Apokryf






Ks. Stanisław Musiał

Wojna o definicję człowieka

Dlaczego nie możemy nigdy zapomnieć o II wojnie światowej? Bo była to wojna inna od wszystkich dotychczasowych. Nie był to tylko mord, grabież i ekspansja terytorialna. Agresorzy, naziści chcieli przede wszystkim narzucić światu swoją definicję człowieka. Była to wojna o człowieka. sDlatego zasługuje w pełni na miano światowej: chodziło w niej o przyszłość świata, o być lub nie być ludzkości.


„DOBRA RASA” I „PLEWY”

Scenariusz II wojny został napisany na długo przed jej rozpoczęciem, bo w 1924 r., w „Mein Kampf” Hitlera, w oparciu o pseudonaukowe przesłanki rasistowskie z II poł. XIX i pierwszej ćwierci XX w. Program Hitlera oddaje zdanie z tej książki: „Co nie jest dobrą rasą na tym świecie, jest plewami”. Znaczenie słowa „plewy” dobrze ilustruje pełne cynizmu przemówienie Heinricha Himmlera, szefa SS, do czołówki SS w Poznaniu w październiku 1943: „Czy przy budowie rowów przeciwpancernych zginie z wycieńczenia 10 tys. rosyjskich bab (Wei-ber), czy też nie, interesuje mnie tylko, żeby te rowy były dla Niemiec gotowe. (...) My Niemcy, którzy jako jedyni na świecie mamy uczciwy stosunek do zwierząt, będziemy także uczciwi wobec tych zwierząt ludzkich (Menschentiere), ale byłoby zbrodnią przeciw naszej krwi, gdybyśmy mieli zaprzątać sobie nimi głowę”.
Liczyła się dobra rasa, a ta była tylko jedna, określana przez nazistów jako rasa aryjska, indogermańska lub nordycka. Najdoskonalszym wcieleniem tej dobrej rasy – w mniemaniu nazistów – byli oczywiście Niemcy (nb. naziści uważali, że praojczyzną Indogermanów były właśnie Niemcy).
Prof. Falk Ruttke, wysoki dygnitarz SS, ekspert do spraw polityki ludnościowej i rasowej przy ministerstwie spraw wewnętrznych Rzeszy, członek kadry szkoleniowej SS w Polsce w sprawach rasowych, pisał: „Rasa nordycka jest według wszelkich badań najbardziej wartościową rasą i najcenniejszą dla rozwoju człowieka. Naród niemiecki posiada jeszcze w stopniu bardzo wysokim udział w nordyckiej krwi... Utrzymać ten udział i zwiększyć go jest świętym obowiązkiem każdego Niemca. Kto miesza swoją krew z osobnikami mniej wartościowymi rasowo, dopuszcza się zbrodni na własnym narodzie”.
Jest rzeczą zadziwiającą, jak poglądy rasistowskie o wyższości rasy nordyckiej szybko i głęboko przesiąknęły tkankę życia społecznego w Niemczech, zwłaszcza dziedzinę wychowania młodzieży. Są one obecne nawet w publikacjach katolickich, które przecież powinny znajdować się w ideowej opozycji wobec nazizmu. Dla przykładu: w broszurce dla młodzieży, wydanej w 1940 r. z imprimatur, czyli za zezwoleniem władzy kościelnej, w tym przypadku diecezji w Münster, pt. „O godności i sile ciała”, czytamy m.in.: „Człowiek niemiecki wygląda inaczej aniżeli Włoch czy Rosjanin. Nam zostało bardzo wiele dane, tak jeśli idzie o dary zewnętrzne, jak i wewnętrzne. Naszą zewnętrzność cechuje jasne, pełne siły piękno, jaśniejące i prawe spojrzenie. Co się tyczy cech wewnętrznych, to w naszej naturze posiadamy podłoże do bogatego, zdolnego działania, do wyższości naszego ducha i do panowania naszej woli. Ciało jest nosicielem naszej niemieckości. Cudowne właściwości naszej rasy nakładają na nas odpowiedzialność. Musimy strzec tych właściwości i podtrzymywać je. Nasze ciało nie jest pozostawione naszemu widzimisię. Jesteśmy zobowiązani wobec naszego narodu, ponieważ nosimy jego dziedzictwo”. Nawet w Niemczech nazistowskich nikt katolików nie zmuszał do zamieszczania takich treści w publikacjach dla młodzieży. Jeśli tak pisano, zapewne tak sądzono. Samoświadomość społeczeństwa niemieckiego w latach 1933–1945, jeśli idzie o jego poczucie wyższości nad innymi, wydaje mi się zaniedbanym obszarem badawczym.

NIEARYJCZYK UNTERMENSCHEM

Rasizm nazistowski poszedł w swych aberracjach rasowych i eugenicznych o wiele dalej aniżeli jego pseudonaukowe, pseudodarwinowskie wzorce z XIX i XX w. Można mówić o dwu obłędach rasistowskiej ideologii nazistowskiej. Pierwszy to zaprzeczenie pełni człowieczeństwa u niearyjczyków. Dr H. Gauch w pracy „Neue Grundlagen der Rassenforschung” (Lipsk 1933), uznanej wtedy za „podstawowe dzieło dotyczące niemieckiej kwestii rasowej”, pisze: „Człowiek nienordycki zajmuje miejsce pośrednie między człowiekiem nordyckim a zwierzętami, wpierw małpami człekokształtnymi. Nie jest on w ogóle doskonałym człowiekiem, ba – nie jest wcale człowiekiem, jeśli brać człowieka jako przeciwieństwo do zwierzęcia. Jest tylko formą przejściową ku zwierzęcości, stopniem pośrednim... Najlepiej i najtrafniej nazwał go Stoddard, a mianowicie: jest »Untermenschem«”. 
Dr Gauch powołuje się tutaj na współczesnego amerykańskiego rasistę Lothropa Stoddarda i jego dzieło „Przewrót w kulturze, groźba untermenscha”. W materiałach, publikowanych przez naczelny urząd szefa SS znajdujemy wyjaśnienie, co należy rozumieć pod słowem Untermensch. Oto wyjątki: „Untermensch, ów ukształtowany pozornie biologicznie na podobieństwo człowieka twór natury z rękami, nogami, swoistego rodzaju mózgiem, oczyma i ustami, jest jednak całkowicie innym przerażającym stworzeniem, jest tylko zadatkiem na człowieka, jego projektem, z podobnymi do człowieka rysami twarzy, jednakże duchowo, od strony duszy, czymś niżej stojącym aniżeli każde zwierzę”. I dalej: „Nie wszystko jest jednakowe, co nosi ludzkie oblicze”.
Naziści nie posiadali spójnej doktryny rasistowskiej. Obfituje ona w sprzeczności. Dorabia się nowe tezy do potrzeb chwili, np. jeśli idzie o ocenę rasową Japończyków czy Arabów. Osiągnięcia kulturowe u untermenschów, trudne do zanegowania, tłumaczone były rzekomą domieszką krwi aryjskiej, nordyckiej. Prymitywnie brzmią rady Hitlera, naczelnego eugenika Rzeszy: by odzyskać dla aryjskości ludność w wielu regionach Europy Środkowej i Wschodniej, wystarczyłaby jego zdaniem czasowa obecność niemieckich garnizonów wojskowych. Hitler z satysfakcją odnotowywał „błogosławione skutki 10–20-letniej obecności elitarnych formacji SS u ludności wokół jego willi w Berchtesgaden”.

