Apokryf






Piotr Łossowski

Neutralność Litwy

W obliczu zbliżającej się agresji Niemiec ważne były nie tylko gwarancje mocarstw zachodnich, lecz także stosunek do Polski jej najbliższych sąsiadów. A pod tym względem sytuacja nie wyglądała najlepiej. Nadzieje wiązano tylko z sojuszniczą Rumunią. Zachowanie Sowietów, nie szczędzących zapewnień o neutralności, a nawet przychylności, nie wydawało się szczere. Od marca 1939 nie można było liczyć na uległą Hitlerowi Słowację. Spodziewano się neutralności Węgier, a na północy Łotwy. Ale większe od tej ostatniej znaczenie posiadała neutralność Litwy, graniczącej nie tylko z Polską, lecz i z Niemcami.
Jak wiadomo, kontakty polsko-litewskie nie układały się w minionych latach najlepiej. Do nawiązania stosunków dyplomatycznych doszło niedawno, w rezultacie polskiego ultimatum z marca '38. Ale w ciągu ostatniego półtora roku oziębłość i nieufność Litwinów (boleśnie upokorzonych ultimatum) zastępować zaczęły rzeczowe kontakty. Uwidoczniły się korzyści, które płynąć mogły z dotychczas zamrożonej, lecz jakże potrzebnej współpracy politycznej i gospodarczej. Od początku 1939 r. Litwa zaczęła silniej odczuwać zagrożenie niemieckie w Kłajpedzie; za polską pomoc w tej sprawie gotowa była zaoferować ściślejsze przymierze – także wojskowe. Polska, licząc na uniknięcie wojny, nie zaangażowała się jednak po stronie litewskiej; słusznie oceniano, że Niemcy odebraliby to jako wyzwanie. Wkrótce, po zaborze Kłajpedy w marcu '39 r., sprawa przestała być aktualna.
Nie widząc możliwości sojuszu z Litwą, rząd polski starał się jednak o poprawę wzajemnych stosunków; chodziło o zachowanie przez Litwę neutralności. W podobnym kierunku rozwijała się też akcja dyplomatyczna rządu litewskiego. Wszystkie trzy państwa tworzące Ententę bałtycką – Litwa, Łotwa i Estonia – przyjęły jednolity tekst ustawy o neutralności, zatwierdzonej przez litewski Sejm 10 stycznia 1939 r. Fakt ten przyjęto w Warszawie z zadowoleniem.
Wiceminister Jan Szembek, podczas rozmowy 4 kwietnia 1939 r. z posłem litewskim w Warszawie Jurgisem Šaulysem, usłyszał, że Litwa dąży do dobrych i pokojowych stosunków z Polską i nie da się wciągnąć do żadnej skierowanej przeciw niej akcji. W dwa tygodnie później, 17 kwietnia, litewski minister spraw zagranicznych Juozas Urbšys oświadczył posłowi polskiemu w Kownie Franciszkowi Charwatowi, że „Litwa w żadnym wypadku nie zgodzi się na zaangażowanie się w jakimkolwiek kierunku i gotowa jest bronić z bronią w ręku niezawisłości i suwerenności swojego państwa”.
Najważniejszym wydarzeniem w stosunkach polsko-litewskich wiosną 1939 r. była wizyta w Warszawie dowódcy armii litewskiej gen. Stasysa Raštikisa. Na pytanie gen. Wacława Stachiewicza, co uczyniłaby Litwa, gdyby Niemcy zechcieli przez jej terytorium zaatakować prawe skrzydło polskie, Raštikis odpowiedział: „będziemy się bronić”.
Wszystkie te zapewnienia były ważne, zważywszy, iż dążeniem Niemców było wciągnięcie Litwy do wojny po swojej stronie. Działo się tak zwłaszcza po podpisaniu układu Ribbentrop–Mołotow, który oddawał Litwę niemieckiej strefie wpływów. W Berlinie wiedziano, że są na Litwie ludzie, którzy gotowi byliby takie zachęty podchwycić. Rzeczywiście, w tym właśnie kierunku oddziaływał wtedy poseł litewski w Berlinie Kazys Škirpa. Przebywając w ostatnich dniach sierpnia w Kownie, Škirpa gorąco namawiał premiera Jonasa Cerniusa do poczynienia kroków przygotowawczych celem zajęcia Wilna z chwilą wybuchu wojny. Podobnego zdania byli zwolennicy byłego premiera Voldemarasa oraz grupa radykałów w rządzącej partii narodowców. Mimo to większość litewskiej opinii publicznej była wyraźnie antyniemiecka. Zasadę neutralności niewzruszenie podtrzymywał rząd oraz prezydent Antanas Smetona. Prezydent był przekonany, że zwycięstwo w wojnie będzie udziałem mocarstw zachodnich. Posłowie litewscy w Paryżu i Londynie zgodnie uprzedzali, że zaatakowanie Polski miałoby dla Litwy fatalne skutki po zakończeniu wojny.
1 września 1939 r. ogłoszono więc w Kownie, że „Republika Litewska pozostaje neutralna. Na terytorium Litwy zabrania się jakichkolwiek działań, które mogą naruszyć neutralność państwa”. Tego dnia poseł Charwat w MSZ i attaché wojskowy płk Leon Mitkiewicz w sztabie generalnym notyfikowali, iż rząd polski przyjmuje do wiadomości zapewnienie neutralności Litwy oraz zadeklarowali, że Polska ze swej strony zobowiązuje się respektować litewską neutralność. Płk Mitkiewicz formalnie zawiadomił stronę litewską o nie sprowokowanym napadzie Niemiec na Polskę. „W sztabie przyjęty byłem w tym dniu – wspomina Mitkiewicz – z ujmującą serdecznością i wyjątkową kurtuazją”.
Niemcy nie zrezygnowali jednak z zamiaru wciągnięcia Litwy do wojny. Ich wysiłki nasiliły się zwłaszcza po 9 września. Nic dziwnego: poprzedniego dnia wieczorem propaganda hitlerowska ogłosiła, iż czołgi niemieckie wdarły się do Warszawy, że wojna właściwie dobiega końca. Tymczasem, jak wiadomo, niemieckie wojska pancerne zostały zatrzymane u wrót stolicy. Co więcej, następnego dnia ruszyła nad Bzurą ofensywa armii „Poznań”. Zaniepokojony o losy Blitzkriegu, w rejon bitwy przybył sam Hitler. Przeciwko atakującym Polakom rzucono nowe dywizje. Jednocześnie rząd niemiecki monitował w Moskwie, ażeby ZSRR niezwłocznie wystąpił przeciwko Polsce.
Z punktu widzenia wojskowego wystąpienie Litwy miałoby dla Niemców niebagatelne znaczenie. Przede wszystkim armia litewska wyszłaby na polskie tyły. Zakłócono by rozpoczynającą się właśnie akcję przerzucania koleją sił polskich z rejonu Grodna na południe. Równie istotne były jednak względy polityczne, wynikające z paktu Ribbentrop–Mołotow. Przez wciągnięcie Litwy do akcji usiłowano wprowadzić na jej terytorium wojska niemieckie, a w konsekwencji uzależnić ją całkowicie. Z dokumentacji niemieckiej wynika, że Ribbentrop po rozmowie z Hitlerem zalecił 9 września, ażeby attaché wojskowy w Kownie płk Emil Just „wystąpił z nowym impulsem w sprawie wileńskiej”. Ze źródeł litewskich wiemy, że płk Just rzeczywiście przychodził w tych dniach do sztabu litewskiego, namawiając do marszu na Wilno. Obiecywał, że Wehrmacht wesprze wojsko litewskie działaniami lotnictwa, bronią pancerną i ciężką artylerią.
Naciski niemieckie osiągnęły punkt szczytowy 13 września. Tego dnia płk Just złożył ponownie wizytę gen. Raštikisowi. Attaché podkreślił, że dowództwo armii litewskiej nie powinno przepuścić dogodnej okazji. Raštikis odpowiedział jednak, że sprawa decyzji o wystąpieniu zbrojnym spoczywa w rękach czynników politycznych. Podkreślił, że chociaż rząd litewski nadal uważa Wileńszczyznę za nieodłączną część Litwy, to jednak nie może się wyrzec proklamowanej neutralności.
Niepowodzeniem zakończyły się także usiłowania posła Zechlina, który w sposób bardzo natarczywy i bezceremonialny nachodził litewskie MSZ i inne urzędy, usiłując dowieść, że klęska Polski już nastąpiła. Dążeniem Zechlina było uzyskanie audiencji u prezydenta Smetony, który podejmował zasadnicze decyzje. Smetona odmawiał, argumentując, iż musiałby wówczas zgodzić się na rozmowę z posłem polskim, który także o nią zabiegał. Płk Mitkiewicz, do wiadomości którego dotarły informacje o zabiegach Justa, podjął 13 września podróż do Wilna, aby zorientować się, czy na pograniczu nie ma koncentracji wojsk litewskich. Po powrocie zanotował: „generał Raštikis święcie dotrzymuje swego słowa co do Wilna.”
Tak oto, mimo nacisków niemieckich, Litwa zachowała neutralność. Ważnym aktem, potwierdzającym to stanowisko, było przyjęcie kilkunastu tysięcy wojskowych i cywilnych uchodźców polskich, którzy właśnie na Litwie znaleźli schronienie przed nową, sowiecką agresją.

Piotr Łossowski – profesor historii PAN, autor szeregu książek o dziejach Polski i państw bałtyckich.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

     

     

     























„Apokryf” nr 15 w „TP” nr 39/1999

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl