans w sposób nieuchronny kończy się, a Amelia umiera, Emilio zdaje sobie sprawę, że może żyć tylko wspomnieniami, że nic już go nie czeka. Ironia Sveva polega na tym, że również to, czego wspomnienie dotyczy, nie jest czymś w pełni rzeczywistym, co dokonało się w określonym czasie i miejscu, ale jedynie ciągłym odtwarzaniem dawnych iluzji i tworzeniem nowych. Emilio wprawdzie na chwilę dotknął ziemi, miłość i cierpienie wytrąciły go na pewien czas z fałszywej równowagi, nie wytrąciły go jednak ze stanu bierności i nie uczyniły gotowym na przemianę własnego życia.
„Ta przygoda na dłuższy czas wytrąciła go z równowagi. Przez jego życie przeszły miłość i cierpienie i pozbawiony tych elementów czuł się teraz jak ktoś, komu amputowano istotną część ciała. Z wolna jednak pustka się zapełniała. Powróciło upodobanie do spokoju, do pewności, troska o siebie samego odebrała mu wszelkie inne pragnienia. Po latach zaczął patrzeć z zachwytem na ten okres swego życia, najważniejszy, najpiękniejszy. W jego myślach bezczynnego literata Angiolina przeszła dziwną metamorfozę. Stała się smutna, boleśnie cierpiąca, jej oczy były czyste i rozumne. Widział ją przed sobą jak na ołtarzu, niczym uosobienie myśli i cierpienia, i pokochał na zawsze”.
Svevo jest twórcą szczególnego typu bohatera, do którego cech należy nie tylko wrodzona inercja, niemożność wejścia w strumień rzeczywistości i odegrania aktywniejszej roli na scenie życia, ciągłe stanie obok, ale też rozmijanie się intencji czynów z ich konsekwencjami. To rozminięcie jest nieuniknionym źródłem komizmu (Zeno Cosini, bohater ostatniej powieści Sveva, zostaje w swych zalotach mylnie zrozumiany i zamiast najpiękniejszej z trzech sióstr Malfenti poślubia najbrzydszą), ale też pesymizmu. Świat okazuje się czymś enigmatycznym, nieodgadnionym, groźnym, a ludzka krzątanina wydaje się pozbawioną celu wędrówką po omacku, w której śmierć jest nic nieznaczącym przystankiem. Pisarzowi musiało towarzyszyć przeświadczenie, że na pewno nie żyjemy na najlepszym ze światów.
„Starość” jest mistrzowsko skonstruowaną powieścią psychologiczną o precyzyjnie zarysowanych relacjach między postaciami (dwóch mężczyzn i dwie kobiety tworzą swego rodzaju Mozartowski kwartet). Jest także portretem psychologicznym zakochanego mężczyzny i studium zazdrości (ten pułap szczerości osiągnął chyba tylko Proust w opisie miłosnego cierpienia Swanna). Ale ma też siłę metafory, otwierającej czytelnika na pytania o charakterze epistemologicznym, zwłaszcza na problem intersubiektywności i komunikowalności ludzkich przeżyć. Czy przypadkiem nie jesteśmy zamknięci w naszych doznaniach, czy wyjście z naszego wewnętrznego świata ku drugiemu jest w ogóle możliwe? Czy obraz innych, jaki sobie tworzymy, ma coś wspólnego z rzeczywistością? Czym jest ta rzeczywistość i czy w ogóle jest?
W powieści „Zeno Cosini” tytułowy bohater wybiera się z przyjacielem na ryby i dochodzi do wniosku, że „ryby pozbawione są wszelkiej możności porozumienia się z nami i dlatego nie mogą budzić naszego współczucia. Konwulsyjnie poruszają pyszczkiem, nawet kiedy są zdrowe i w wodzie. Nie zmieniają wyglądu nawet po śmierci. Ich cierpienie, jeżeli istnieje, jest idealnie ukryte pod łuską”. Ta konstatacja w równej mierze odnosi się do bohaterów Sveva, a w owym „jeżeli istnieje” skupia się istota jego pisarstwa, w którym bezwzględna ironia towarzyszy ontologicznej trwodze.
Italo Svevo, „Starość”. Przekład i posłowie Halina Kralowa, Czytelnik.
|