ŻYDZI JAKO PRZECIWRASA

Druga zbrodnicza oryginalność rasizmu w wydaniu nazistowskim dotyczy Żydów. Jest ona niepomiernie gorsza od pierwszej. Żydzi są oczywiście najpierw, jak wszyscy inni niearyjczycy, untermenschami. Wprawdzie naziści posługiwali się tym określeniem najczęściej w odniesieniu do Słowian, zwłaszcza Polaków i Rosjan, jednak używali go również w stosunku do Żydów, nawet w dokumentach oficjalnych, np. w rozkazie Himmlera z 16 II 1943, by wyburzyć całkowicie getto warszawskie, zamieszkałe dotąd „przez 500 tys. untermenschów”. Jednak określenie untermensch to dla Żydów – w rozumieniu nazistów – za mało. Untermensch może okazać się dla übermenscha pożyteczny jako zwierzę do pracy. Żydzi są czymś o wiele gorszym. Nie mieszczą się na liście ras. Nie są godni zajmować tam nawet ostatniego miejsca. Są przeciw-rasą, Gegenrasse. 
Wyjaśnienie tego pojęcia znajdujemy w rozprawie doktorskiej Manfreda Pechau, przedstawionej na fakultecie filozoficznym w uniwersytecie w Greifswald z 1935 r.: „Słowo przeciw-rasa zostało specjalnie ukute dla Żydów. Przeciw-rasa oznacza rasę, która niszczy wszystkie inne rasy, która działa przeciw krwi innej rasy”. Niszczy, oczywiście, nie tylko rasę aryjską, ale i rasy untermenschów. Alfred Rosenberg w przemówieniu z 1941 r. sprecyzował, na czym polega owo niszczenie innych ras: „Historia wykazała ponad wszelką wątpliwość, iż krew żydowska działa na zasadzie trucizny”. Można by sądzić, że te sformułowania są czystą retoryką. Tak jednak nie jest. Widzimy to na przykładzie instrukcji ministerstwa sprawiedliwości Rzeszy z 27 IV 1943 r. w sprawie omyłkowego użycia mleka matki Żydówki do karmienia niemieckich niemowląt w klinice dziecięcej. „Odbiorcy mleka – stwierdza instrukcja – zostali poszkodowani, ponieważ mleko matki Żydówki nie nadaje się jako pokarm dla dzieci niemieckich. Bezczelne postępowanie oskarżonej jest ponadto obrazą”. Ministerstwo radzi jednak odstąpić od wniesienia sprawy do sądu przeciw owej młodej Żydówce, która zataiła swe pochodzenie, żeby nie wywoływać niepokojów.
Retoryką nacechowane były określenia Żydów w ustach Hitlera: „Żyd jest przeciw-człowiekiem (Gegen-Mensch), anty-człowiekiem (Anti-Mensch). Żyd jest stworzeniem innego Boga... Żyd jest podobieństwem diabła”. Retoryka ta miała swoje mocne miejsce w planie eksterminacyjnym Hitlera.

RETORYCZNA PRZYGRYWKA I DWA TESTY

Spór między intencjonalistami, tzn. tymi historykami, którzy uważają, że Hitler i naziści od początku planowali zagładę Żydów, a funkcjonalistami, którzy są zdania, że zagłada Żydów była podyktowana potrzebą chwili, nie uwzględnia w dostateczny sposób przygotowania psychologicznego dla realizacji tak nieludzkiego przedsięwzięcia. Masowe zabijanie ludzi nie jest operacją łatwą i nie przysparza miłych i estetycznych przeżyć. Potrzebna była więc najpierw retoryka eksterminacyjna. Wygłaszający ją sami potrzebowali czasu, by się z nią oswoić. Potrzebne były rzeczywiste próby eksterminacyjne – ale również stosowanie rozwiązań nieeksterminacyjnych, choćby po to, by opinia światowa uwierzyła, że retoryka eksterminacyjna jest tylko retoryką. Do rozwiązań nieeksterminacyjnych należała akcja wysiedleńcza i emigracyjna, m.in. szukanie Madagaskaru dla Żydów (nb. Polska w tym szukaniu była czynna do samej wojny). Było to rozwiązanie pozorne, ponieważ wiadomo było, że tą akcją nie będzie można objąć wszystkich Żydów na terenach świeżo okupowanych przez Rzeszę.
Ponadto Hitler i jego ludzie, choć sami przekonani co do konieczności fizycznej zagłady Żydów, musieli mierzyć swe zamiary na siły. Moim zdaniem, zanim Hitler podjął decyzję totalnej i bezwzględnej eksterminacji Żydów (co nastąpiło najprawdopodobniej między połową grudnia 1941 a połową stycznia 1942 r. – idę tutaj za Ulrichem Herbertem), potrzebował upewnić się wpierw co do reakcji opinii publicznej na świecie, nastawienia własnego społeczeństwa i gotowości wykonawczej ze strony swoich ludzi. 
Testem stała się Noc Kryształowa z 9 na 10 listopada 1938 r. Zniszczono wtedy 267 synagog, zamordowano 91 Żydów, a aresztowano 30 tys., zniszczono 177 domów żydowskich i splądrowano ok. 7 500 sklepów. Próba wypadła dla Hitlera pozytywnie: minimum reakcji w Niemczech, przede wszystkim milczenie ze strony Kościołów, poza nielicznymi protestami, jak np. prałata Bernharda Lichtenberga z Berlina, i niewielka reakcja opinii publicznej w wolnym świecie. 
Po drugie, Hitler chciał sprawdzić stopień społecznego przyzwolenia na likwidację tzw. życia bezwartościowego, na eutanazję osób dorosłych, głównie chorych psychicznie. Była to wprawdzie akcja utrzymywana w tajemnicy, wszyscy w Niemczech jednak o niej wiedzieli. 100 tys. osób padło jej ofiarą w latach 1939–1941. Po głośnym wystąpieniu biskupa Münster, Clemensa Augusta Grafa von Galen w sierpniu 1941 r., Hitler polecił przerwać akcję (eutanazję na dzieciach stosowano dalej, częściowo także i na dorosłych, choć nieoficjalnie). Wydaje się, że zrobił to z uwagi na wojsko: w armii niemieckiej krążyły pogłoski, że ten sam los spotka ciężko rannych żołnierzy. Dr Victor Brack, koordynator akcji w kancelarii Hitlera, twierdził, że 80 proc. społeczeństwa opowiadało się za nią, 10 proc. było obojętnych, a tylko 10 proc. przeciw. Jeśli te dane były prawdziwe, Hitler mógł być dumny: przyzwolenie społeczne na likwidację życia bezwartościowego pozwalało dobrze rokować, jeśli idzie o przyzwolenie na eksterminację „zarazy świata” (Weltpest) – czyli Żydów. 

NADGORLIWI WYKONAWCY

Po trzecie, Hitler musiał się upewnić, czy może liczyć w stu procentach na swoich ludzi, na ich inteligencję i zaangażowanie, przy minimum czynności biurokratycznych i rozgłosu, jeśli idzie o totalną akcję eksterminacyjną Żydów. Pewność tę dały mu pierwsze miesiace wojny z Rosją. 21 X 1941 roku Hitler chełpił się w rozmowie przy stole: „Jeśli zniszczymy tę żydowską zarazę, dokonamy czynu dla ludzkości, o którego znaczeniu nasi mężczyźni tam w terenie nie mogą jeszcze mieć żadnego pojęcia”. Gdy Hitler wypowiadał te słowa, jego „mężczyźni” w terenie, czyli w Rosji, zdążyli już wymordować kilkaset tysięcy Żydów, chociaż oficjalny rozkaz dotyczył tylko likwidacji pewnych kategorii ludzi, głównie tzw. komisarzy. 
Osobliwość dyktatury hitlerowskiej, w odróżnieniu od wszystkich innych, polegała na niezwykle ożywionym przepływie inicjatyw oddolnych ku górze, inicjatyw pełnych pomysłowości, zaangażowania, odwagi. Nie trzeba było wielu pisemnych rozkazów, wystarczały ustne, a i te były oszczędne w liczbie i słowach. Szczeble partyjne i administracyjne realizowały cele, których życzyła sobie góra, odgadując je wręcz intuicyjnie i nie szczędząc własnego wkładu.

METRYKA JAKO WYROK

Mord na Żydach w Europie pod panowaniem nazistów nie da się porównać z żadną inną zbrodnią w historii ludzkości. Stąd jego nazwy: szoah, czy też w krajach anglosaskich holokaust, są zastrzeżone na określenie tego, co stało się i co miało się stać z Żydami w Europie pod butem nazistowskim. Popełniona została największa zbrodnia w historii ludzkości. Po raz pierwszy bowiem w dziejach świata sama metryka – podkreślam: sama metryka – stanowiła wyrok śmierci. 
Istnieje zasadnicza różnica między szoah a ludobójstwem. Dla ludobójstwa istotna była metryka, ale także i konkretne terytorium zamieszkania. Mordercy Albańczyków w Kosowie nie deklarowali woli eksterminacji wszystkich Albańczyków na świecie. Podobnie było w Turcji po pierwszej wojnie światowej, jeśli idzie o Ormian. W przypadku Żydów naziści praktykowali eksterminację na terenach będących pod ich kontrolą, a równocześnie głosili nienawiść do Żydów i wolę ich zniszczenia wszędzie, na całym świecie.
Eksterminacja Żydów nosi charakter wyjątkowego zła w historii ludzkiej również ze względu na dwie okoliczności. Po pierwsze, była operacją na skalę przemysłową. W jej realizację wprzęgnięto to, co ludzkość osiągnęła cywilizacyjnie najwyższego: naukę, technikę, medycynę, prawo, sztukę, ludzkie uzdolnienia i talenty organizacyjne. Po drugie, zbrodnia ta dokonała się na oczach milczącego świata, przy braku odpowiedniej reakcji ze strony autorytetów życia politycznego, kulturalnego i religijnego. Chrześcijaństwo swym wielowiekowym antysemityzmem religijnym przygotowało grunt pod antysemityzm rasistowski. Nie dało zdecydowanego, odważnego i jasnego oporu nazizmowi. Jeśli idzie o pomoc prześladowanym Żydom, to poza poszczególnymi chrześcijanami honor chrześcijaństwa uratował nie Rzym, tylko niewielki Kościół prawosławny w Bułgarii, który sprzeciwił się deportacji Żydów.

WSPÓLNOTA CIERPIENIA, WYJĄTKOWOŚĆ LOSU ŻYDÓW

Polakom – chodzi mi o Polaków etnicznych – poddanym straszliwemu terrorowi podczas wojny, trudno jest uchwycić różnicę między cierpieniem Żydów i własnym. Mówią, że nie można dzielić pomordowanych na lepszych i gorszych. To prawda. Naziści jednak kierowali się różnym kryterium selekcyjnym. Żyd musiał zginąć. Polak mógł zginąć, ale nie musiał. W tym tkwiła różnica. 
Oczywiście, gdyby Hitler wygrał wojnę, naród polski zniknąłby z powierzchni Europy. Plany nazistowskie były jednoznaczne: eksterminacja elit, zniemczenie i dla reszty zsyłka za Ural w charakterze zwierząt do pracy. To wszystko jednak nie jest tym samym, co spotkało Żydów. Różnicę tę widać na przykładzie dzieci: ok. 300 tys. dzieci, w tym znaczną liczbę dzieci polskich, uprowadzono z terenów okupowanych do Rzeszy celem ich zniemczenia. Wśród nich nie było ani jednego dziecka żydowskiego – one nie nadawały się do zniemczenia, tylko na śmierć. Stąd nieproporcjonalnie duża w stosunku do dorosłych liczba pomordowanych dzieci żydowskich.
Był okres wielkiej bliskości Żydów i Polaków w cierpieniu. Był to pierwszy okres wojny. Niemcy wydawali wtedy liczne wspólne „Verordnungen gegen Polen und Juden” – jednakowe kary, jednakowe groźby. Później drogi cierpienia Polaków i Żydów się rozeszły: Żydzi zostają posłani na śmierć, Polacy żyją pod terrorem. Niestety, nie przeszkodziło to wielu Polakom być i działać wtedy przeciw Żydom.

ZAGŁADA I „NOWY CZŁOWIEK”

Czego chciał Hitler? Chciał na pewno podbić cały świat. „Do zwartego bloku Europy Środkowej – Hitler miał na myśli studziesięciomilionowe Niemcy – będzie musiał należeć świat”. Panowanie nad światem nie było jednak dla niego celem ostatecznym. Cel był głębszy. „Kto traktuje narodowy socjalizm – wyjaśniał Hitler – tylko jako ruch polityczny, nie wie o nim prawie nic. Narodowy socjalizm jest czymś więcej niż religią. Jest wolą stworzenia nowego człowieka”. To był cel ostateczny Hitlera: stworzenie nowego człowieka na obraz i podobieństwo SS-mana.
Dlaczego Hitler chciał wymordować Żydów i trwał w tym szatańskim zamyśle aż do końca? Jeszcze na miesiąc przed śmiercią, już na zgliszczach Rzeszy, będzie się zwierzać: „Wdzięczność na wieki będzie się żywić dla narodowego socjalizmu za to, że wytępił Żydów w Niemczech i w Europie Środkowej”. 
Naziści uważali, że Żydzi wnieśli w kulturę świata podwójne zło: monoteizm i sumienie. Monoteizm żydowski, zwalczający wszelką formę bałwochwalstwa, poza wiarą w jednego Boga, stanął przeciw idei ubóstwienia rasy. Alfred Rosenberg, atakujący Boga Starego Testamentu, powie z przekąsem w swym podstawowym dla nazizmu dziele „Der Mythus des 20. Jahrhunderts” (1930), że „demon pustyni stał się bogiem Europy”. Sumienie zaś naziści uważali za amputację podstawowej władzy duchowej człowieka, a mianowicie tego, że tylko on, człowiek, osoba należąca do uprzywilejowanej rasy aryjskiej, jest miarą, stanowiącą o granicy dobra i zła. 
W szczególny sposób odnosiło się to do V przykazania Dekalogu: „Nie zabijaj”. Wymazanie tego przykazania z kodeksu postępowania moralnego człowieka dawało nazistom wręcz nieograniczone możliwości kształtowania nowego porządku świata. Świadomość bycia miarą wszystkiego fascynowała ich i uskrzydlała. Widać to choćby w planach przyszłego kształtu Europy i świata. Była to radosna, często fantazyjna twórczość, operująca swobodnie takimi środkami jak eliminacja fizyczna wrogów czy osób niepożądanych, przemieszczanie ludności, redukcja do roli zwierząt milionów ludzi uznanych za mało wartościowych rasowo. Ten aspekt nazizmu, ów demoniczny, negatywny zryw twórczy, nie został dotąd dostatecznie zbadany. 
Wyeliminowanie fizyczne Żydów stanowiło warunek uporania się ze spuścizną żydowską, czyli monoteizmem i prymatem sumienia w działaniu człowieka. Hitler wierzył, że uda mu się potem wygrać walkę z chrześcijaństwem, które przejęło monoteizm i dekalog. Utwierdzało go w tym powodzenie ruchu „Deutsche Christen”, w którym lekturę Starego Testamentu zastąpiono czytaniem „Mein Kampf”, a także niezdecydowana postawa przywódców chrześcijańskich, którzy w okresie III Rzeszy bardziej zawierzyli dyplomacji aniżeli Ewangelii.

*

Zagłada fizyczna Żydów była dla Hitlera warunkiem sine qua non, by stworzyć nowego człowieka, człowieka na obraz i podobieństwo własne, a nie na „obraz i podobieństwo” Boga.
Skąd ten szatański plan i upór? Mam tylko jedną odpowiedź – odpowiedź teologa. Nikomu jej nie narzucam. Hitler mordując Żydów chciał wymordować świadków, tzn. tych, którzy przekazali ludzkości przykazanie: Nie zabijaj. Dopiero wymazanie żywej pamięci o tym przykazaniu dawało Hitlerowi nieograniczone możliwości w tworzeniu nowego człowieka, jego człowieka. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

     

     

     























„Apokryf” nr 15 w „TP” nr 39/1999

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl