Apokryf






Czesław Grzelak

Białe plamy 17 września

Nie wszystko jeszcze wiemy o II wojnie światowej. Można wymienić setki, jeżeli nie tysiące problemów małych i większych, które wymagają historycznego oświetlenia i analizy, a do których źródła znajdują się nadal w przepastnych gmaszyskach mniej lub bardziej tajnych archiwów. Jednym z takich problemów są kulisy i przebieg agresji sowieckiej na Polskę we wrześniu 1939 r.


Wydarzenie to, skrzętnie przemilczane przez krajową historiografię 45 powojennych lat, dopiero w ostatnim dziesięcioleciu mogło zostać poddane historycznym ocenom – w miarę „odkrywania się” rosyjskich archiwów. Ale z dostępnością do tych archiwów wciąż jeszcze nie jest najlepiej. Przekonałem się o tym, pracując w latach 1993–1996 w Moskwie i próbując z dokumentów wyłowić obraz sowieckiej agresji. Jedynie działania wojskowe można odtworzyć stosunkowo dobrze. Rozwiązanie innych problemów napotyka na spore trudności. 
Wiadomo, że Stalin mając do wyboru sojusz z Anglią i Francją, odsuwający możliwość wybuchu wojny, oraz sojusz z III Rzeszą, pieczętujący wybuch konfliktu w zakładanym przez Hitlera terminie – wybrał ten ostatni jako bardziej korzystny dla imperialnych aspiracji Związku Sowieckiego. O decyzji takiej świadczy wystąpienie Stalina na posiedzeniu Biura Politycznego KC WKP(b) w dniu 19 sierpnia 1939 r. oraz oczywiście także tajny protokół do układu Ribbentrop – Mołotow, podpisanego w cztery dni później. Nie wiemy natomiast dokładnie, jakie decyzje polityczne zapadły na najwyższym szczeblu kierownictwa sowieckiego po tych wydarzeniach. Dotąd brak jest dostępu do materiałów z posiedzeń Biura Politycznego KC WKP(b), rządu sowieckiego czy bezpośrednich konsultacji prowadzonych przez Stalina z poszczególnymi członkami Biura i rządu. Nie możemy więc śledzić sowieckich przygotowań do agresji na Polskę.
Jedynie na podstawie materiałów operacyjnych Armii Czerwonej wnioskujemy, że stosowne decyzje podejmowano co najmniej od wiosny 1938 r. W czerwcu i lipcu tego roku w przyległych do granic Polski okręgach wojskowych kijowskim i białoruskim zaczęto tworzyć grupy armijne o charakterze uderzeniowym, zaś oba okręgi przemianowano na „specjalne”, wyposażając je w odpowiednią ilość wojsk i sprzętu bojowego, których siła uderzeniowa z każdym miesiącem wzrastała.
Nie mamy też odpowiedzi na pytanie, kiedy i jak zapadła decyzja uderzenia Armii Czerwonej. Początkowo przyjmowałem, że mogło to nastąpić 13 września 1939 r., a więc nazajutrz po decyzji Najwyższej Rady Sojuszniczej z Abbeville o zaniechaniu w roku 1939 ofensywy na froncie zachodnim. Stalin, mając agentów w najbliższym otoczeniu premiera rządu francuskiego Daladiera (Pierre Cot – minister lotnictwa i Eduard Pfeiffer – sekretarz Rady Ministrów), doskonale orientował się w posunięciach zachodnich aliantów Polski. W każdym zaś razie faktem jest, że 14 września ludowy komisarz obrony marszałek Woroszyłow nakazał wojskom obu Frontów (Białoruskiego i Ukraińskiego) przekroczyć granicę z Polską o świcie 17 września. 
Po odtajnieniu przez Rosjan obu dyrektyw przed czterema laty zarysowała się jednak nowa wątpliwość. Wszelkie daty dzienne są tam wpisywane odręcznie, atramentem. Być może więc dyrektywy były dokumentami roboczymi, których treść została przygotowana odpowiednio wcześniej, a daty wpisano odręcznie z chwilą podjęcia decyzji na najwyższym szczeblu politycznym, czyli przez Stalina. Treść tych nie datowanych dyrektyw mogła zostać przekazana do sztabów okręgów kijowskiego i białoruskiego, aby te zdążyły przygotować szczegółowe plany operacji. Rzeczywiście, szef oddziału operacyjnego Białoruskiego Specjalnego Okręgu Wojskowego płk. Sandałow dyrektywę taką, wraz z ustnymi uściśleniami, odebrał osobiście od szefa Sztabu Generalnego Armii Czerwonej już w drugim tygodniu września, z zastrzeżeniem, że treści nie może znać nikt oprócz niego samego oraz Rady Wojennej Okręgu.
Bardzo interesująca jest dyrektywa nr 16633, dotycząca uderzenia na Polskę wojsk Frontu Białoruskiego. Określa ona głębokość całej operacji oraz wyznacza dość szczegółowe zadania dla wojsk poszczególnych Grup Operacyjnych na pierwsze dwa dni działań wojennych. W dyrektywie tej figurują dwie daty agresji. Według pierwszej, następnie przekreślonej, ześrodkowanie wojsk Białoruskiego Specjalnego Okręgu Wojskowego nad granicą polską miano zakończyć do końca 11 września, a uderzyć miano w nocy 12/13 września. Dlatego w dniu 9 września o godz. 15.00 ludowy komisarz spraw zagranicznych Mołotow mógł informować ambasadora III Rzeszy w Moskwie Schulenburga o rozpoczęciu sowieckich działań militarnych „w tych dniach”. Daty podjęcia tej pierwszej (?) decyzji o ataku na Polskę nie wpisano. Można domniemywać, że Stalin zdecydował tak najpóźniej w godzinach nocnych (jego ulubiona pora) 8/9 września, zaś Woroszyłow zalecił daty ześrodkowania i uderzenia Armii Czerwonej, bez daty wpisania ich do dyrektywy. Zapomniał, czy może nie wierzył w możliwość ich realizacji w zakładanym terminie? W każdym razie dyrektywy z tymi datami raczej nie trafiły do dowódców okręgów, chociaż trwały wówczas przesunięcia wojsk ku granicy.
Pierwszy termin uderzenia na Polskę był więc określony dość pospiesznie, wojska przeznaczone do agresji nie osiągnęły bowiem jeszcze gotowości bojowej. Pośpiech mógł być także spowodowany znacznymi postępami ofensywy niemieckiej (między innymi źle odczytaną informacją o zdobyciu Warszawy) oraz obawą przed polsko-niemieckim zawieszeniem broni, które uniemożliwiłoby Stalinowi wystąpienie zbrojne. Jednak w wyniku niemieckiego dementi co do zawieszenia broni oraz bardzo poważnych problemów z rozwinięciem i koncentracją wojsk, Stalin prawdopodobnie 10 lub najpóźniej 11 września polecił przesunąć termin koncentracji na 16 września, a uderzyć na Polskę we wczesnych godzinach rannych 17 września. 
Istnieje jeszcze i taka możliwość, że 10 lub 11 września Stalin odwołał datę uderzenia na Polskę w nocy z 12 na 13 września, a nowej daty jeszcze nie wyznaczył. W tym przypadku decyzję taką mógł podjąć nie później niż w nocy 13/14 września, co może być w jakimś stopniu odczytane jako następstwo właśnie decyzji Najwyższej Rady Sojuszniczej z Abbeville z 12 września. 
Kolejnym problemem wymagającym wyjaśnienia jest działalność sowieckich grup terrorystyczno-dywersyjnych. Według mojej oceny, była ona bardziej intensywna i o znacznie większej częstotliwości działań niż w przypadku podobnych grup niemieckiej „piątej kolumny”. Z danych polskiego kontrwywiadu, relacji mieszkańców i obrońców Kresów Wschodnich czy też wzmianek w meldunkach sowieckiego aparatu politycznego, możemy domniemywać, że grupy te były tworzone na terytorium polskich ziem wschodnich jeszcze na długo przed wrześniem 1939. Organizowali je specjalnie przeszkoleni sowieccy oficerowie, bardzo często wywodzący się z tych terenów, bądź też aktywiści KPZU i KPZB przygotowywani do tej roboty w specjalnych ośrodkach szkoleniowych na terenie ZSRR. Gdzie te ośrodki się znajdowały, jaki był zakres organizacyjno-szkoleniowy ich działania – tego nie wiemy. 
Po 1 września 1939 r. grupy dywersyjne zostały uruchomione, stopniowo rozszerzyły działalność i liczebność, wciągając w zakres swego zainteresowania przedstawicieli miejscowych mniejszości narodowych. Z dniem 17 września zakres działalności grup rozszerzył się na zbrojne wystąpienia przeciw przedstawicielom polskiej władzy, jednostkom Wojska Polskiego i ludności cywilnej. Przykładem takich działań były incydenty w Grodnie, Skidlu, Jeziorach, Grabowcu, Mikołajowie, a zwłaszcza w Stepaniu i Ratnie, gdzie grupa KOP gen. Rückemanna musiała do walki z sowiecką dywersją zaangażować silne pododdziały wsparte bronią maszynową i artylerią. Czy doczekamy się pełnego wyjaśnienia składu, zadań i działalności tych organizacji, nazwisk ludzi, którzy nimi kierowali? Jest to raczej wątpliwe, gdyż wchodzimy w zakres działalności agenturalnej, której żadne państwo ujawniać nie chce.
Kolejny znak zapytania stanowi działalność wojsk pogranicznych NKWD. Z materiałów operacyjnych Armii Czerwonej wiemy, że były one podporządkowane Ministerstwu Spraw Wewnętrznych ZSRR oraz że posiadały dobrze zorganizowany wywiad, sięgający kilkadziesiąt kilometrów w głąb RP. Wojska pograniczne NKWD doskonale rozpracowały placówki KOP i przygotowały się do ich zniszczenia tuż przed przekroczeniem granicy przez grupy uderzeniowe Armii Czerwonej. Już w godzinach nocnych 17 września (między godziną 3 a 4 czasu moskiewskiego) wojska NKWD, podporządkowane już dowódcom związków taktyczno-operacyjnych Armii Czerwonej, uderzyły na strażnice KOP. Nie sposób jednak wyrokować o sposobie rozpracowania KOP i ludności przygranicznych miejscowości, o organizowaniu grup uderzeniowych i ich uprzednim szkoleniu (lub braku takowego). Nie wiemy też, jaki był sam przebieg walk o polskie strażnice. W materiałach operacyjnych Armii Czerwonej są na ten temat tylko szczątkowe informacje. Materiały pozwalające odtworzyć działalność „pogranotriadów” NKWD w pierwszych dwóch dniach działań przeciwko Polsce, a także wcześniejsze ich przygotowanie do tych zadań, znajdują się w Archiwum Wojsk Pogranicznych Federacji Rosyjskiej w Puszkino pod Moskwą. Jednak moje starania jako członka Wojskowej Komisji Archiwalnej o ich udostępnienie, prowadzone od początku listopada 1994 roku, nie przyniosły dotąd pozytywnego rezultatu – i to pomimo poparcia dyrektora Komitetu do spraw Archiwów przy rządzie Federacji Rosyjskiej, prof. Rudolfa Pichoji. W lutym 1995 r. dowództwo Pogranicznych Wojsk Federacji Rosyjskiej poinformowało Wojskową Komisję Archiwalną (płk. prof. Jana Piętę), że w umowie o współpracy między polską Strażą Graniczną a pogranicznymi wojskami FR brak jest zapisu o współpracy służb archiwalnych. 
Kolejny problem do rozwiązania – to działalność represyjna organów Armii Czerwonej i NKWD. W Państwowym Archiwum Wojskowym w Moskwie znajdują się na ten temat wystarczające materiały. Są tam akta prokuratury szczebla armii, sądów wojennych oraz częściowo meldunki aparatu politycznego. Nie mamy jednak pewności, że materiały ujmują całość represji i przestępstw dokonywanych zgodnie i niezgodnie z sowieckim prawodawstwem. Szkopuł tkwi także w tym, że materiały są rozproszone w wielu zespołach i teczkach, w bogatym zbiorze dotyczącym września 1939 r. Rozproszenie akt oraz nie zawsze właściwie opisane teczki utrudniają poszukiwania, tym bardziej, że wiele teczek włączonych jest (nierzadko przypadkowo) do zespołów utajnionych lub utajnionych wtórnie po krótkim okresie ich jawności (np. na przełomie 1992/1993 roku).
Część dokumentów na podobne tematy znajduje się w Archiwum Państwowym Federacji Rosyjskiej oraz w Ośrodku Przechowywania Zbiorów Historyczno-Dokumentacyjnych Federacji Rosyjskiej (dawne Centralne Państwowe Archiwum Specjalne). Ta niezmiernie interesująca problematyka czeka na swego historyka, który będzie miał do wykonania iście benedyktyńską pracę. Ale trud na pewno się opłaci.
Strażnice i pododdziały KOP, które nocą 17 września zostały znienacka zaatakowane przez przeważające siły wroga, w warunkach kończących się możliwości obrony zdążyły dokumenty zniszczyć, jeżeli nie tej nocy, to w trakcie odwrotu, gdy nie było widoku na wyrwanie się z okrążeń sowieckich lub przed przekroczeniem granicy polskiej z Łotwą, Litwą, Rumunią czy Węgrami. Dokumenty nielicznych strażnic czy pododdziałów KOP wpadły w ręce sowieckie, lecz swym przekazem nie wychodzą w większości poza datę 16 września. Dokumenty najsilniejszego Zgrupowania KOP, tzw. Grupy Operacyjnej dowódcy Korpusu gen. Wilhelma Orlika-Rückemanna, która do 1 października 1939 r. toczyła uporczywe i wyczerpujące, w większości zwycięskie, chociaż odwrotowe walki, również zostały zniszczone, a częściowo zapewne ukryte i nie odnalezione do dnia dzisiejszego. Autorowi (na podstawie relacji) znane jest miejsce ukrycia dokumentów pułku KOP „Sarny” ppłk. Nikodema Sulika w rejonie Sarn, ale czy jeszcze się one tam znajdują – nie wiemy.
Podobnie ma się sprawa z dokumentami innych jednostek wojskowych walczących przeciw sowieckiemu agresorowi. Pozostały tylko nieliczne, szczątkowe przekazy źródłowe wytworzone w tamtych dniach. Jest ich zbyt mało, by wzbogacone relacjami uczestników wrześniowej tragedii, mogły wystarczyć do wypełnienia luki w opisie historycznych wydarzeń. 
Dlatego należy maksymalnie korzystać z dokumentów operacyjnych Armii Czerwonej, chociaż ich weryfikacja będzie trudna, a często wręcz niemożliwa. Jednak obowiązkiem historyka jest próby tej dokonać jak najlepiej.
Ostatnia biała karta problematyki 17 września – to walki żołnierzy KOP, Wojska Polskiego i ludności cywilnej skupionych ochotniczo w różnych jednostkach paramilitarnych i chwytających za karabin czy butelkę z płynem zapalającym w obronie własnego domu. Ale ta biała karta nigdy już wypełniona do końca nie będzie.



Autor jest profesorem historii, autorem m. in. monografii „Kresy w czerwieni. Agresja Związku Sowieckiego na Polskę w 1939 r.”, wydanej przez Wyd. Neriton w 1998 r., w oparciu o sowieckie i polskie materiały źródłowe.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

     

     

     























„Apokryf” nr 15 w „TP” nr 39/1999

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl