Listy
Jaka jest polska adwokatura?
Jacy są sędziowie?
Z uznaniem obserwuję podejmowanie przez „TP” tematyki prawa do „rzeczywistej” sprawiedliwości: dostępu do pomocy prawnej (Michał Kłaczyński „Nieliczni, niedostępni, nietani”, „TP” nr 20/2002; listy: w nr 22, 23, 25) oraz pozycji sądownictwa w państwie (wywiad Krzysztofa Burnetki z prof. Wiktorem Osiatyńskim, „TP” nr 34/2002).
Każdy, kto myśli o todze sędziowskiej lub ją przywdziewa, powinien traktować pracę sędziego jako służbę publiczną. Trzeba mieć też świadomość, że sędzia decyduje o życiu lub istotnych sprawach innych osób. Niezbędna jest zdolność przewidywania konsekwencji decyzji, znajomość życia codziennego, zagadnień z psychologii, psychiatrii, etyki, socjologii. Wskazane byłoby, choć niewielkie, zainteresowanie filozofią. Konia z rzędem temu, kto wskaże w Polsce aplikację sądową, na której prowadzone są zajęcia z psychologii i pedagogiki socjalnej, sędziowie-wykładowcy wspominają o tym, że decyzja sędziego wywiera skutki społeczne i gdzie zwraca się uwagę na osobowość aplikanta. Nie przeprowadza się też testów oceniających stan zdrowia psychicznego kandydatów (dopiero od kwietnia br. weszły w życie przepisy precyzujące kryteria ich przeprowadzania). Odbywałem aplikację z osobami niezrównoważonymi psychicznie, które miały trudny kontakt z otoczeniem i zachowywały się nie fair wobec współaplikantów. Część z nich została sędziami. Postawy godnej sędziego uczyć nie trzeba, wystarczy, że aplikanci i asesorzy mogą wzorować się na starszych. Niestety, obecnie naśladować można tylko nielicznych.
Na aplikacji powinno zwracać się uwagę na to, że dobro pokrzywdzonego jest czasami ważniejsze niż tzw. dobro procesu karnego; że decyzja o wezwaniu do sądu 9-letniego dziecka, któremu rówieśnik zabrał rower, wywołuje u niego stres o niespotykanej sile z moczeniem nocnym włącznie; że kwestia odpowiedzialności karnej sprawcy czynu zabronionego nie powinna być przedmiotem międzypokojowej dyskusji między sędziami, lecz przedmiotem wewnętrznego skupienia i własnej, odpowiedzialnej decyzji; że powinno unikać się okazywania władzy i nie podnosić głosu na uczestników postępowań („do sądu proszę się zwracać!”). Dlaczego Krajowa Rada Sądownictwa nie zwraca sędziom uwagi na takie kwestie?
Nie przeprowadzono, moim zdaniem, weryfikacji w sądownictwie. Do tej pory orzekają sędziowie, którzy skazywali w procesach politycznych, np. na karę kilku lat pozbawienia wolności za wyrażenie przekonań politycznych. Czy taki sędzia jest, jak stanowi art. 61 prawa o ustroju sądów powszechnych, nieskazitelnego charakteru? Są i tacy, którzy bez studiów prawniczych, po 6-miesięcznym kursie przygotowawczym „zasiedzieli” stanowiska. Większość z nich pobiera wysoką tzw. emeryturę sędziowską. Z żądaniem wszczęcia postępowania dyscyplinarnego wobec dyspozycyjnych sędziów z lat 1944-89 mogą wystąpić: Minister Sprawiedliwości, KRS i osoby pokrzywdzone. Może takie prawo powinny też posiadać podmioty spoza wymiaru sprawiedliwości, choćby Rzecznik Praw Obywatelskich? Każdemu zdarzają się błędy. Którędy biegnie granica tolerancji wobec tych, które przytrafią się sędziom? Zamiast kosztownego programu weryfikacji, powinny pojawić się wysokie wymagania, którym musiałyby sprostać także „stare kadry”.
Twierdzenie prof. Osiatyńskiego, że do sądu trafiają osoby, którym nie udało się dostać na tzw. aplikacje komercyjne, jest częściowo uzasadnione, może jednak sugerować, iż są to osoby z najniższymi kompetencjami. Aplikacja sądowa, mimo wszystko, stoi na najlepszym merytorycznym poziomie, a egzamin sędziowski jest egzaminem z wszystkich aplikacji najtrudniejszym. Sporo osób wybiera aplikację sądową z przekonania. Zdarza się, że potem odchodzi do palestry rozczarowana systemem i warunkami materialnymi.
W rozmowie pada pytanie, skąd niespełna 30-letni sędziowie mają mieć wiedzę o skutkach odbycia kary pozbawienia wolności oraz wyczucie i dojrzałość konieczną do sprawiedliwego orzekania. Wielu moich rówieśników (mam 29 lat, egzamin sędziowski zdałem 3 lata temu) taką wrażliwość ma i przed wydaniem orzeczenia analizuje każdy dzień pozbawienia wolności. Są i tacy, którzy jej nie przeprowadzają, także wśród 40, 50 i 60-latków. Nie są to widać rzeczy zależne od wieku...
Sędziowie poddawani są ostrym wymaganiom, dotyczącym tzw. „załatwialności” spraw, czyli statystyki. Rozliczają ich przewodniczący wydziałów oraz prezesi sądów. Statystyka trafia do MS, gdzie na bieżąco analizuje się pracę poszczególnych sądów i wydziałów. W samych sądach statystyka nie jest jednak pomocą, lecz kryterium oceny pracy sędziego. Stąd niektórzy z nich celowo odraczają wydanie wyroku, mimo wyjaśnienia istotnych okoliczności sprawy. W razie bowiem wydania kilku wyroków w tygodniu nie będą w stanie, na wypadek złożenia apelacji, napisać w ciągu 7 dni (termin instrukcyjny) uzasadnienia, co z kolei pokaże statystyka i może spowodować nawet postępowanie dyscyplinarne wobec sędziego. Zgodnie z tym, mając do wyboru sprawy ważne, lecz skomplikowane i czasochłonne, oraz mniej ważne, lecz nieskomplikowane, statystyka nakazuje sędziemu załatwiać sprawy mniej ważne.
BARTOSZ SCHOLZ-NARTOWSKI
doradca Biura Porad Obywatelskich w Gdańsku
|