|
Apokryf
Sekrety syberyjskich
pielmieni
JEWGIENIJ WAJSBROT
„Tygodnik” zapytał, który z utworów Stanisława Lema
cenię najbardziej, ale sądzę, że oczekuje się ode mnie także odpowiedzi: dlaczego? Zważywszy na ogromny, niemalże kosmiczny rozmach twórczości pana Stanisława, nie sposób wybrać jednego utworu i powiedzieć: ten właśnie cenię szczególnie.
Aby ułatwić sobie zadanie, ograniczę się do niewielkiej części twórczości Stanisława Lema, tej mianowicie, którą tłumaczyłem na język rosyjski. Praktycznie każda książka Mistrza była „przeżuwana” przez niezliczoną rzeszę krytyków, literaturo- i lemoznawców, słuszniej więc skupić się na tym, jak to czy inne dzieło pana Stanisława trafiło na mój warsztat i jaki później był jego wydawniczy los.
Wszystko zaczęło się nieco komicznie. Pewnego razu usłyszałem w radiu fragment „Obłoku Magellana”. Fragment ten zainteresował mnie niebywale (w tym czasie z fantastyką w ZSRR było krucho), toteż wkrótce poprosiłem w moskiewskiej księgarni o nazwie „Książki Autorów z Krajów Demokracji Ludowej” o jakąś książkę Lema, nie wiedząc nawet, że jest on pisarzem polskim. Księgarnia posiadała jedynie pozycję zatytułowaną „Der Planet des Todes”. Zdołałem przebrnąć przez połowę – z niemieckim radziłem sobie jako-tako, bo podczas wojny byłem tłumaczem frontowym – kiedy okazało się, że trzymam w rękach niemiecki przekład polskiej powieści „Astronauci”. I właśnie wtedy rozpoczęła się moja korespondencja z panem Stanisławem.
Wkrótce nabyłem książkę „Czy Pan istnieje, mister Johns?”, a w grudniu 1959 ukazał się mój (pierwszy w życiu) przekład. Było to opowiadanie „Test” ze zbioru „Opowieści o pilocie Pirxie”, które opublikowałem w piśmie „Smiena”. Co prawda, nad przekładem solidnie pracował jeden z redaktorów, znacząco przy tym tekst skracając, niemniej ocalała m.in. fraza „Boerst wriezałsja w Łunu” („Boerst zderzył się z Księżycem”), chyba trafna, bo później korzystali z niej kolejni tłumacze owego opowiadania.
A potem była „Solaris”, której nie przetłumaczyłem, ponieważ ku swemu wstydowi nie mogłem pojąć, z jakiej racji znalazły się w niej mimoidy i długonie. Starałem się za to przetłumaczyć „Eden”, lecz dzieło to nie znalazło w Moskwie wydawcy. Jednak to właśnie „Eden” do dziś pozostaje dla mnie jednym z najważniejszych utworów pana Stanisława (choć on sam nie ceni go tak wysoko). Dobrowolną śmierć dwóch edeńskich uczonych, którzy giną w płomieniach startującego pojazdu kosmicznego, odczuwałem nieomal jak osobistą tragedię...
Nie zabrałem się za pracę nad „Niezwyciężonym”, ponieważ w tym czasie pan Stanisław miał już „oficjalnego” tłumacza, dziś już świętej pamięci Dimę Bruskina z Leningradu. Przełożyłem „Terminusa”, „Powrót z gwiazd”, „Wysoki Zamek”. Aby wczuć się w duchową atmosferę „Wysokiego Zamku”, wybrałem się do Lwowa, zachodziłem do rodzinnego domu pisarza, do szkoły, w której pobierał nauki, włóczyłem się po „lemowskich” ulicach.
W ślad za Lemem pojawiło się w Rosji wielu innych polskich pisarzy uprawiających fantastykę i nieskromnie wyznam, że to właśnie ja przełożyłem większość z ich utworów. Na swoim koncie mam około stu pięćdziesięciu przekładów nieomal wszystkich polskich pisarzy science fiction od lat 50. do 80.
Cokolwiek jednak bym tłumaczył, i tak zawsze moim ulubionym bohaterem pozostaje „cudowne dziecko”, czyli pilot Pirx. Uwielbiam także Ijona Tichego i z ogromną sympatią traktuję profesora Tarantogę wraz z jego „wyprawami”, „czarnymi komnatami” i „godzinami przyjęć” („Godzinę przyjęć profesora Tarantogi” opublikowało pismo „Tiechnika Mołodioży” – ze skrótami, za które dostała mi się od pana Stanisława solidna reprymenda).
Usiłowałem także zabrać się za „Summę technologiae”, lecz zrozumiałem, że nie zdołam jej przetłumaczyć, ponieważ istniała i istnieje nadal ogromna przepaść pomiędzy erudycją Lema a moimi skromnymi możliwościami. Pamiętam, jak podczas obiadu wydanego przez państwa Barbarę i Stanisława Lemów, kiedy to krótko bawiłem w Krakowie, nie znalazłem lepszego tematu do rozmowy niż wtajemniczanie moich gospodarzy w sekrety przygotowywania syberyjskich pielmieni...
I choć nie widzieliśmy się od dawna, od dawna też nie otrzymuję listów od Stanisława Lema, cieszę się, że Mistrz obchodzi jubileusz i proszę go, by przyjął moje najserdeczniejsze życzenia.
Tłum. Jan Strzałka
Jewgienij Wajsbrot (ur. 1923 na Syberii), podczas II wojny światowej ochotniczo wstąpił do Armii Czerwonej, ciężko ranny; po wojnie skończył geodezję, uczył w szkołach, współpracował z wieloma pismami. Dziś na emeryturze.
|