Zwycięstwo Tischnera

KS. ADAM BONIECKI

 

 

Tischnera bardzo w tej chwili brak, brak przede wszystkim jako człowieka, nie jako filozofa. Bo: „Może on by potrafił przemówić do tych, co nadzieję niszczą, do tych, co nie rozumieją nadziei świata, i bieg tego świata próbują powstrzymać. Takim ludziom Tischner wróżył, że ich wsteczne starania»puste i bezsensowne zaowocują bezsensownymi pobojowiskami«”. Tak powiedziała pani profesor Barbara Skarga podczas debaty o nadziei. Zorganizowane po raz drugi „Dni Tischnerowskie” nie są po to, by ocalić od zapomnienia, ale są – chciało by się powiedzieć – magicznym sposobem zatrzymania obecności. Dla bardzo wielu ludzi w Polsce ks. Józef Tischner był postacią medialną, gwiazdą telewizji, pogodnym i błyskotliwym gawędziarzem. Ale żywot medialnych gwiazd jest krótki. Owszem, można w jakąś okrągłą rocznicę pokazać spłowiałe filmy, nadać nagrane kiedyś audycje, przedrukować coś, coś napisać, kogoś wzruszyć. „Dni” pokazują to, o czym wiedzą wszyscy, którzy Księdza Profesora znali: że Tischner nie był telewizyjnym gwiazdorem, nie był dowcipnym gawędziarzem i góralskim mędrolem. Ksiądz Tischner był mądrym człowiekiem. Kiedy poprosili go do telewizji, błyszczał jak gwiazda, kiedy opowiadał góralskie gadki, był gawędziarzem, ale tajemnica tego, co sprawiło, że choć odszedł, nadal jest, leży gdzie indziej.
A krakowskie „Dni” pokazały, że jest. Nie we wspominkach, portretach, nie pod kamieniem w Łopusznej, gdzie spoczęło jego udręczone chorobą ciało, ale w ludziach, w których pozostało coś z jego ducha. „Kusi mnie – napisał w „Tygodniku” po śmierci Tischnera prof. Charles Taylor – żeby powiedzieć, że był niezastąpiony – lecz już kiedy piszę to słowo, słyszę, jak się śmieje, rozbija ten pomysł w puch przy pomocy swego subtelnego, ironicznego dowcipu. Niech więc wystarczy stwierdzenie, że będzie nam Go bardzo brakowało.” „Dni” to żarliwy wysiłek, by złagodzić ten brak. Ale choć wysiłek organizatorów jest godzien podziwu, choć reklama „Dni”, robiona ze znajomością zasad marketingu, odgrywa swoją rolę, to bez żywego Tischnera nikt nie zgromadziłby tych tłumów młodych i starszych ludzi na pełne dwa dni na długich filozoficznych wykładach, dysputach i warsztatach. Tischner jest obecny. Niedawno moja redakcyjna koleżanka Agnieszka Sabor była świadkiem, jak w księgarni panienka lat około osiemnastu rezolutnie poprosiła sprzedającego o „Myślenie według wartości”. Znając ceny książek wydawnictwa Znak nie sposób podejrzewać tej panienki o pusty snobizm.
Dobrze, że „Dni” nie są pomyślane jako kongres „tischnerologów”. Oczywiście, element wspomnieniowy jest obecny, dominuje w nich jednak tischnerowski styl myślenia. Niech filozofowie rozstrzygają, czy można mówić o jakimś doktrynalnym systemie księdza Józefa, sposób traktowania filozofii jest jednak wyrazisty. Tischner miał genialnie wyczulony słuch na wiszące w powietrzu ważne kwestie. Jego artykuły, z których stopniowo powstawały kolejne książki, były mocowaniem się z najbardziej aktualną rzeczywistością, usiłowaniem dotarcia do sedna zjawisk i przemian, uchwycenia tego, co w nich jest naprawdę dla człowieka ważne. I wielkie wydarzenia „Dni” poszły tym właśnie śladem. Poczynając od nagród, przyznanych nie komentatorom dzieł Mistrza, ale tym, którzy drążą sprawy ważne, aktualne. Książka profesora Bronisława Baczki („Hiob, mój przyjaciel”) jest w rzeczywistości rozprawą „o obietnicy szczęścia i nieuchronności zła” – jak to określa podtytuł. To nic, że jej przedmiotem jest określony moment w dziejach kultury. Oto się okazuje, że lęki i nadzieje ludzi epoki Oświecenia nie są odległe od naszych lęków i nadziei. Co więcej, bez znajomości historii idei nie poradzimy sobie z pytaniami naszego czasu. Ryszarda Kapuścińskiego do nagrody kwalifikowało to, że podobnie jak ksiądz Tischner, choć całkiem inaczej, jest wielkim moralistą, nie będąc ani trochę moralizatorem. Zauważmy: nagrodzonego trudno zaliczyć do tzw. „literatury katolickiej”, jak zresztą wiele publikacji Tischnera, u którego na tym właśnie polegała katolickość. Bogdana Pilichowska to trzeźwa, całkiem niepatetyczna, skuteczna pomoc bliźnim świadczona bez rozgłosu. W tym stylu także działał na rzecz ukochanego Podhala Tischner.
Wielkie debaty i wykłady tych „Dni”... Debata o nadziei, której zapis znajduje się w obecnym numerze „TP”, jest debatą o sprawach naszego dnia powszedniego. „W naszej dyskusji pojawiają się dwa obrazy: współczesny Polak, który traci nadzieję, a z drugiej strony nadzieja sakralna. Na pewno jeden obraz uzupełnia drugi, ale nie wolno zapominać, że między nimi jest kompletne pęknięcie. Dlatego nie ma wyobrażenia konkretnego stanu, do którego ludzkość może dotrzeć. To jest nadzieja na nicość, która zakłada rozpacz” – mówił Krzysztof Michalski. Profesor Barbara Skarga replikowała: „Nadzieja musi być związana z czymś, czego się rzeczywiście pragnie. Jeżeli to jest tylko nicość – to jest to nic. Nie cierpię słowa nicość, tego »nic«, bo nic to jest nic. Tego, co jest przed nami, nie nazwałabym sensem ani logosem, dla mnie to po prostu coś, o czym nie wiem. Przyszłość jest nieprzewidywalna. Wiem tylko, że człowiek, by żyć sensownie dla samego siebie, musi myśleć więcej – tak, jak mówił Kant. Musi przekraczać to, co jest dokoła niego. Musi sięgać myślą dalej. To może być nieskoordynowane, niesprecyzowane, ale w tym umieszcza swoją nadzieję”.
Za punkt kulminacyjny „Dni Tischnerowskich” skłonny jestem uznać jednak wykład profesora Charlesa Taylora „Zmierzch chrześcijańskiego świata – upadek czy odrodzenie?”. W sali Collegium Witkowskiego UJ, ozdobionej portretem Księdza Profesora i nazwanej jego imieniem, w której przez lata wykładał, wypełnionej jak wtedy, w stylu jakże bliskim Tischnerowi wielki uczony pytał, co się w zlaicyzowanym świecie dzieje z chrześcijaństwem.
Oczywiście, wciąż nam brakuje Tischnera i nic smutku z powodu tej nieobecności nie złagodzi, jednak towarzyszy mu radość, że ta śmierć to nie koniec, że odwaga dociekania prawdy, wysiłku zrozumienia, zmagania się z dniem obecnym została. W tym widzę obecność księdza Józefa i jego zwycięstwo. 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl