Z archiwum Jerzego Turowicza: 
Biskup Karol Wojtyła


Trzy daty, trzy dokumenty

Tomasz Fiałkowski




I. 


12 maja 1963 roku w krakowskim kościele OO. Karmelitów Bosych przy ul. Rakowickiej odsłonięto tablicę ku czci dwóch powstańców 1863 roku: o. Rafała Kalinowskiego i Adama Chmielowskiego – Brata Alberta. Przemówienie podczas tej uroczystości wygłosił ks. biskup Karol Wojtyła, wówczas – od śmierci arcybiskupa Eugeniusza Baziaka – wikariusz kapitulny archidiecezji krakowskiej. W trzy miesiące później przemówienie ukazało się w „Tygodniku Powszechnym” (nr 33 z 18 sierpnia), a w 1979 r. znalazło się ono w przygotowanej przez wydawnictwo Znak książce „Aby Chrystus się nami posługiwał”, zawierającej teksty Karola Wojtyły drukowane wcześniej w „Tygodniku” i miesięczniku „Znak”. 
Opracowane przez ks. Adama Bonieckiego „Kalendarium życia Karola Wojtyły” cytuje również to przemówienie – tyle że zacytowanego fragmentu nie ma w tekście zamieszczonym w „Tygodniku” ani w książce. Skąd ta niezgodność? Tajemnicę łatwo wyjaśnić dzięki maszynopisowi zachowanemu w archiwum Jerzego Turowicza. Po prostu – wystąpienie biskupa Wojtyły „zoperowała” cenzura. W sto lat po powstaniu styczniowym temat tragicznego zrywu Polaków przeciw carskiemu zaborcy okazał się drażliwy – nasuwał zbyt wiele skojarzeń.
Czego dotyczyła ingerencja? Pod koniec opublikowanego w „Tygodniku” tekstu czytamy: „(...) przygotowując się do Tysiąclecia Chrztu Polski, wspominamy ich [tj. Ojca Rafała i Brata Alberta] z czcią. (...) Ta cześć, pragniemy bardzo, ażeby mogła być uwieńczona wyrokiem Kościoła, i dlatego czcząc ludzi, o których świętości jesteśmy przekonani, prosimy równocześnie Boga, ażeby te swoje Sługi Boże wyniósł na ołtarze i pozwolił nam nazywać błogosławionymi, a potem świętymi. Prosimy Boga o to za całość ich życia (...). Ale w dniu dzisiejszym prosimy Boga o to dla Ojca Rafała i dla Brata Alberta w szczególny sposób, z uwagi na ten ich heroiczny krok, jakim był udział w Powstaniu Styczniowym. Prosimy Boga o to, ażeby na ołtarze wyszli”. Tutaj kończy się akapit. W maszynopisie ma on jednak ciąg dalszy: „Prosimy Boga o to, ażeby na ołtarze wyszli konspiratorzy, członkowie ruchu podziemnego! Skoro w naszej historii wypadło nam do wolności przez podziemia się przebijać! Prosimy o to, ażeby wszyscy konspiratorzy, bohaterowie podziemi, znaleźli w nich swoich patronów. Prosimy Boga o to, ażeby oni stali się rzecznikami sprawy wolności człowieka i wolności narodów – sprawy ludzkiej, ale równocześnie jakże bardzo chrześcijańskiej, jak bardzo ewangelicznej, jak bardzo Bożej.” 
W maszynopisie zachował się też ślad wskazujący zapewne na negocjacje z cenzurą, by zgodziła się „przepuścić” inkryminowany fragment za cenę drobnego retuszu – w miejscu, gdzie dwukrotnie pojawia się słowo „konspiratorzy”, czyjaś ręka dopisała: „byli”... Nic to jednak najwidoczniej nie pomogło i cały fragment usunięto. Ponieważ zaś przed 1981 rokiem ingerencji cenzorskich nie wolno było w żaden sposób znaczyć, redakcja musiała ograniczyć się do uwagi we wprowadzającej ramce, że autoryzowany tekst przemówienia ks. biskupa Wojtyły zamieszcza „z drobnymi skrótami”... Ów „skrót” mógł się natomiast znaleźć kilkanaście lat później w „Kalendarium”, bowiem kazania Karola Wojtyły cytowano w nim w oparciu o maszynopisy sporządzone przez Irenę Kinaszewską. 
A jaki był ciąg dalszy tej historii? Ksiądz Biskup Wojtyła modlił się, by obaj powstańcy „na ołtarze wyszli”. I tak się też stało – za pontyfikatu Jana Pawła II. 22 czerwca 1983 roku na krakowskich Błoniach Papież Wojtyła beatyfikował Brata Alberta i Ojca Rafała. 12 listopada 1989 w Rzymie kanonizowany został bł. Brat Albert, a 17 listopada 1991, również w Rzymie – bł. Rafał Kalinowski.


II.


14 września 1964 roku Mszą św. w Bazylice św. Piotra koncelebrowaną przez papieża Pawła VI i 24 biskupów różnych narodowości rozpoczęto III sesję Soboru Watykańskiego II. „Tygodnikowym” sprawozdawcą z dwóch pierwszych sesji był Jerzy Turowicz; teraz jednak nie mógł wyjechać do Rzymu. Nie otrzymał wprawdzie formalnej decyzji o odmowie paszportu, ale paszportu także nie; szykana związana była najpewniej z podpisaniem przezeń kilka miesięcy wcześniej „listu 34”, protestującego przeciw ograniczeniom w dziedzinie kultury. Dopiero 10 października pojawił się w Watykanie „specjalny wysłannik »TP«”, czyli Jacek Woźniakowski; wcześniej „Tygodnikowe” relacje o obradach Soboru oparte były o wiadomości z radia i trudno wtedy osiągalnej prasy zagranicznej.
Takie jest tło publikowanego poniżej listu ks. arcybiskupa Wojtyły, wówczas już Metropolity Krakowskiego, do Jerzego Turowicza. „Schemat XIII”, o którym w nim mowa, to przyszła Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym „Gaudium et spes”, jeden z najważniejszych dokumentów Vaticanum Secundum. List pokazuje, jaką wagę przywiązywał ks. abp Wojtyła do informowania wiernych w Polsce o Soborze – a „Tygodnik” był wtedy praktycznie jedynym wiarygodnym źródłem takiej informacji – i jakim zaufaniem darzył adresata swego listu.

Rzym, 8. X. [1964]

+ Drogi Panie Redaktorze!

Dopływa już kresu czwarty tydzień trzeciej sesji Soboru. W ciągu września wciąż ktoś mówił, że Pan – albo też p. Woźniakowski – już jest w drodze, już ląduje w Rzymie, a tymczasem nic z tych rzeczy. Spodziewaliśmy się mimo wszystko. Czytałem dotąd wasze sprawozdania soborowe z dwóch numerów, z 20 i 27 września, ostatnie z 4 października gdzieś już widziałem, ale jeszcze nie weszło mi do ręki dość skutecznie. W pierwszym z tych, które czytałem, były pewne pomyłki, gdy chodzi o stronę faktograficzną – już w tej chwili nie pamiętam, jakie. Drugie było bezbłędne. Piszę o tym dlatego, że sprawozdania powyższe zostały dokonane ze źródeł pośrednich. Ogromna szkoda, że nie może Pan śledzić i referować Soboru w sposób bardziej bezpośredni, tak jak przez dwa poprzednie lata. Jest to nie tylko moje zdanie. Ale starajmy się widzieć również dobre strony złych rzeczy.
Po czterech tygodniach obrad, dyskusji i głosowań, które przeplatały się prawie na każdej sesji, rytm Soboru jakby spowolniał. Dziś np. była tylko dyskusja bez żadnego „refragium”, prawie tak jak dwa lata temu. Na tapecie jest „apostolatus laicorum”. Szeroki wachlarz wypowiedzi w tej sprawie ma chyba podobne znaczenie jak swego czasu, gdy chodziło o liturgię. Poza tym dyskusja ta przygotowuje pole startowe do schematu XIII, który wciąż jest w centrum uwagi. Tekst już jest, jak wiadomo, ale równocześnie nad tym samym tekstem już się pracuje w podkomisjach, by zyskać maksimum ulepszeń, prócz tych, jakie wniesie dyskusja. Napisałem powyżej „pole startowe”, bo istotnie schemat XIII jest zagadnieniem, do którego Sobór musi się poderwać – tak jak to miało miejsce rok temu w stosunku do schematu „De Ecclesia”. Wyszła z tego bardzo piękna rzecz, choć jeszcze nie całkiem gotowa, ale już dość bliska wygotowania. Pan sam orientuje się z prasy w wynikach głosowania.
Kartka się kończy, więc też kończę list. Proszę pozdrowić Rodzinę i Współpracowników. Polecam Wszystkich Opatrzności Bożej


+ Karol Wojtyła abp 


III.


7 maja 1977 roku w Krakowie w bramie przy ul. Szewskiej znaleziono ciało studenta polonistyki Stanisława Pyjasa. Śmierć nastąpiła w wyniku pobicia; o jej spowodowanie zaczęto rychło obwiniać Służbę Bezpieczeństwa, której funkcjonariusze od dłuższego już czasu śledzili zaangażowanego w działalność opozycyjną studenta. Koledzy zamordowanego zaczęli rozpowszechniać ulotki wzywające do bojkotu Juvenaliów – dorocznego studenckiego święta. 
W niedzielę 15 maja Pyjasa pochowano na cmentarzu w rodzinnych Gilowicach pod Żywcem. W tym samym dniu po rannej Mszy św. studenckiej u krakowskich Dominikanów jej uczestnicy przeszli na Szewską, gdzie ogłoszono powstanie Studenckiego Komitetu Solidarności. Wieczorem, równolegle z odbywającymi się na Rynku w ramach Juvenaliów wyborami najmilszej studentki, żałobny pochód ruszył z Szewskiej pod Wawel.
Śmierć Pyjasa i założenie krakowskiego SKS-u to ważne daty w dziejach ruchu opozycyjnego lat 70.; wkrótce powstawać zaczęły analogiczne komitety w innych miastach uniwersyteckich. Aresztowanie jadących do Krakowa członków i współpracowników działającego od września 1976 Komitetu Obrony Robotników stało się z kolei przyczyną głodówki protestacyjnej w warszawskim kościele św. Marcina, w której udział wzięli m. in. Barbara Toruńczyk, członek KOR Stanisław Barańczak, ówczesny naczelny „Znaku” Bohdan Cywiński i dominikanin o. Aleksander Hauke-Ligowski. Wydarzeniom towarzyszyła wzmożona nagonka propagandowa w kontrolowanej przez władze prasie; „Tygodnikowi” natomiast nie wolno było o nich nic prawie napisać.
15 maja Metropolita Krakowski kard. Karol Wojtyła uczestniczył w uroczystości poświęcenia pierwszego nowego kościoła w Nowej Hucie – słynnej „Arki” w Bieńczycach. 9 czerwca, w święto Bożego Ciała zabrał głos na temat dramatycznych wydarzeń tamtej majowej niedzieli. Krakowska procesja Bożego Ciała nie dochodziła wówczas na Rynek, ponieważ władze nie wyrażały na to zgody; szła z Wawelu ulicą Grodzką do rogu Poselskiej, by w nią następnie skręcić, a później ulicą Straszewskiego powrócić na Wawel. Przy trzecim ołtarzu kardynał Wojtyła wygłosił kazanie poświęcone młodzieży i prasie. Nie mogło się ono wtedy ukazać ani w „Tygodniku”, ani dwa lata później w zbiorze kazań biskupa Wojtyły przygotowanym przez Znak; w „Kalendarium” też zamieszczono jedynie fragmenty. Publikujemy dziś całość w oparciu o maszynopis z archiwum Jerzego Turowicza.

Pragnę podziękować przy trzecim ołtarzu procesji Bożego Ciała Siostrom zakonnym, które ten ołtarz przygotowały. Nasze Drogie Siostry na pewno się nie obrażą, że przy tym ołtarzu jeszcze nie o nich będę mówił – to na później, jeszcze mamy jeden ołtarz.
Przy tym ołtarzu pragniemy w szczególny sposób Panu Jezusowi, Chrystusowi w Eucharystii oddać naszą młodzież. To jest ten Jezus, o którym śpiewamy w naszej polskiej pieśni: „Przyjacielu młodych dusz” – Przyjaciel młodych dusz. I to poczynając od najmłodszych, od niemowląt, od przedszkolaczków, od dzieci szkolnych. Tak wielki jest w życiu małego człowieka, małego, kilkuletniego, dzień I Komunii św., od którego zaczyna się nowy okres w jego byciu chrześcijaninem. Chcemy tę naszą dziatwę, która dzisiaj już w większości jest poza Krakowem, przy tym ołtarzu przypomnieć Panu Jezusowi: żeby ich swoją przyjaźnią tam dosięgał, gdziekolwiek są, na koloniach czy na obozach, na wakacyjnych rekolekcjach – żeby przypominał im o Sobie. I chcemy również położyć na serce wszystkich rodziców, ażeby troszczyli się o swoje dzieci na wakacjach, i o ich życie duchowe, o ich życie chrześcijańskie. Pod tym względem są różne braki, które trzeba nadrobić.
I prosimy bardzo Wychowawców, ażeby stosowali się do zasad wolności religijnej, a nie do innych jakichś dyrektyw tajemnych. Trzeba szanować prawo zasadnicze, a to prawo domaga się, ażeby dzieci i młodzież na wakacjach mogła oddawać cześć swojemu Bogu.
Więc do nich wszystkich się tutaj zwracamy: do dzieci, do młodzieży, do młodzieży szkół średnich tak licznych w Krakowie i tak wielorakich, wielokierunkowych. Myślimy zwłaszcza o tych maturzystach, którzy niedawno zdali egzamin dojrzałości, a czeka ich egzamin chyba trudniejszy jeszcze i będziemy z nimi razem: nie mówię tego na wiatr – będziemy z nimi razem przeżywać również te egzaminy na wyższe uczelnie, na różne kierunki studiów.
Myślimy zwłaszcza o młodzieży akademickiej. O tej młodzieży dojrzałej, samodzielnej, na której w szczególny sposób spoczywa odpowiedzialność za przyszłość Ojczyzny, za przyszłość Kościoła. Odpowiedzialność za przyszłość w znaczeniu wielorakim: i społecznym, politycznym, i w znaczeniu kulturalnym, w znaczeniu także religijnym. To wszystko w szczególny sposób odnosi się do młodzieży. Młodzież jest naszą przyszłością.
Dlatego trzeba się cieszyć ze wszystkiego, co świadczy o tym, że ta młodzież nie tylko jest wesoła, czy nawet swawolna, ale także myśli poważnie; także bierze poważnie życie i sprawy, zarówno osobiste, jak też i sprawy szerszej natury: sprawy społeczne. Trzeba się z tego radować.
Muszę tutaj wrócić do wydarzeń z dnia 15 maja. Wszyscy byli zadowoleni z tego, że ten dzień, który upamiętnił się także konsekracją kościoła w Nowej Hucie-Bieńczycach, równocześnie i na tym odcinku starego Krakowa przeszedł i zakończył się pokojowo.
Trzeba jednak dobrze odczytać znaczenie chociażby takiego faktu, że młodzież akademicka Krakowa, zebrawszy się wieczorem u stóp Wawelu, śpiewała: „Jeszcze Polska nie zginęła!” – no trudno, żeby śpiewali inaczej, bo to przecież od nich zależy. I że śpiewała ta młodzież: „Boże coś Polskę”. To ma swoją wymowę.
I swoją wymowę ma też fakt, że ta młodzież wybrała. Wybrała w tym dniu raczej skupienie, ciszę, a nie hałas corocznych Juvenaliów. To także ma swoją wymowę. To świadczy, że młodzi – a jest ich przecież w Krakowie, studentów, dziesiątki tysięcy – że młodzi zdolni są myśleć także o sprawach zasadniczych: chociażby o wielkiej tajemnicy śmierci człowieka, która czasem już spotyka młodego. I że są również zdolni myśleć o sprawach zasadniczych, takich jak: sprawiedliwość społeczna i pokój, jak prawa człowieka, prawa osoby ludzkiej, prawa Narodu, odpowiedzialność za wielkie dziedzictwo naszego Narodu. Tę odpowiedzialność wszyscy czujemy.
Kiedy na przykład dzisiaj, w tych naszych czasach, tak wiele się pisze i mówi o reformie oświaty, o nowych programach szkół, gdy chodzi o język i literaturę polską, o naukę historii, to się bardzo lękamy, żeby tego nie ujęto zbyt jednostronnie, wedle jednego tylko klucza. Tak jakbyśmy już wszyscy, my Polacy, pod tym jednym kluczem tylko się znajdowali. A przecież to nieprawda: czujemy się wolni.
Więc nie można się tej młodzieży dziwić. Trzeba uszanować jej dojrzałość. I dobrze, że tego nie popsuto. Tylko miałbym pewne zastrzeżenia co do prasy, nam z kolei ten dzień 15 maja przedstawiła raczej jako dzień hałasów dorocznych Juvenaliów, i tylko tyle.
Myślę, że tak nie można – tak nie można. Trzeba mówić prawdę, trzeba uszanować głęboką prawdę każdego człowieka, a zwłaszcza młodego człowieka. Nie można go przykrawać do jakichś z góry zaplanowanych schematów – nie można. I to musi nasza polska prasa wziąć sobie bardzo pod rozwagę. Ona nie może być tylko – tak, jak zresztą bywa w wielu krajach świata – nie może być tylko narzędziem manipulowania opinią publiczną. Człowiek jest istotą rozumną, człowiek szuka prawdy. A Polak w swoim dziejowym szukaniu prawdy ma już za sobą przeszło tysiąc lat; i to stwarza szczególną dojrzałość, nawet u tych pozornie niedojrzałych, albo dopiero co dojrzałych. to stwarza szczególną dojrzałość. I jeżeli następnego dnia przeczytają w gazetach coś innego niż to, co było naprawdę, to oni z tego powodu są rozgoryczeni: że żyją w jakimś zakłamaniu; że się fałszuje prawdę o nich. I lękają się, żeby nie zafałszowano po prostu prawdy o nas wszystkich: o Polakach, o naszych dziejach i naszym światopoglądzie.
Bo jeżeliby ktoś na przykład wiedzę o Polsce oparł na lekturze codziennej naszej prasy, tej prasy, która jest, jak się gdzieś wyrażono – narzędziem panowania – więc gdyby na tym oparł swoją opinię o Polsce i o Polakach naszych czasów, to mógłby się bardzo zdziwić znajdując się dzisiaj tutaj na procesji Bożego Ciała: skąd to jeszcze wszystko wobec tego, co w prasie się pisze?
Prasa nie może fałszować obrazu społeczeństwa, jeżeli społeczeństwo ma ją poważnie traktować – nie może. Ma swoją odpowiedzialność wobec społeczeństwa, wobec Narodu, wobec człowieka, a nie tylko wobec jednej jedynej instytucji czy instancji. Wobec tego społeczeństwa ma swoją odpowiedzialność prasa. I my do prasy polskiej bardzo gorący kierujemy apel, ażeby wraz z wszystkimi, którym zależy na dobru naszej Ojczyzny, stali się sługami praw człowieka, praw Narodu. A nie tylko preparowali pewne informacje, pewne opinie, pewne poglądy, po jednej stronie. Zwłaszcza jest przykre, jeżeli ten jednostronny pogląd czy opinia dotyka kogoś, kto się nie może bronić. Można by tak pisać jak się nieraz pisze, gdyby w Polsce była wolność prasy; gdyby można się wypowiadać o wszystkim z różnych stron. Ale niestety, jest tylko jednolitość prasy, jednostronność prasy. Więc tym bardziej muszą uważać ludzie piszący, ażeby nikogo nie znieważać w swoich publikacjach, nie ustawiać opinii jakiegoś człowieka, czy jakichś ludzi, którzy się bronić nie mogą. To w imię dobrych obyczajów, w imię polskiej tradycji tolerancji. Na tym nikt nie straci. Na pewno na tym nie stracą nasze władze, bo władza zawsze jest mocna prawdą: przynajmniej w naszej kulturze i w naszej tradycji narodowej tak trzeba te rzeczy stawiać.
Przy tej okazji pragnę jeszcze zwrócić kilka słów pod adresem prasy katolickiej w Krakowie, która tutaj ma szczególne zasługi. Mam na myśli „Tygodnik Powszechny” i miesięcznik „Znak”, które przez prawie trzydziestolecie ukazują się w Krakowie. W ostatnich czasach Konferencja Episkopatu czuła potrzebę w szczególny sposób zdeklarować, że te bardzo nieliczne – to trochę tak jak Mohikanie – wydawnictwa katolickie, prasa, wydawnictwa książkowe, organizacje, Kluby Inteligencji Katolickiej, są szczególnym dobrem Kościoła, należą do jego stanu posiadania. I ja o tym wszystkim tutaj mówię, ażeby wyrazić tym, którzy służą słowu pisanemu, służą dobru Ojczyzny i Kościoła tym słowem pisanym, żeby im wyrazić naszą solidarność: że ich sprawę uważamy za naszą sprawę wspólną. Tyle chciałem powiedzieć przy tej stacji.
Widzicie, że temat „młodzież” prowadzi bardzo daleko. Bo młodzież to i programy szkolne, i dziennik, i czasopisma, i książki – to cała nasza kultura. I dlatego z tym wszystkim razem, tę naszą polską, tę krakowską, zwłaszcza tę akademicką młodzież, tutaj przy tym ołtarzu oddaję Chrystusowi eucharystycznemu i mówię, tak jak nasza stara, polska pieśń „Przyjacielu młodych dusz!”: Przyjacielu młodych dusz! Amen.


*

Słuchałem kazania Kardynała w tłumie ściśniętym w ulicy Straszewskiego. Trzy tygodnie wcześniej, 15 maja, byłem w południe i wieczorem na Szewskiej. W pochodzie nad Wisłę już nie brałem udziału; poszedłem do Świętej Anny na Mszę o 21.30. Ksiądz, który ją odprawiał, wygłosił krótkie, ale znaczące kazanie. Mówił o apostołach: o małej grupie ludzi, których nikt zrazu nie traktował poważnie, których zbywano wzruszeniem ramion. I że wielkie sprawy zaczynają się często od takich właśnie małych grupek, od działań z pozoru nieprzemyślanych i szalonych. Wszyscy wiedzieli, że komentuje w ten sposób to, co działo się tego dnia na ulicach Krakowa. Wkrótce dowiedziałem się, że ten ksiądz to autor znany mi z łamów „Tygodnika Powszechnego”. I nazywa się Adam Boniecki. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl